01.07.2025, 02:43 ✶
No tak, cała ta akcja z brakującymi rybami. Rowle widział to trochę tak, że spuściliby sobie te sieci i na spokojnie, płynąc w kierunku gdzie zaobserwowano bytność węży, coś może udałoby im się złapać. Spochmurniał nawet na moment, jakby go to upomnienie kapitana faktycznie zmartwiło. Mugole absolutnie go nie obchodzili w całym tym rozrachunku i gdyby nie kodeks tajności, pewnie stwierdziłby że mogli z nich zrobić zanętę dla rzeczonych węży.
- Lata - mruknął, kiwając przy tym głową. - Nawet lepiej, jak tak teraz o tym myślę - przyznał wreszcie, bo przecież poza wodą łódź, a przez to i jej pasażerowie, byli nieco bardziej bezpieczni. Łatwiej by im było wtedy odpierać ataki i samym wymierzać zaklęcia, przynajmniej w teorii.
Skonsternowane zmarszczki wygładziły się całkowicie, kiedy kapitan wspomniał o zawartości ładowni. Levi znowu pokiwał głową, przez chwile ważąc w myślach to co chciał właściwie powiedzieć.
- Postawiłbym w pierwszej kolejności na wywabienie ich jak najdalej. Zarzucenie zanęty i powolne płynięcie w kierunku, gdzie widziano je ostatnim razem, powinny się zainteresować jeśli głodują. Może przy odpowiednich zaklęciach dałoby się jakoś podrasować jego prędkość, żeby poprowadzić stworzenia za sobą? Jeśli nie, no cóż, trudno. Stawiałbym na pasywność do ostatniego momentu, najlepiej kiedy będziemy już daleko od wybrzeży, żeby tam je odpędzić. A w razie niebezpieczeństwa, gdyby spróbowały nas wcześniej zaatakować, część załogi i nas może się skoncentrować na wzmocnieniu ochrony statku, a reszta na podniesieniu go w powietrze - powinno to zminimalizować szkody - skończył wreszcie, niewiele swoich myśli poświęcając teraz statkowi, który miał im towarzyszyć. Cóż, nie było go tutaj nie było się co nad tym rozdrabniać. Jakkolwiek też nie próbował skonstruować im teraz jakiegoś planu, tak nie mówił nic na prośby określenia jakiegoś lidera w ich grupie. Uśmiechnął się tylko lekko w stronę Laurenta, kiedy ten zadeklarował, że go potrzebuje. Potrafił kierować ludźmi w swoim rezerwacie, ale oni tutaj? Nie wszystkich znał na tyle, by być w stanie powiedzieć im cokolwiek konkretnego. A oni nie znali jego.
- Lata - mruknął, kiwając przy tym głową. - Nawet lepiej, jak tak teraz o tym myślę - przyznał wreszcie, bo przecież poza wodą łódź, a przez to i jej pasażerowie, byli nieco bardziej bezpieczni. Łatwiej by im było wtedy odpierać ataki i samym wymierzać zaklęcia, przynajmniej w teorii.
Skonsternowane zmarszczki wygładziły się całkowicie, kiedy kapitan wspomniał o zawartości ładowni. Levi znowu pokiwał głową, przez chwile ważąc w myślach to co chciał właściwie powiedzieć.
- Postawiłbym w pierwszej kolejności na wywabienie ich jak najdalej. Zarzucenie zanęty i powolne płynięcie w kierunku, gdzie widziano je ostatnim razem, powinny się zainteresować jeśli głodują. Może przy odpowiednich zaklęciach dałoby się jakoś podrasować jego prędkość, żeby poprowadzić stworzenia za sobą? Jeśli nie, no cóż, trudno. Stawiałbym na pasywność do ostatniego momentu, najlepiej kiedy będziemy już daleko od wybrzeży, żeby tam je odpędzić. A w razie niebezpieczeństwa, gdyby spróbowały nas wcześniej zaatakować, część załogi i nas może się skoncentrować na wzmocnieniu ochrony statku, a reszta na podniesieniu go w powietrze - powinno to zminimalizować szkody - skończył wreszcie, niewiele swoich myśli poświęcając teraz statkowi, który miał im towarzyszyć. Cóż, nie było go tutaj nie było się co nad tym rozdrabniać. Jakkolwiek też nie próbował skonstruować im teraz jakiegoś planu, tak nie mówił nic na prośby określenia jakiegoś lidera w ich grupie. Uśmiechnął się tylko lekko w stronę Laurenta, kiedy ten zadeklarował, że go potrzebuje. Potrafił kierować ludźmi w swoim rezerwacie, ale oni tutaj? Nie wszystkich znał na tyle, by być w stanie powiedzieć im cokolwiek konkretnego. A oni nie znali jego.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast