03.07.2025, 09:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2025, 21:13 przez Brenna Longbottom.)
Maniera Cassiana ani trochę Brennie nie przeszkadzała – zasadniczo przywykła przyjmować ludzi takimi, jakimi byli, ze wszystkimi dziwacznymi zachowaniami, bo sama takich też miała całkiem sporo. Widziała, że patrzył na świat inaczej i po prostu przyjmowała to do wiadomości, ale inna sprawa, że czasem zawieszała się na moment, próbując przetworzyć jego słowa i upewnić się, że na pewno zrozumiała to, co powiedział.
Właściwie była całkiem pewna, że czasem zupełnie nie rozumiała.
– Nie wierzę. Nikt nie buduje korytarzy donikąd. Tutaj coś musi być, inaczej to nie ma żadnego sensu – uparła się Brenna, zabierając za opukiwanie sufitu, szukanie luźniejszych cegieł albo jakichś znaków. Jak się jednak okazało, niepotrzebnie.
– Cassian!!!
Huk sprawił, że obróciła się gwałtownie, i nie tyle zajrzała do korytarza, do którego wpadł drugi prefekt, a dosłownie się ku niemu rzuciła – tak szybko, że omal nie potknęła się o wiadro, musiała nad nim przeskoczyć i ostatecznie z impetem wpadła na ścianę.
Obróciła się błyskawicznie i tym razem dopadła chłopaka.
– Na pewno nic ci nie jest? – spytała, sięgając ku chłopakowi, żeby ściągnąć mu z głowy metalowy kubeł, a potem szybko wydobyła z kieszeni chusteczkę i niewiele myśląc zaczęła wycierać mu twarz, dokładnie tak, jak zrobiłaby z którymś z licznego kuzynostwa albo przyjaciół z dzieciństwa. – Mocno walnąłeś. Te miotły i wiadra, jestem pewna, że się tutaj na ciebie niecnie zaczaiły – oświadczyła, wreszcie rozglądając się. Wyglądało na to, że trafili do jakiegoś schowka, a sądząc po tym, jak wiele pokonali schodów po drodze, prawdopodobnie był położony przy którejś z Wież. – Nie mam pojęcia, o jakim fragmencie mówisz. I w ogóle o jakiej historii mówisz, przecież gdybyśmy się natknęli na tajny korytarz, o którym nie wiedzą inni, chociaż na żaden się nie natknęliśmy, nie powinniśmy opowiadać o nim na prawo i lewo, bo wtedy jakbyśmy chcieli z niego skorzystać, to mogłoby się okazać, że nauczyciele go zablokowali albo coś takiego – wypaplała bez mrugnięcia okiem. To nie tak, że nie miała może zamiaru powiedzieć o tym absolutnie nikomu, bo pewnie prędzej czy później zaciągnie kogoś do tego korytarza, ale niekoniecznie planowała ujawniać jego istnienie zbyt wielu osobom… – Nie obiłeś się? Zaraz powinniśmy wrócić do punktu zbiórki.
Przyjrzała się mu uważnie, szukając siniaków, krwi czy dziwnie wygiętych kończyn, a potem opuścili pomieszczenie i ruszyli na miejsce zbiórki - a Brenna tylko trzy razy spytała, czy na pewno nie chciał iść do pielęgniarki.
Właściwie była całkiem pewna, że czasem zupełnie nie rozumiała.
– Nie wierzę. Nikt nie buduje korytarzy donikąd. Tutaj coś musi być, inaczej to nie ma żadnego sensu – uparła się Brenna, zabierając za opukiwanie sufitu, szukanie luźniejszych cegieł albo jakichś znaków. Jak się jednak okazało, niepotrzebnie.
– Cassian!!!
Huk sprawił, że obróciła się gwałtownie, i nie tyle zajrzała do korytarza, do którego wpadł drugi prefekt, a dosłownie się ku niemu rzuciła – tak szybko, że omal nie potknęła się o wiadro, musiała nad nim przeskoczyć i ostatecznie z impetem wpadła na ścianę.
Obróciła się błyskawicznie i tym razem dopadła chłopaka.
– Na pewno nic ci nie jest? – spytała, sięgając ku chłopakowi, żeby ściągnąć mu z głowy metalowy kubeł, a potem szybko wydobyła z kieszeni chusteczkę i niewiele myśląc zaczęła wycierać mu twarz, dokładnie tak, jak zrobiłaby z którymś z licznego kuzynostwa albo przyjaciół z dzieciństwa. – Mocno walnąłeś. Te miotły i wiadra, jestem pewna, że się tutaj na ciebie niecnie zaczaiły – oświadczyła, wreszcie rozglądając się. Wyglądało na to, że trafili do jakiegoś schowka, a sądząc po tym, jak wiele pokonali schodów po drodze, prawdopodobnie był położony przy którejś z Wież. – Nie mam pojęcia, o jakim fragmencie mówisz. I w ogóle o jakiej historii mówisz, przecież gdybyśmy się natknęli na tajny korytarz, o którym nie wiedzą inni, chociaż na żaden się nie natknęliśmy, nie powinniśmy opowiadać o nim na prawo i lewo, bo wtedy jakbyśmy chcieli z niego skorzystać, to mogłoby się okazać, że nauczyciele go zablokowali albo coś takiego – wypaplała bez mrugnięcia okiem. To nie tak, że nie miała może zamiaru powiedzieć o tym absolutnie nikomu, bo pewnie prędzej czy później zaciągnie kogoś do tego korytarza, ale niekoniecznie planowała ujawniać jego istnienie zbyt wielu osobom… – Nie obiłeś się? Zaraz powinniśmy wrócić do punktu zbiórki.
Przyjrzała się mu uważnie, szukając siniaków, krwi czy dziwnie wygiętych kończyn, a potem opuścili pomieszczenie i ruszyli na miejsce zbiórki - a Brenna tylko trzy razy spytała, czy na pewno nie chciał iść do pielęgniarki.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.