03.07.2025, 17:03 ✶
Rozalinda szalenie ucieszona z jajecznicy, uznała że przyjaźń z Baldwinem zakończona, od dziś Hannibal jest jej najlepszym kolegą. Tak. Taka była, biedna zagłodzona, niekochana. Najnieszczęśliwszy szczur w całym Londynie. Co tam Londynie - Anglii! W całej Europie! Przynajmniej tak długo jak miał jedzonko na talerzu, Hannibal mógł się cieszyć atencją gryzonia.
Malfoy słuchał uważnie. Słuchał i obserwował, sunąc wzrokiem po twarzy Selwyna z tym rozmarzonym uśmieszkiem.
- Zawsze moglibyśmy popracować nad tym, żeby następny jednak był o mnie…- Wymruczał nachylając się odrobinę mocniej niż to konieczne, ani na sekundę nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Pachnący kawą, papierosami i wodą kolońską, którą dostał od Scarlett, zbliżył się niebezpiecznie blisko. Wyciągnął rękę, muskając niby bezwiednie ramię bruneta, tylko po to, żeby… sięgać po Rozalindę, która uwaliła się na blacie, ewidentnie planując pożreć jeszcze więcej jajecznicy. A potem się odsunął jak gdyby nigdy nic, układając szczurzą księżniczkę (buntowniczo popiskującą przeciwko porwaniu od talerza i bestialskiemu traktowaniu) sobie na kolanach.
- Wystarczy. Jeszcze trochę i przestaniesz się mieścić nawet w kanalizacji.- Podrapał podopieczną za nadgryzionym uszkiem.- O czym my to… Ach, kurewstwo w twoim mieszkaniu.
Oparł się łokciem o blat, wspierając policzek o zgięty nadgarstek. Szczerze powiedziawszy nie wyglądał na szczególnie przejętego problemami Hannibala, ale… Czy Baldwin kiedykolwiek przejmował się czymkolwiek? Ucieleśnienie “spoko ogarnie się” i “jakoś to będzie chill”, z reguły traktował wszelkie życiowe tragedie z przymrużeniem oka. Bo co to za problem, że u Selwyna zasiedział się jakiś kinky demon skoro mógł przespać się przez kilka nocy u niego? Co prawda musieliby pogłówkować nad tym jak chociaż na moment załatać okno, albo ściągnąć tu jakiegoś specjalistę, ale taki problem to chyba nie problem? Na przykład okno w sypialni było aktualnie przykryte grubym kocem - rozwiązanie skuteczne, chociaż brzydkie jak szlag i tylko czekał aż to wszystko odpadnie.
- Zagadaj do jakiegoś egzorcysty, niech to wypleni. Jest taki jeden Macmillan, co pracuje dla kowenu. Przynajmniej pracował jeszcze jakiś czas temu... A jak chcesz taniej to podpytaj mojej Scar. Kiedyś mi opowiadała jak szkoliła się na egzorcystkę w Norwegii. Chociaż...- Zawiesił się na moment.- Myślisz, że takie nasze rodzime czarty czy upiory rozumieją inkantacje w języku pingwinów?
Oczywiście. Bardzo. Poważne. Pytania. Jak zawsze. Bo on na przykład nie do końca rozumiał co tam sobie Mulciberówna mamrocze pod nosem. Naswet nie próbował. Od tych wszystkich shshz i kszh i tzzhsh i khrrrr bolała go głowa.
Rozejrzał się po pokoju jakby sam się spodziewał zobaczyć gdzieś kota. Nawet jeśli sam widział rano jak Frida nosiła go w objęciach jak wypchaną lalkę, a szansa, że dziewczynka pozwoliłaby sobie zabrać kotka była niewielka. Zwłaszcza, że Lucyfer był chyba już pogodzony z tą niecodzienną dozą miłości.
- Jest ze Scar. Wszędzie za nią łazi.- Odpowiedział po prostu. Doceniał, że nie padły żadne pytania o rodzinę, choć żadne “dziękuję” nigdy nie padło z ust Baldwina. Zresztą można było odnieść wrażenie, że równie dobrze mógłby być sierotą i nikt by tego drobnego faktu nie skojarzył. Ale przynajmniej obraz matki Malfoy’a - Visenyi, która miała paskudny zwyczaj komentowania absolutnie wszystkiego i wszystkich, najbardziej zdegustowana chyba swoim własnym synem, został zdjęty. Ciężka zdobiona rama stała oparta o ścianę, a kobieta na zniszczonym płótnie tymczasowo zamarła. Zresztą czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Czy sens naprawdę tkwił w tych ślicznie wykrochmalonych koszulach i kiju w dupie jaki mieli wysoko urodzeni czystokrwiści chłopcy?
Przez moment sam wsłuchiwał się w piosenkę, ruszając lekko głową do taktu. A potem zakaszlał. Paskudnie, głęboko, próbując odkrztusić pył, którego się nałykał ostatniej nocy. Docisnął dłoń do ust, odsunął na tyle, żeby nie napluć przy okazji Selwynowi do talerza.
Chwilę to trwało, a z każdą kolejną sekundą czuł się coraz gorzej. Jakby ktoś mu wepchnął do gardła garść popiołu, której za żadne skarby nie mógł się pozbyć. Kiedy w końcu otarł wargi wierzchem dłoni, na skórze pozostał czarny ślad. Kaszlnął ostatni raz, popijając niesmak swoją kawą.
- Sorry.- Wychrypiał. Otrząsnął się z napadu wyraźnie bledszy, z czołem lekko zroszonym potem, gdy każdy kolejny oddech sprawiał mu wyraźny problem.- Co z teatrem?- Zapytał szybko, próbując zmienić temat tak szybko jak to możliwe.- Wiesz czy go… no… zamkną na jakiś czas?- Lekkie drganie było wyraźnie słyszalne w jego głosie. Zamknięty teatr to brak przedstawień. Brak przedstawień to brak pieniędzy. A brak pieniędzy to no… brak pieniędzy. Nikt tego do końca nie lubił.
Malfoy słuchał uważnie. Słuchał i obserwował, sunąc wzrokiem po twarzy Selwyna z tym rozmarzonym uśmieszkiem.
- Zawsze moglibyśmy popracować nad tym, żeby następny jednak był o mnie…- Wymruczał nachylając się odrobinę mocniej niż to konieczne, ani na sekundę nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Pachnący kawą, papierosami i wodą kolońską, którą dostał od Scarlett, zbliżył się niebezpiecznie blisko. Wyciągnął rękę, muskając niby bezwiednie ramię bruneta, tylko po to, żeby… sięgać po Rozalindę, która uwaliła się na blacie, ewidentnie planując pożreć jeszcze więcej jajecznicy. A potem się odsunął jak gdyby nigdy nic, układając szczurzą księżniczkę (buntowniczo popiskującą przeciwko porwaniu od talerza i bestialskiemu traktowaniu) sobie na kolanach.
- Wystarczy. Jeszcze trochę i przestaniesz się mieścić nawet w kanalizacji.- Podrapał podopieczną za nadgryzionym uszkiem.- O czym my to… Ach, kurewstwo w twoim mieszkaniu.
Oparł się łokciem o blat, wspierając policzek o zgięty nadgarstek. Szczerze powiedziawszy nie wyglądał na szczególnie przejętego problemami Hannibala, ale… Czy Baldwin kiedykolwiek przejmował się czymkolwiek? Ucieleśnienie “spoko ogarnie się” i “jakoś to będzie chill”, z reguły traktował wszelkie życiowe tragedie z przymrużeniem oka. Bo co to za problem, że u Selwyna zasiedział się jakiś kinky demon skoro mógł przespać się przez kilka nocy u niego? Co prawda musieliby pogłówkować nad tym jak chociaż na moment załatać okno, albo ściągnąć tu jakiegoś specjalistę, ale taki problem to chyba nie problem? Na przykład okno w sypialni było aktualnie przykryte grubym kocem - rozwiązanie skuteczne, chociaż brzydkie jak szlag i tylko czekał aż to wszystko odpadnie.
- Zagadaj do jakiegoś egzorcysty, niech to wypleni. Jest taki jeden Macmillan, co pracuje dla kowenu. Przynajmniej pracował jeszcze jakiś czas temu... A jak chcesz taniej to podpytaj mojej Scar. Kiedyś mi opowiadała jak szkoliła się na egzorcystkę w Norwegii. Chociaż...- Zawiesił się na moment.- Myślisz, że takie nasze rodzime czarty czy upiory rozumieją inkantacje w języku pingwinów?
Oczywiście. Bardzo. Poważne. Pytania. Jak zawsze. Bo on na przykład nie do końca rozumiał co tam sobie Mulciberówna mamrocze pod nosem. Naswet nie próbował. Od tych wszystkich shshz i kszh i tzzhsh i khrrrr bolała go głowa.
Rozejrzał się po pokoju jakby sam się spodziewał zobaczyć gdzieś kota. Nawet jeśli sam widział rano jak Frida nosiła go w objęciach jak wypchaną lalkę, a szansa, że dziewczynka pozwoliłaby sobie zabrać kotka była niewielka. Zwłaszcza, że Lucyfer był chyba już pogodzony z tą niecodzienną dozą miłości.
- Jest ze Scar. Wszędzie za nią łazi.- Odpowiedział po prostu. Doceniał, że nie padły żadne pytania o rodzinę, choć żadne “dziękuję” nigdy nie padło z ust Baldwina. Zresztą można było odnieść wrażenie, że równie dobrze mógłby być sierotą i nikt by tego drobnego faktu nie skojarzył. Ale przynajmniej obraz matki Malfoy’a - Visenyi, która miała paskudny zwyczaj komentowania absolutnie wszystkiego i wszystkich, najbardziej zdegustowana chyba swoim własnym synem, został zdjęty. Ciężka zdobiona rama stała oparta o ścianę, a kobieta na zniszczonym płótnie tymczasowo zamarła. Zresztą czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Czy sens naprawdę tkwił w tych ślicznie wykrochmalonych koszulach i kiju w dupie jaki mieli wysoko urodzeni czystokrwiści chłopcy?
Przez moment sam wsłuchiwał się w piosenkę, ruszając lekko głową do taktu. A potem zakaszlał. Paskudnie, głęboko, próbując odkrztusić pył, którego się nałykał ostatniej nocy. Docisnął dłoń do ust, odsunął na tyle, żeby nie napluć przy okazji Selwynowi do talerza.
Chwilę to trwało, a z każdą kolejną sekundą czuł się coraz gorzej. Jakby ktoś mu wepchnął do gardła garść popiołu, której za żadne skarby nie mógł się pozbyć. Kiedy w końcu otarł wargi wierzchem dłoni, na skórze pozostał czarny ślad. Kaszlnął ostatni raz, popijając niesmak swoją kawą.
- Sorry.- Wychrypiał. Otrząsnął się z napadu wyraźnie bledszy, z czołem lekko zroszonym potem, gdy każdy kolejny oddech sprawiał mu wyraźny problem.- Co z teatrem?- Zapytał szybko, próbując zmienić temat tak szybko jak to możliwe.- Wiesz czy go… no… zamkną na jakiś czas?- Lekkie drganie było wyraźnie słyszalne w jego głosie. Zamknięty teatr to brak przedstawień. Brak przedstawień to brak pieniędzy. A brak pieniędzy to no… brak pieniędzy. Nikt tego do końca nie lubił.