• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
02.09.72 | Je suis un artiste, et mon œuvre, c'est Moi | Baldwin & Oleander w Paryżu

02.09.72 | Je suis un artiste, et mon œuvre, c'est Moi | Baldwin & Oleander w Paryżu
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
03.07.2025, 10:02  ✶  
Paryż.
Stolica miłości, sztuki i stęchlizny. Wprawne oko dostrzegało, że pośród tych katedr, kościołów i urokliwych kamienic kryło się to co kryło się w każdym innym kącie świata - brud, syf i ubóstwo. Ale przecież nie to przyszli tu oglądać. Nie. To była wyprawa czysto towarzyska. Ledwo zdążył rano wziąć prysznic i ubrać się w coś sensownego (czuł, że Lorraine byłaby zachwycona wiedząc, że jego stare, bo stare koszule były odprasowane, a plamy z farb na spodniach doczyszczone - i wszystko to zasługa Mulciberówny, która dostawała szału na widok lekkiego zgniecenia), a już został wyrwany świstoklikiem do Francji. Nie narzekał. Skoro płaciła matulka Oleandra, on mógł mu dotrzymać towarzystwa, kiedy wszyscy inni byli zajęci poważną pracą poważnych ludzi.
Aktualnie siedzieli w jednej z tych irracjonalnie drogich kawiarni, bo Crouch zarządził wreszcie przerwę. Nie buntował się, nie oponował szczególnie mocno. Zwłaszcza, gdy na stole pojawiło się schłodzone wino.

Baldwin leniwie odchylił się na krześle, balansując zręcznie na jego dwóch tylnych nogach. Trzymana na kolanach Rozalinda radośnie popiskiwała, pogrążona w szczurzej dyskusji ze swoim nieco bardziej wychudzonym francuskim kuzynem, który przysiadł przy krześle Malfoy'a. Oba gryzonie zadowolone, bo dokarmione kawałkiem eklerka, po którym na stoliku ostał się jedynie pusty talerzyk. Tak to już się dziwacznie układało, że przybłędy kochały Baldwina.
Oglądali pocztówki, a Malfoy z niekłamaną przyjemnością słuchał opowieści z Maroka. Nie żeby go przesadnie takie wyjazdy intrygowały. Był typem mieszczucha, przyzwyczajonego do Nokturnu i własnej kanapy. Ale kiedy Oleander opowiadał o przeżyciach, mógł spijać emocje malujące się na twarzy przyjaciela. Tworzyć w pamięci nici wspomnień, tak potrzebnych przy jego pracy.
- Mój pan ojciec napisał kiedyś niemal sześćset stron o prachrześcijańskim micie edenistycznym mugoli. Nomen omen, każda jedna zajebiście nudna, ale no jak coś się nazywa “Lilith contra Ecclesia: rola Pierwszej Kobiety w sabatycznym modelu magii rytualnej” to nie może być super interesujące. Może dlatego dostał za nią tyle dojebanych nagród. Anyway. - Obracał w palcach pocztówkę. Uczył się wzorów, stylu, kolorystyki. Kształtu arabskich liter, których znaczenia nie rozumiał wcale, ale znaczenie to nie było mu specjalnie do szczęścia potrzebne.
- Jabłka to tylko jabłka, Oli. Równie dobrze typ mógł mieć barek ze smakującą szczynami whisky czy ulubione landrynki cytrynowe, których nie wolno dotykać.- Odłożył pocztówkę z powrotem na stolik, kompletnie tracąc nią zainteresowanie. Zamiast tego skupił wzrok na tym co go ciekawiło najbardziej - na twarzy przyjaciela. Baldwin miał ten mocno irytujący zwyczaj wpatrywania się w ludzi jakby wcale nimi nie byli - bez mrugnięcia, rozkładając ich twarz na pojedyncze kształty, linie, kodując w pamięciu ułożenie piegów, skaz czy układając paletę kolorów. Uniósł leniwie kącik ust, bezwiednie, bo zwyczajnie podobało mu się to co widzi.- mój pan ojciec by ci powiedział coś w stylu “zamknięcie jabłek i oddanie ich jedynie wybrańcom – jak u Jamala – jest archetypowym powtórzeniem mechanizmu edenicznego, bo tworzy pokusę, ale i strukturę dominacji.”- Ton Baldwina uderzył w tak dobrze znane ze spotkań socjety niemal pompatyczne tony, podszyte wyczuwalną, choć szalenie kulturalną akademicką złośliwością i poczuciem wyższości. W takich chwilach nie dość, że wyglądał jak Marcus Malfoy, to jeszcze na domiar złego tak brzmiał. – Ale czy ten twój Jamal był wężem kusicielem czy raczej Bogiem, który założył obróżkę na twoją uroczą szyję, Skąd pomysł, źe też bym je zerwał Oli?- Zapytał bardziej pchany ciekawością niż złośliwością.- Myślisz, że to jakiś rodzaj buntu, gdy robisz to co zakazane, ale wiesz, że może odrobinę pożądane.
Nie wiedział do końca jakiego komentarza oczekuje przyjaciel, bo niestety stary Septimus Crouch nie leżał w kręgach jego zainteresowań. Nie dość, że był nudny jak jego własny ojciec, to w dodatku nie był żadną seksowną blondynką, a gdyby rozciął palec sędzi to czy krwawiłby krwią jego przodków? Nie. Więc niestety, stary Crouch nie był w żadnym razie nie należał do gatunku  “daddy material”. Dlatego nic nie powiedział. Zamiast tego uniósł rozbawiony brwi. Nachylił się, nóżki krzesła stuknęły głośno o bruk, a sam Baldwin zniżył głos do szeptu, jakby planował zdradzić Oleandrowi największe tajemnice wszechświata.
- Nie musisz o wszystkim mówić matce. Ona i tak widzi tylko to co chce.- Nawet nie udawał, że nie patrzy jak kropla spływa po skórze Oleandra. Pochylił się odrobinę mocniej, tak by móc zręcznym, szybkim ruchem zebrać ją palcem, nim zniknęła pod miękkim materiałem koszuli.- Swojego ślicznego, utalentowanego synka, który pojechał do Maroko się uczyć, a nie kurwić. Nazywaj rzeczy po imieniu Oli. To dopiero oczyszczające.

A potem wszystko wróciło do stanu poprzedniego. Zaalarmowane nagłym ruchem szczury wróciły do swojej szczurzej pogawędki,  Baldwin sięgnął po swój kieliszek. Nic się takiego przecież nie stało.
- Podobało mi się jak się prawie popłakał, kiedy przez przypadek dźgnął cię szpilką.- Zaśmiał się, upijając wina. O wiele mniej dystyngowanie, bo co by tu oszukiwać - alkohol to alkohol i Baldwin nie zamierzał wielce roztrząsać jakie wspaniałe nuty buzują mu na języku. Westchnął cicho.
- Interesującym, hmm? A cóż takiego panicz Crouch uważa za interesujące? Może to jak skończą twoje zaczarowane jabłka jeśli tylko wpadną w moje ręce?- Przechylił lekko głowę, którą leniwie wsparł o nadgarstek, opierając łokieć o blat stolika.- Albo co mógłbym zrobić z Tobą, żebyś nie musiał znowu wybyć na drugi koniec Europy do jakiegoś starego dziada-ogrodnika?
Zapytany o makijaż, skinął lekko głową. Odgarnął z twarzy lekko napuszone po porannym prysznicu, blond kosmyki włosów. W przeciwieństwie do tak perfekcyjnie “niesfornie” układających się loków Oleandra, baldwinowe kudły robiły co chciały. Układały się jak chciały, raz po raz zakładane przez czarodzieja za ucho.
- Specjalnie następnym razem jak będziemy grać Hamleta to się zgłoszę do roli ducha jego starego. Akurat będzie okazja, żeby go użyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (914), Oleander Crouch (1419)




Wiadomości w tym wątku
02.09.72 | Je suis un artiste, et mon œuvre, c'est Moi | Baldwin & Oleander w Paryżu - przez Oleander Crouch - 02.07.2025, 23:17
RE: 02.09.72 | Je suis un artiste, et mon œuvre, c'est Moi | Baldwin & Oleander w Paryżu - przez Baldwin Malfoy - 03.07.2025, 10:02
RE: 02.09.72 | Je suis un artiste, et mon œuvre, c'est Moi | Baldwin & Oleander w Paryżu - przez Oleander Crouch - 06.07.2025, 16:35

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa