01.07.2025, 19:54 ✶
- Nie tylko ty możesz być czarnym charakterem w tej bajce, Borgin - odpowiedział lekkim tonem, zajmując naprzeciwko. Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, ale oczy pozostały czujne i bystre. Miał dosyć zapowiadania się u Mucliberów slash Borginów, to uwłaczało jego godności. Poza tym nie chciał, by ten konkretny MulciberoBorgin zdążył się do tej wizyty przygotować. Jeszcze by się naćpał jakimiś eliksirami czy zaklęciami jak Cynthia i nie mógłby z niego czytać jak z otwartej księgi. Sięgnął do kieszeni po talię, którą znalazł wcześniej na ulicy. - Nie palę, dziękuję. Woda będzie odpowiednia.
Rzucił, lekko przekrzywiając głowę. Zabębnił opuszkami palców o swoje udo, wpatrując się w Stanleya z uwagą.
- Zamierzasz na mnie donieść? - cmoknął z rozbawieniem, a jego oczy na moment zalał szczery, dobry humor. Zachowywał się zupełnie, zupełnie inaczej niż wtedy, gdy biegał po Londynie jak kot na pustyni. Czy czekała go wieczna chwała, albo chociaż pochwała? Nie wiedział, ale nie dbał o to. Wszystko to, co robił podczas Emberfall, było podyktowane chęcią przysłużenia się magicznej społeczności tak, by mogli niedługo wszyscy obudzić się w nowym, lepszym świecie. - Tylko nie zapomnij się podpisać w liście do Harper. I mapkę jej narysuj, żeby na pewno tu trafiła.
Lestrange położył talię na biurku przed Stanleyem. Milczał przez chwilę, jakby próbował zebrać słowa, ale w zasadzie to... Nie wiedział, co powiedzieć. Nie było mu przykro, że Robert nie żył. Nie współczuł także Stanleyowi, bo po czasie dostrzegł, jak toksyczną i chorą postacią był Mulciber. Dobrze, że gryzł piach. Ale jednocześnie nie chciał go zostawiać bez zapewnienia, że może i do tej pory było im nie po drodze, ale jednak troszczył się w swój chory, pokrętny sposób.
- Rozmawiałeś ostatnio z Richardem? - zagaił więc tak samo lekko, chociaż na sam dźwięk tego parszywego imienia cały się spiął.
Rzucił, lekko przekrzywiając głowę. Zabębnił opuszkami palców o swoje udo, wpatrując się w Stanleya z uwagą.
- Zamierzasz na mnie donieść? - cmoknął z rozbawieniem, a jego oczy na moment zalał szczery, dobry humor. Zachowywał się zupełnie, zupełnie inaczej niż wtedy, gdy biegał po Londynie jak kot na pustyni. Czy czekała go wieczna chwała, albo chociaż pochwała? Nie wiedział, ale nie dbał o to. Wszystko to, co robił podczas Emberfall, było podyktowane chęcią przysłużenia się magicznej społeczności tak, by mogli niedługo wszyscy obudzić się w nowym, lepszym świecie. - Tylko nie zapomnij się podpisać w liście do Harper. I mapkę jej narysuj, żeby na pewno tu trafiła.
Lestrange położył talię na biurku przed Stanleyem. Milczał przez chwilę, jakby próbował zebrać słowa, ale w zasadzie to... Nie wiedział, co powiedzieć. Nie było mu przykro, że Robert nie żył. Nie współczuł także Stanleyowi, bo po czasie dostrzegł, jak toksyczną i chorą postacią był Mulciber. Dobrze, że gryzł piach. Ale jednocześnie nie chciał go zostawiać bez zapewnienia, że może i do tej pory było im nie po drodze, ale jednak troszczył się w swój chory, pokrętny sposób.
- Rozmawiałeś ostatnio z Richardem? - zagaił więc tak samo lekko, chociaż na sam dźwięk tego parszywego imienia cały się spiął.