30.06.2025, 11:31 ✶
Gdzieś w pamięci Cathala tkwiły słowa Guinevere na temat wzywania do wybuchów, ale nie myślał o nich teraz. A nawet gdyby pomyślał, nie przywiązałby do nich dużej wagi: były dla niego żartem i pewnego rodzaju ironią losu, a nie wypełnioną przepowiednią. Może i nie lekceważył proroctw zupełnie, bo istniały historyczne dowody na sprawdzenie niektórych z nich, ale pozostawał sceptyczny, w symbole nie wierzył zupełnie i rzadko doszukiwał się w czymś znaków i przepowiedni.
Zmarszczył lekko brwi, kiedy kobieta aż podskoczyła, niepewny, czy tylko wytrącił ją z równowagi, czy działo się coś złego.
– Wszystko w porządku? – spytał, wchodząc do namiotu. Oczywiście, nie było może w absolutnym porządku, skoro doszło do dość paskudnego w skutkach przypadku, ale skoro Liam najwyraźniej nie miał stracić nogi, a opóźnienie nie powinno być dłuższe niż kilka dni, nie podpadało to jeszcze pod sytuację, w której powinni drzeć szaty z rozpaczy. – Mam organizować dla niego transport do Munga, czy się z tego wyliże?
Miał cholerną nadzieję, że przenoszenie go do kliniki nie będzie konieczne, bo teleportowanie się z kimś rannym było trochę ryzykowne, z Walii do Anglii musieliby to robić przynajmniej na dwa skoki i jeszcze po drodze kombinować z kominkami, bo nie wyobrażał sobie wnoszenia Liama przez niemagiczny Londyn. Przez ułamek sekundy miał ochotę też spytać, jak szybko mężczyzna będzie mógł wrócić do pracy, ale za to McGongall pewnie zmyłaby mu głowę.
Nie żeby naprawdę planował zapędzać Liama do roboty, zanim ten wróci do sprawności. Shafiq może nie był najlepszym człowiekiem pod słońcem, ale jednak nie chciał, aby współpracownicy zaczęli uciekać z wykopalisk, skarżąc się jego krewnym, że Cathal zachowuje się jak absolutny tyran.
– Zabezpieczają teren, nikt ma tam nie wchodzić, dopóki tego nie obejrzę ze specjalistką od pułapek. Na razie możemy zająć się moim nosem, żebym znowu był piękny i powabny – oświadczył, robiąc przy tym komiczną minę, nie pozostawiając wątpliwości, że ostatnie słowa były pewnego rodzaju żartem.
Zmarszczył lekko brwi, kiedy kobieta aż podskoczyła, niepewny, czy tylko wytrącił ją z równowagi, czy działo się coś złego.
– Wszystko w porządku? – spytał, wchodząc do namiotu. Oczywiście, nie było może w absolutnym porządku, skoro doszło do dość paskudnego w skutkach przypadku, ale skoro Liam najwyraźniej nie miał stracić nogi, a opóźnienie nie powinno być dłuższe niż kilka dni, nie podpadało to jeszcze pod sytuację, w której powinni drzeć szaty z rozpaczy. – Mam organizować dla niego transport do Munga, czy się z tego wyliże?
Miał cholerną nadzieję, że przenoszenie go do kliniki nie będzie konieczne, bo teleportowanie się z kimś rannym było trochę ryzykowne, z Walii do Anglii musieliby to robić przynajmniej na dwa skoki i jeszcze po drodze kombinować z kominkami, bo nie wyobrażał sobie wnoszenia Liama przez niemagiczny Londyn. Przez ułamek sekundy miał ochotę też spytać, jak szybko mężczyzna będzie mógł wrócić do pracy, ale za to McGongall pewnie zmyłaby mu głowę.
Nie żeby naprawdę planował zapędzać Liama do roboty, zanim ten wróci do sprawności. Shafiq może nie był najlepszym człowiekiem pod słońcem, ale jednak nie chciał, aby współpracownicy zaczęli uciekać z wykopalisk, skarżąc się jego krewnym, że Cathal zachowuje się jak absolutny tyran.
– Zabezpieczają teren, nikt ma tam nie wchodzić, dopóki tego nie obejrzę ze specjalistką od pułapek. Na razie możemy zająć się moim nosem, żebym znowu był piękny i powabny – oświadczył, robiąc przy tym komiczną minę, nie pozostawiając wątpliwości, że ostatnie słowa były pewnego rodzaju żartem.