01.07.2025, 23:02 ✶
– Pójdę sobie jak tylko zmienię opatrunki – powiedział, unosząc nieco brew do góry, Hm... Może oni rzeczywiście byli razem i Thomasowi, kiedy już nieco wypoczął, przeszkadzała jego obecność w pokoju? Ale też... Czy Millie tak szybko by sobie kogoś znalazła na kilka dni po tym gdy na dobrą sprawę oznajmiła mu, że być może za dziesięć lat dalej nie będzie nikogo miała? A może po prostu Thomas zakładał, że uzdrowiciele nigdy nie śpią dłużej niż godzinę?
W sumie... Rozumiał czemu ktoś, patrząc na niego samego, mógł wysnuć taką teorię.
Mniejsza o to. Teraz musiał przekonać swoje ciało, że miłoby było jednak się rozbudzić, umyć się, spróbować jakoś oczyścić swoje ubrania (całe szczęście miał zapasowy komplet w pracy), wymienić opatrunek Thomasowi, zjeść i iść do Munga jednocześnie modląc się, aby nic więcej już się dzisiaj nie wydarzyło. Hm... To brzmiało jak naprawdę dużo rzeczy, każda wydawała się strasznie męcząca, a jego nogi były jakoś dziwnie wciąż przytwierdzone do łóżka. Teoretycznie mógł dzisiaj zostać. Odpocząć. Mung na pewno by zrozumiał. Pewnie nawet nie oczekiwali, że wszyscy się pojawią, ale... Nie potrafił. Potrzebował pomóc. Upewnić się, czy nikt z jego bliskich tam nie leży.
Westchnął cicho i przejechał dłonią po twarzy. Musi się tylko rozbudzić i zaraz będzie lepiej.
– Świetnie, w takim razie daj mi chwilę i... – No cóż. Oczywiście tej chwili nie mógł dostać bo nagle wydarzyło się dużo rzeczy na raz.
Millie ewidentnie miała koszmar. Basilius od razu zerwał się na równe nogi, aby jej pomóc, ale niestety na ten sam pomysł wpadł Figg.
– Thomas nie... – Jebut. Thomas upadł na podłogę na całe szczęście nie wpadającą przy tym ani na Millie, ani na Basiliusa. – Mówiłem nie. Nic ci nie jest? Proszę nie ruszaj się na chwilę. Nie rób sobie większej krzywdy. Zaraz ci pomogę. Millie? – przykucnął obok kobiety (no i w sumie też Thomasa) i delikatnie potrząsnął jej ramieniem. – Millie obudź się – mówił, zerkając to na czarownicę, to na Figga, pilnując, aby nikt juz nikogo nie tracił.
W sumie... Rozumiał czemu ktoś, patrząc na niego samego, mógł wysnuć taką teorię.
Mniejsza o to. Teraz musiał przekonać swoje ciało, że miłoby było jednak się rozbudzić, umyć się, spróbować jakoś oczyścić swoje ubrania (całe szczęście miał zapasowy komplet w pracy), wymienić opatrunek Thomasowi, zjeść i iść do Munga jednocześnie modląc się, aby nic więcej już się dzisiaj nie wydarzyło. Hm... To brzmiało jak naprawdę dużo rzeczy, każda wydawała się strasznie męcząca, a jego nogi były jakoś dziwnie wciąż przytwierdzone do łóżka. Teoretycznie mógł dzisiaj zostać. Odpocząć. Mung na pewno by zrozumiał. Pewnie nawet nie oczekiwali, że wszyscy się pojawią, ale... Nie potrafił. Potrzebował pomóc. Upewnić się, czy nikt z jego bliskich tam nie leży.
Westchnął cicho i przejechał dłonią po twarzy. Musi się tylko rozbudzić i zaraz będzie lepiej.
– Świetnie, w takim razie daj mi chwilę i... – No cóż. Oczywiście tej chwili nie mógł dostać bo nagle wydarzyło się dużo rzeczy na raz.
Millie ewidentnie miała koszmar. Basilius od razu zerwał się na równe nogi, aby jej pomóc, ale niestety na ten sam pomysł wpadł Figg.
– Thomas nie... – Jebut. Thomas upadł na podłogę na całe szczęście nie wpadającą przy tym ani na Millie, ani na Basiliusa. – Mówiłem nie. Nic ci nie jest? Proszę nie ruszaj się na chwilę. Nie rób sobie większej krzywdy. Zaraz ci pomogę. Millie? – przykucnął obok kobiety (no i w sumie też Thomasa) i delikatnie potrząsnął jej ramieniem. – Millie obudź się – mówił, zerkając to na czarownicę, to na Figga, pilnując, aby nikt juz nikogo nie tracił.