02.07.2025, 04:04 ✶
Gdyby nie taka żałosna ich sytuacja, to coś by jej jeszcze powiedział, bo już naprawdę - uratował jej życie, w sumie to przed jej własną głupotą - a ona mieliła ozorem. Nie podobało mu się, oczywiście, że to jego potknięcie było tak szeroko komentowane i chyba gdyby nie publika w postaci przypadkowych osób w Kotle, to wyciągnąłby różdżkę żeby znowu kazać jej się zamknąć. Basilius z resztą nie był lepszy, ale on w przeciwieństwie do Rose, coś musiał teraz zrobić, dlatego zgromił go tylko spojrzeniem, kiedy kuzyn zamruczał odpowiedź pod nosem.
- Jasne, nie ma sprawy - przyjął zaserwowane mu porady bez mrugnięcia okiem. Mogło mu zajmować dłużej jak innym, udanie się do lekarza, ale w gruncie rzeczy rozumiał kiedy sytuacja nie była tak kolorowa, jak można było sądzić. Co ważne też, nie chciał skończyć jako kaleka, a kulejąc lub w ogóle bez nogi, mógł być z niego średni auror.
- Nie, niestety. Nie tak dawno w ogóle nas wysłali z Ministerstwa, a zanim pojawiłem się tutaj byłem w niemagicznym - i nawet jeśli nie mógł powiedzieć nic więcej, uśmiechnął się do niego pokrzepiająco. Nic im nie było, obiecywał ten uśmiech i o dziwo sam w to wierzył. - Londyn? Oczywiście - odwrócił twarz w stronę Greengrass, przyglądając się jej przez dłuższą chwilę. - Kamienice zostaną odbudowane, sklepy na nowo zaczną działać - krew zamordowanych zmyje się z ulicy. - Ludziom tylko może zająć to nieco dłużej. Trzymasz się jakoś? - zapytał, trochę z faktyczną troską, a trochę jakby chciał przypomnieć jej, że powinna dalej starać się jakoś trzymać. Dla dobra swojego i swoich bliskich.
- Jasne, nie ma sprawy - przyjął zaserwowane mu porady bez mrugnięcia okiem. Mogło mu zajmować dłużej jak innym, udanie się do lekarza, ale w gruncie rzeczy rozumiał kiedy sytuacja nie była tak kolorowa, jak można było sądzić. Co ważne też, nie chciał skończyć jako kaleka, a kulejąc lub w ogóle bez nogi, mógł być z niego średni auror.
- Nie, niestety. Nie tak dawno w ogóle nas wysłali z Ministerstwa, a zanim pojawiłem się tutaj byłem w niemagicznym - i nawet jeśli nie mógł powiedzieć nic więcej, uśmiechnął się do niego pokrzepiająco. Nic im nie było, obiecywał ten uśmiech i o dziwo sam w to wierzył. - Londyn? Oczywiście - odwrócił twarz w stronę Greengrass, przyglądając się jej przez dłuższą chwilę. - Kamienice zostaną odbudowane, sklepy na nowo zaczną działać - krew zamordowanych zmyje się z ulicy. - Ludziom tylko może zająć to nieco dłużej. Trzymasz się jakoś? - zapytał, trochę z faktyczną troską, a trochę jakby chciał przypomnieć jej, że powinna dalej starać się jakoś trzymać. Dla dobra swojego i swoich bliskich.