Geraldine nigdy nie uważała się za bliską przyjaciółkę Romulusa. Zawsze była raczej dla niego dziewczyną Ambroisa, utrzymywali poprawne stosunki nawet po ich rozstaniu. Nie był jednak dla niej takim wsparciem, jakim był Cornelius - kolejna osoba w jej życiu, która znalazła się tutaj przez Greengrassa. To jemu ufała, wiedziała, że zawsze może na niego liczyć, mimo tego, że doszło do tego rozłamu w ich gronie. Wiązało się to z całym ciągiem wydarzeń, który dotyczył ich wszystkich. Próbowała jakoś wynagrodzić Corio to, że skupiła się na własnej tragedii w momencie, gdy ten przeżywał pewnie jeden z największych dramatów w swoim życiu. Wybaczył jej to, no, o ile w ogóle dało się wybaczyć coś takiego, nie pozbył się jej ze swojego życia, nadal ją do siebie dopuszczał, to też było dla niej ważne - chciała odbudować bowiem swoje zaufanie. Wydawało jej się, że doszło do tego, przez te półtora roku nie przestali się spotykać, bo przecież była też matką chrzestną Fabiana. Nadal byli przyjaciółmi, mimo tego, że osoba, która połączyła ich drogi zniknęła z jej życia.
Z Romulusem sprawy wyglądały inaczej, nigdy do końca nie czuła wsparcia od jego osoby, jasne był w stosunku do niej miły i sympatyczny, jednak nie potraktowałaby go jakoś kogo, komu mogłaby się zwierzać ze swoich uczuć, czy przemyśleń. Nie był jej człowiekiem, nigdy tego od niego nie wymagała i raczej nie wydawało jej się, by był w stanie spowodować, że się przed nim na tyle otworzy. Raczej kojarzył jej się z głupotami, błachostkami i sprawami, które nie miały jakiegoś głębszego dna. Podchodził do wszystkiego z lekkością, jakby to, co się wydarzyło nic nie znaczyło, jakby to co łączyło ją i Roisa nie było ważne. Postawił ją przed jej chłopakiem (wtedy byłym) w naprawdę chujowym świetle, bo chciał działać w tylko sobie znany sposób. Nie przyniosło to pozytywnych skutków, trochę potraktował ich jak model badawczy? To nie było fajne.
- Wiesz, to nie koniec świata. - Na całe szczęście Romulus nie był jedynym przyjacielem Roisa. Miał wokół siebie więcej bliskich osób, niekoniecznie musiał się więc przejmować tym, że zamierzał zakończyć ich relację. Na pewno sporo go to kosztowało, bo z tego, co wywnioskowała, to właśnie wykreślał ze swojego życia osobę, która była tam od wielu lat. Nadal próbowała zrozumieć, co przelało szalę goryczy, ale może po prostu ta sytuacja, która eskalowała była tylko gwoździem do trumny, która już dawno na to czekała?
- Nie wiem, jakim cudem, życie go nie zweryfikowało. - Znała jedynaków pochodzących z bogatych rodzin i nie wszyscy kończyli w ten sposób. Prędzej, czy później pojawiały się sytuacje, przez które chociaż trochę musieli się ogarnąć, jednak w przypadku Pottera nigdy do tego nie doszło. Był kolorowym ptakiem, który w ogóle się nie ograniczał, mógł robić to, co mu się żywnie podobało, nikt mu niczego nie narzucał, jego przyjaciele to akceptowali, aż przekroczył granicę. Może to był ten moment, w którym powinien dorosnąć? Zauważyć, że nie wszystko musi być po jego myśli, że liczy się ktoś więcej, niż on sam?
- Tatuś się nie spisał, ale to nie jest tylko i wyłącznie jego wina, on jest dorosły, ma mózg, może z niego korzystać. - Nie można było całej odpowiedzialności zwracać na nieobecnych rodziców, to nie było tylko tym. Gdyby Romulus miał w sobie nieco empatii zwróciłby uwagę na swoje otoczenie, zaangażowałby się nieco bardziej w ich sprawy, a nie ciągle stawiał siebie jako najbardziej istotną personę. Uwielbiał wnosić siebie na piedestał, pokazywać, jaki jest niesamowity, chwalić się swoimi osiągnięciami, czy faktycznie ktoś taki był kimś z kim Ambroise chciał się trzymać? Nie wydawało jej się, aby mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego, już od samego początku zastanawiała się dlaczego łączy ich taka silna więź, skoro chcieli od życia czegoś zupełnie innego, brakowało jej punktów wspólnych, ale tego nie komentowała.
- Mam wrażenie, że dzisiaj nie tylko Ty otworzyłeś oczy. - Corio wyjebał go ze swojego domu, nie spodziewała się, aby drzwi się szybko otworzyły, szczególnie, że Romulus brnął w tę swoją narrację. Nie słuchał innych, olewał ich zdanie, znowu postawił siebie na piedestale, a gdy miała nadejść konfrontacja, odpowiedzialność za jego własne czyny to zemdlał. Celowo? Być może, skąd mogli wiedzieć, że nie. Nie dziwiła mu się, że nie miał chęci rozmawiać z Corneliusem po czymś takim, Lestrange potrafił być bardzo rzeczowy i konkretny i na pewno nie dałby Potterowi sobie wejść na głowę.