04.07.2025, 10:35 ✶
– Teraz? Teraz to jest tylko wstęp... Twój wuj miał wizję, w której to co teraz widzisz będzie zdawało się ledwie zabawną igraszką z płomieniami. Szybko! Nie ma czasu. – przynaglił go, aby powrócili do biblioteki. Panująca w środku cisza i chłód zdawały się być tak bardzo nienaturalne w stosunku do dziejącego się na zewnątrz piekła. Przez moment pomyślał, że może zamiast Ministerstwa powinni spotkać się tutaj, szybko jednak napomniał sam siebie, że o ile część rodziny akceptuje istnienie wydziedziczonej Charlotte, o tyle Charlie ledwie akceptuje istnienie ich.
Odnaleziony młodzieniec nie ustawał w zadawaniu pytań, a Anthony nie chciał teleportować się z nim w takim stanie, sam z resztą musiał oczyścić umysł i nie myśleć o tym że...
Morpheus się nie cofnął, nie ostrzegł, nie wiem gdzie jest i czy jeszcze jest, a jeśli go znajdę, to czy przetrwa tę noc Morpheus się nie cofnął, nie cofnął, czy już nie żyje, czy dopiero jego ciało zastygnie martwe, czy spopieli sięw budynku z którego nie będzie drogi ucieczki Morpheus się nie cofnął, co jeśli już nigdy go nie zobaczę? Nie cofnął...
Potrząsnął głową, jakby chciał strzepnąc to co się w niej znajdowało. Przystanął w przestronnym przyciemnionym holu budynki i spojrzał smutno na Thoedora, próbując uspokoić zbyt płytki i zbyt rwany oddech.
– Mama tam będzie, poszła z Jonathanem i Margeritą po Jaspera, bo nie byli pewni czy jest w domu czy pracy. Ty... Ty na szczęście byłeś tam, gdzie spodziewaliśmy się Ciebie znaleźć... – Morpheus się nie cofnął, nie wiadomo gdize jest Twój ojciec chrzestny... uwięzło mu w gardle, zeszkliło oczy, ale trzeba było się skupić, aby teleportacja była bezpieczna. Na szczęście praktyka medytacji narzucona do nauki magii bezróżdżkowej robiła swoje - azjatyckie praktyki teraz przynosiły mu spokój, którego potrzebował. – Udzieliłem pozwolenia wszystkim pracownikom OMSHMu na wpuszczenie swoich rodzin do naszego biura, ale o tym zapewne zdecyduje Królowa Matka – uśmiechnął się lekko, nie szydząc oczywiście z kuzynki, no może trochę, bo każdy z Jeźdźców był pewien, że gdyby ktokolwiek zapytał jakiekolwiek lustro, to wskazaliby ją jako najpiękniejszą w całym królestwie. A biada, jeśli lustro powiedziałoby cokolwiek innego! – Na razie jednak pójdziemy do atrium, bo tam umówiłem się z resztą na miejsce spotkania.– Taki jest plan - powtórzył za nim Jonathan patrząc mu prosto w oczy, a Anthony nie mógł nie myśleć o tym, że nie były to słowa potwierdzające jego powrót do bram Ministerstwa. Nie czas było na dąsy, nie czas na gorzkie żale w kierunku byłego przecież już przyjaciela (jak mógłby myśleć o ich relacji inaczej po tych wszystkich gorzkich słowach, któe między nimi padły?!). Zamiast tego chwycił chłopaka za dłonie i... przeniósł ich, aby mieć pewność że swoje zadanie wykonałdo końca. Theodore jeszcze gotów ruszyć do Londynu szukać matki, zamiast stawić się na miejscu zbiórki. To byłoby wysoce nieodpowiedzialne z jego strony. Nie żeby Anthony nie zamierzał robić tego natychmiast po połączeniu rodziny Kelly w stosunku do swojego anam cary... Nie żeby nie zamierzał ruszyć pośród płonące kamienice, wybuchające apteki aby odnaleźć tę mniej odpowiedzialną połowę swojej duszy...
Odnaleziony młodzieniec nie ustawał w zadawaniu pytań, a Anthony nie chciał teleportować się z nim w takim stanie, sam z resztą musiał oczyścić umysł i nie myśleć o tym że...
Morpheus się nie cofnął, nie ostrzegł, nie wiem gdzie jest i czy jeszcze jest, a jeśli go znajdę, to czy przetrwa tę noc Morpheus się nie cofnął, nie cofnął, czy już nie żyje, czy dopiero jego ciało zastygnie martwe, czy spopieli sięw budynku z którego nie będzie drogi ucieczki Morpheus się nie cofnął, co jeśli już nigdy go nie zobaczę? Nie cofnął...
Potrząsnął głową, jakby chciał strzepnąc to co się w niej znajdowało. Przystanął w przestronnym przyciemnionym holu budynki i spojrzał smutno na Thoedora, próbując uspokoić zbyt płytki i zbyt rwany oddech.
– Mama tam będzie, poszła z Jonathanem i Margeritą po Jaspera, bo nie byli pewni czy jest w domu czy pracy. Ty... Ty na szczęście byłeś tam, gdzie spodziewaliśmy się Ciebie znaleźć... – Morpheus się nie cofnął, nie wiadomo gdize jest Twój ojciec chrzestny... uwięzło mu w gardle, zeszkliło oczy, ale trzeba było się skupić, aby teleportacja była bezpieczna. Na szczęście praktyka medytacji narzucona do nauki magii bezróżdżkowej robiła swoje - azjatyckie praktyki teraz przynosiły mu spokój, którego potrzebował. – Udzieliłem pozwolenia wszystkim pracownikom OMSHMu na wpuszczenie swoich rodzin do naszego biura, ale o tym zapewne zdecyduje Królowa Matka – uśmiechnął się lekko, nie szydząc oczywiście z kuzynki, no może trochę, bo każdy z Jeźdźców był pewien, że gdyby ktokolwiek zapytał jakiekolwiek lustro, to wskazaliby ją jako najpiękniejszą w całym królestwie. A biada, jeśli lustro powiedziałoby cokolwiek innego! – Na razie jednak pójdziemy do atrium, bo tam umówiłem się z resztą na miejsce spotkania.– Taki jest plan - powtórzył za nim Jonathan patrząc mu prosto w oczy, a Anthony nie mógł nie myśleć o tym, że nie były to słowa potwierdzające jego powrót do bram Ministerstwa. Nie czas było na dąsy, nie czas na gorzkie żale w kierunku byłego przecież już przyjaciela (jak mógłby myśleć o ich relacji inaczej po tych wszystkich gorzkich słowach, któe między nimi padły?!). Zamiast tego chwycił chłopaka za dłonie i... przeniósł ich, aby mieć pewność że swoje zadanie wykonałdo końca. Theodore jeszcze gotów ruszyć do Londynu szukać matki, zamiast stawić się na miejscu zbiórki. To byłoby wysoce nieodpowiedzialne z jego strony. Nie żeby Anthony nie zamierzał robić tego natychmiast po połączeniu rodziny Kelly w stosunku do swojego anam cary... Nie żeby nie zamierzał ruszyć pośród płonące kamienice, wybuchające apteki aby odnaleźć tę mniej odpowiedzialną połowę swojej duszy...