03.07.2025, 01:30 ✶
Basilius nienawidził morza.
Nienawidził tej przepastnej toni bezkresu, która nie tylko mogłaby każdego utopić, a jeszcze zadbałaby o to, aby podczas umierania oczy ofiary szczypały niemiłośniernie. Zresztą Basilius nie znosił żadnych zbiorników wodnych większych i głębszych niż wanna. Rzeki? Jeziora? Nie. Absolutnie nie. Z pewnej odległości jasne, wydawały się nawet urokliwe, ale Prewett absolutnie nie zamierzał do żadnego z nich wchodzić z tej prostej przyczyny, że wtedy jego, zwykle racjonalnie myślący umysł, zachowywał się gorzej, niż małpa w cyrku i potrafił przekonać całe ciało czarodzieja, że ono nie tyle co nie lubi dużych zbiorników wodnych, co się ich boi.
Portowe knajpy były jednak inne. Portowe knajpy przecież były tylko przy wodzie, od ktorej oddzielały je ściany, szanty i dobre jedzenie. Szkoda tylko, że tej nocy portowe knajpa go zdradziła.
Zaczęło się od rozoranej nogi, ale kiedy już ją załatał, uznał, że w sumie może chwilę zostać i odpocząc po stresującym tygodniu. A potem jakoś tak wyszło, że zaczął słuchac morskich historii z kotem na kolanach. A potem przysiadł się do niego Flint, o którym... Miał pewne zdanie w Hogwarcie, ale rozmowa się kleiła, alkohol lał, towarzystwo było sympatyczne, a Basilius coraz bardziej zmęczony i...
– Kurwa mać – Zostało pierwszym słowem, które wypowiedział tego ranka, kiedy zorientował się, że ból głowy i obce łózko nie było jego największym problemem. Nie musiał nawet dokładnie przyglądać się widokowi zza niewielkiego okienka w pomieszczeniu, bo wystarczyło mu jedynie z krótkie spojrzenie, aby widzieć, że było bardzo źle.
Basilius próbował z całych sił nie panikować. Co tu robił? Czemu nie był u siebie? Co... Ah. No tak.
Wspomnienie poprzedniego wieczoru stawało się coraz bardziej wyraźne, a Prewett uznał, że chyba rzeczywiście musiał być ostatnio bardzo przepracowany skoro najwyraźniej dał się złapać na gawędziarskie talenty kolegi ze szkoły. Albo Flint po prostu umiał bardzo dobrze rozmawiać ze zmęczonymi magimedykami..
Basilius wziął głęboki oddech i wreszcie odważył się wyjść z pomieszczenia, a tam...
Prewettowi serce zabiło szybciej, a czarodziej był nawet mu wdzięczny, że wyjątkowo postanowiło być dla niego na tyle uprzejme, by nie walić jeszcze jak oszalałe.
– Dlaczego? – wyrzucił w stronę Flinta, próbując skoncentrować się tylko na długowłosej sylwetce czarodzieja, a nie otaczającym ich ze wszystkich stron błękicie. Dlaczego mieszkasz na łodzi? Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Dlaczego jesteśmy na morzu?
Nienawidził tej przepastnej toni bezkresu, która nie tylko mogłaby każdego utopić, a jeszcze zadbałaby o to, aby podczas umierania oczy ofiary szczypały niemiłośniernie. Zresztą Basilius nie znosił żadnych zbiorników wodnych większych i głębszych niż wanna. Rzeki? Jeziora? Nie. Absolutnie nie. Z pewnej odległości jasne, wydawały się nawet urokliwe, ale Prewett absolutnie nie zamierzał do żadnego z nich wchodzić z tej prostej przyczyny, że wtedy jego, zwykle racjonalnie myślący umysł, zachowywał się gorzej, niż małpa w cyrku i potrafił przekonać całe ciało czarodzieja, że ono nie tyle co nie lubi dużych zbiorników wodnych, co się ich boi.
Portowe knajpy były jednak inne. Portowe knajpy przecież były tylko przy wodzie, od ktorej oddzielały je ściany, szanty i dobre jedzenie. Szkoda tylko, że tej nocy portowe knajpa go zdradziła.
Zaczęło się od rozoranej nogi, ale kiedy już ją załatał, uznał, że w sumie może chwilę zostać i odpocząc po stresującym tygodniu. A potem jakoś tak wyszło, że zaczął słuchac morskich historii z kotem na kolanach. A potem przysiadł się do niego Flint, o którym... Miał pewne zdanie w Hogwarcie, ale rozmowa się kleiła, alkohol lał, towarzystwo było sympatyczne, a Basilius coraz bardziej zmęczony i...
– Kurwa mać – Zostało pierwszym słowem, które wypowiedział tego ranka, kiedy zorientował się, że ból głowy i obce łózko nie było jego największym problemem. Nie musiał nawet dokładnie przyglądać się widokowi zza niewielkiego okienka w pomieszczeniu, bo wystarczyło mu jedynie z krótkie spojrzenie, aby widzieć, że było bardzo źle.
Basilius próbował z całych sił nie panikować. Co tu robił? Czemu nie był u siebie? Co... Ah. No tak.
Wspomnienie poprzedniego wieczoru stawało się coraz bardziej wyraźne, a Prewett uznał, że chyba rzeczywiście musiał być ostatnio bardzo przepracowany skoro najwyraźniej dał się złapać na gawędziarskie talenty kolegi ze szkoły. Albo Flint po prostu umiał bardzo dobrze rozmawiać ze zmęczonymi magimedykami..
Basilius wziął głęboki oddech i wreszcie odważył się wyjść z pomieszczenia, a tam...
Prewettowi serce zabiło szybciej, a czarodziej był nawet mu wdzięczny, że wyjątkowo postanowiło być dla niego na tyle uprzejme, by nie walić jeszcze jak oszalałe.
– Dlaczego? – wyrzucił w stronę Flinta, próbując skoncentrować się tylko na długowłosej sylwetce czarodzieja, a nie otaczającym ich ze wszystkich stron błękicie. Dlaczego mieszkasz na łodzi? Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Dlaczego jesteśmy na morzu?