Kapitan statku już wcześniej mówił, by wybrali między sobą kogoś, kto go zastąpi przy dowodzeniu podczas całej akcji, a mimo to miła poczucie, że gdyby nie podjęła tego tematu, to wszyscy równo by go ignorowali. Jasne, mogła to zrzucić na to, że nie byli przyzwyczajeni do pracy w takiej grupie, gdzie istniała jakaś hierarchia, gdzie ktoś odpowiadał za całą sprawę… może nawet odpowiadał głową bardzo dosłownie, a nie tylko w przenośni. Sama nie chciała tego na siebie brać choćby dlatego, że brakowało jej wiedzy o magicznych stworzeniach, takiej szczegółowej. No i nie uważała się też za przesadnie charyzmatyczną osobę – przy takich sytuacjach wolała milczeć. Obawiała się jednak, że daleko tak nie zajdą, Leviathan wolał chyba uznać, że nie usłyszał co powiedziała, Laurent… widziała jego minę, ale nie zmieniało to faktu, że był wygadany, i że posiadał odpowiednią wiedzę, a przede wszystkim – umiał myśleć. Na szczęście Geraldine odezwała się, że może to wziąć na siebie. Przynajmniej jeden problem mieli z głowy.
– Ten podział jest w porządku. Z Hestią możemy mieć oko na jednych i na drugich – dodała, odpowiadając Gerry i na moment zerknęła na Bletchley. W sumie obie z brygadzistką mogły być w tym bardzo ogólnym planie takim elastycznym kawałkiem, bo sytuacje na morzu i to jeszcze z niebezpiecznymi stworzeniami, mogą prowadzić do absolutnie różnych scenariuszy. – Albo się podzielić, fakt – dodała, zgadzając się na taką wersję, jaką zaproponowała Hestia.
Było jej obojętnie, jak zwabią te stwory – tak prawdę powiedziawszy. Czuła, że za mało zna się na żegludze morskiej (może więcej powinna słuchać Daegberhta…), możliwości statków i na tych całych wężach, żeby móc stwierdzić, co byłoby w tym wypadku lepsze.
– Być może odpowiedź sama się znajdzie, kiedy już je zwabimy z powrotem skąd przypłynęły? Oczywiście, o ile będą się dały zwabić – odparła na słowa kapitana. Bo, cóż, mogli sobie tak gdybać. Mogły przypływać z wielu różnych powodów, bycie kontrolowanymi było jednym z nich – i przecież właśnie z tego powodu były tutaj z Hestią. Tutaj na tym polu dokładnie zgadzała się z Laurentem, kluczem było źródło problemu, którego nie byli w stanie poznać w tym momencie.
Chwilę później McGregory ostrzegł ich o prądzie, a statkiem zatrzęsło, aż trochę wody z kubka, który do tej pory trzymała, wylało się na pokład. Lestrange może i nie wyglądała, ale regularny trening nie poszedł w las – za to doskonale wiedziała, jakim chuchrem jest Laurent i gotowa była go przytrzymać w razie potrzeby.
// Aktywność fizyczna ◉◉◉○○