30.06.2025, 13:36 ✶
Nie potrzeba było większej zachęty. Rozbawienie było prawie tak miłe jak spontaniczny śmiech, choć patrząc na Bardzo Poważną Twarz Pani Burke, to śmiech sam w sobie nie był pewnie częstym gościem w tych ścianach. Dlatego też właściwie niemal od razu przerośnięty gryzoń opuścił bezpieczne podwoje podszafowe, na rzecz całkiem odsłoniętego terenu kantoru.
Fretka - bo to była właśnie skóra, którą Keyleth zakładała od czasu do czasu na swoje barki - miała bardzo adekwatnie ciemną obwódkę wokół oczu przypominającą całkiem prawilną maskę właściwą złodziejowi. Jej podłużne ciało zwieńczone było puchatym ogonem, w znaczący sposób odróżniającym ją od szczura (magicznego czy nie, większość szczurów jeśli miała ogon to przypominał on robaka, a nie słodką puchatą kitę). Obecnie zwierzątko było umorusane kurzem, poza bezczelną kradzieżą fajki wychodziło na to, że trochę też "posprzątała" w zakładzie. Z resztą wyturlała ze sobą szklaną złocistą kulkę z płynnym wnętrzem, której przeznaczenia nie znała absolutnie - przeznaczenia innego niż doskonała zabawka. I już miała kulnąć ową kulkę do właścicielki, kiedy sążniście kichnęła, aż przysiadła na zadzie i zaczęła małymi łapkami odruchowo czyścić sobie pyszczek i wibrysy z nagromadzonego pyłu. Za kilka dni wielka czarna chmura zawstydzi myśl, że tego pyłu pod szafą było sporo, tych wszystkich "kotów" i innych dziwnych szarych mieszanin. Za kilka dni Londyn miał spłonąć, ale na szczęście obie żyły chwilą doczesną, bez trzeciego oka nękającego je dantejskimi wizjami.
Finalnie też zwierzątko podeszło do Ceolsige i wyciągnęło do niej łapki domagając się najwidoczniej wzięcia na ręce.
Fretka - bo to była właśnie skóra, którą Keyleth zakładała od czasu do czasu na swoje barki - miała bardzo adekwatnie ciemną obwódkę wokół oczu przypominającą całkiem prawilną maskę właściwą złodziejowi. Jej podłużne ciało zwieńczone było puchatym ogonem, w znaczący sposób odróżniającym ją od szczura (magicznego czy nie, większość szczurów jeśli miała ogon to przypominał on robaka, a nie słodką puchatą kitę). Obecnie zwierzątko było umorusane kurzem, poza bezczelną kradzieżą fajki wychodziło na to, że trochę też "posprzątała" w zakładzie. Z resztą wyturlała ze sobą szklaną złocistą kulkę z płynnym wnętrzem, której przeznaczenia nie znała absolutnie - przeznaczenia innego niż doskonała zabawka. I już miała kulnąć ową kulkę do właścicielki, kiedy sążniście kichnęła, aż przysiadła na zadzie i zaczęła małymi łapkami odruchowo czyścić sobie pyszczek i wibrysy z nagromadzonego pyłu. Za kilka dni wielka czarna chmura zawstydzi myśl, że tego pyłu pod szafą było sporo, tych wszystkich "kotów" i innych dziwnych szarych mieszanin. Za kilka dni Londyn miał spłonąć, ale na szczęście obie żyły chwilą doczesną, bez trzeciego oka nękającego je dantejskimi wizjami.
Finalnie też zwierzątko podeszło do Ceolsige i wyciągnęło do niej łapki domagając się najwidoczniej wzięcia na ręce.