03.07.2025, 21:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2025, 21:47 przez Lana Dolohov.)
Stała oniemiała obok okna, nie mogąc uwierzyć w wywód rodzicielki. Lana nie miała tendencji do przesady i nigdy nie próbowałaby wprowadzić matki w błąd. Czyżby Tanaquil nie ufała zmysłom córki? A może jej uprzedzenia sprawiały, że widziała rzeczywistość na opak? To przekonanie o własnej wyższości ze względu na status krwi miało ostatecznie doprowadzić do śmierci kobiety w płomieniach.
Dolohovówna nie miała jak się wtrącić w wypowiedź matki (albo raczej nie potrafiła). Zazwyczaj, kiedy nie odpowiadały jej zarządzenia starszej czarownicy, po prostu siedziała cicho, zatrzymując te myśli dla siebie. Ale teraz... Nie chodziło o udział w jakimś bankiecie ani o szukanie kandydata na męża (komentarz o Greengrassach zdecydowała się na razie zignorować). Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, więc lada chwila mógł zająć również ich kamienicę. A to oznaczało, że obecnie na szali było ich życie.
Nie mogła więc dać za wygraną, nie teraz.
Lana przełknęła ślinę. Podczas zagranicznych podróży nauczyła się samodzielności oraz nabrała pewności siebie w kwestii prowadzenia badań naukowych. Nie bała się zapuszczać w niebezpieczne miejsca ani zgłębiać tajemnic, które napawały strachem innych badaczy, o ile pozwoliłoby to zaspokoić jej ambicje w zdobywaniu wiedzy. Lecz gdy wróciła do domu, nie potrafiła wprost sprzeciwić się matce. Być może wynikało to z wychowania; ciężko było przecież oduczyć się wzorców zachowań wtłoczonych w dzieciństwie. Jednak kiedyś musiał przyjść moment, w którym wymagania rodzicielki będą po prostu nie do zniesienia dla córki. I najwyraźniej momentem tym było absurdalne ignorowanie zagrożenia pożaru.
– N-nie chodzi tylko o Nokturn... Ludzie na Horyzontalnej też uciekają przed ogniem. – wydukała, zaciskając dłoń na różdżce. Skoro matka nie chciała uwierzyć w pożar, może trzeba było zmusić ją do konfrontacji z rzeczywistością. – Spójrz za okno. – mówiąc to, rzuciła zaklęcie, które miało rozsunąć wszystkie kotary w pomieszczeniu.
// Translokacja (II), rzut na rozsunięcie kotar w salonie
Wszystkie zasłony rozsunęły się ze świstem, ukazując niebo spowite ciemnymi chmurami oraz krwistoczerwoną łunę pożaru.
Dolohovówna nie miała jak się wtrącić w wypowiedź matki (albo raczej nie potrafiła). Zazwyczaj, kiedy nie odpowiadały jej zarządzenia starszej czarownicy, po prostu siedziała cicho, zatrzymując te myśli dla siebie. Ale teraz... Nie chodziło o udział w jakimś bankiecie ani o szukanie kandydata na męża (komentarz o Greengrassach zdecydowała się na razie zignorować). Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, więc lada chwila mógł zająć również ich kamienicę. A to oznaczało, że obecnie na szali było ich życie.
Nie mogła więc dać za wygraną, nie teraz.
Lana przełknęła ślinę. Podczas zagranicznych podróży nauczyła się samodzielności oraz nabrała pewności siebie w kwestii prowadzenia badań naukowych. Nie bała się zapuszczać w niebezpieczne miejsca ani zgłębiać tajemnic, które napawały strachem innych badaczy, o ile pozwoliłoby to zaspokoić jej ambicje w zdobywaniu wiedzy. Lecz gdy wróciła do domu, nie potrafiła wprost sprzeciwić się matce. Być może wynikało to z wychowania; ciężko było przecież oduczyć się wzorców zachowań wtłoczonych w dzieciństwie. Jednak kiedyś musiał przyjść moment, w którym wymagania rodzicielki będą po prostu nie do zniesienia dla córki. I najwyraźniej momentem tym było absurdalne ignorowanie zagrożenia pożaru.
– N-nie chodzi tylko o Nokturn... Ludzie na Horyzontalnej też uciekają przed ogniem. – wydukała, zaciskając dłoń na różdżce. Skoro matka nie chciała uwierzyć w pożar, może trzeba było zmusić ją do konfrontacji z rzeczywistością. – Spójrz za okno. – mówiąc to, rzuciła zaklęcie, które miało rozsunąć wszystkie kotary w pomieszczeniu.
// Translokacja (II), rzut na rozsunięcie kotar w salonie
Rzut N 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!
Wszystkie zasłony rozsunęły się ze świstem, ukazując niebo spowite ciemnymi chmurami oraz krwistoczerwoną łunę pożaru.