12.02.2023, 23:24 ✶
- Ale szósta to środek nocy – zripostował marudnym tonem, święcie przekonany o swojej racji. Kładł się grubo po północy, przez co jego rytm dobowy był taki, że o tej godzinie jego ciało dążyło do tego, by ukryć się pod kołdrą w ciepłym łóżku. Wyrwane ze snu uparcie wysyłało mu do głowy sygnały, że powinien wrócić do krainy Orfeusza. Opanował chęć odpłynięcia i skupił się na rozmowie.
- Czarodziej czy nie, dobry kapitan nie zatopiłby swojego okrętu – dodał ze zmieszaną miną. Spodziewał się, że Mackenzie wyrazi skruchę i przeprosi go za przerwanie fajnego snu, ale niestety się nie doczekał. Było to trochę niegrzeczne, ale mimo tego był gotowy jej wybaczyć to przewinienie, bo okoliczności trochę ją usprawiedliwiały.
Szturchnięty otworzył ponownie oczy, po czym przetarł je dłonią, wzdychając przy tym niezadowolony, bo zmuszany był do niezasypiania. Powoli docierało do niego, o czym mówiła, bo wcześniej połowa jej słów nie przebijała się do jego świadomości. Odsunął się w bok, by wpuścić ją do środka.
- Jasne, możesz obejrzeć, jeśli chcesz – powiedział i przepuścił ją w drzwiach, a później sam będąc zaciekawiony losem mieszkania Mackenzie, przeszedł w głąb swojego mieszkania. Minął przedpokój o białych ścianach, na których miał porozwieszane zdjęcia rodziny i znajomych, a następnie, po minięciu uchylonego przejścia do zaśmieconej sypialni, skręcił w kierunku jednolitych drewnianych drzwi prowadzących do łazienki. To za jej ścianą znajdowało się zalewane mieszkanie blondynki.
Pomieszczenie utrzymywał w miarę schludnym stanie, ale nie było to widoczne z powodu wielkiej, mokrej plamy na suficie, która rozszerzała się w kierunku ścian. Widok ten otrzeźwił go. Otworzył szeroko oczy i wyprostował się, przytomny tak bardzo, jak tylko mógł, biorąc pod uwagę krótki sen.
- Mój landlord się wścieknie - skomentował głośno i otworzył szeroko usta, zaskoczony, że ot tak, z niczego, spadł na jego głowę duży problem. Mackenzie miała mieszkanie na własność, przed nikim nie musiała się tłumaczyć, jego zaś czekała długa rozmowa o tym, dlaczego łazienka była w opłakanym stanie. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał w konsekwencji tego zdarzenia z własnej kieszeni płacić za naprawy.
- To raczej nie u mnie. Woda musi iść z góry, spod dziesiątki, od pani Weasley – stwierdził po chwili namysłu, cały czas gapiąc się na rosnącą plamę jak zaczarowany. Sąsiadka z góry miała bardzo charakterystyczny wygląd. Mimo zaawansowanego wieku na jej głowie nie było śladu siwizny, wciąż miała gęste, rudawe włosy. Theodore uznawał ją za miłą panią, emerytka była gadatliwa i bystra, choć trochę kłótliwa. Ta akcja jednak z pewnością sprawi, że pani Weasley zapikuje w dół na liście najfajniejszych sąsiadów.
- Czarodziej czy nie, dobry kapitan nie zatopiłby swojego okrętu – dodał ze zmieszaną miną. Spodziewał się, że Mackenzie wyrazi skruchę i przeprosi go za przerwanie fajnego snu, ale niestety się nie doczekał. Było to trochę niegrzeczne, ale mimo tego był gotowy jej wybaczyć to przewinienie, bo okoliczności trochę ją usprawiedliwiały.
Szturchnięty otworzył ponownie oczy, po czym przetarł je dłonią, wzdychając przy tym niezadowolony, bo zmuszany był do niezasypiania. Powoli docierało do niego, o czym mówiła, bo wcześniej połowa jej słów nie przebijała się do jego świadomości. Odsunął się w bok, by wpuścić ją do środka.
- Jasne, możesz obejrzeć, jeśli chcesz – powiedział i przepuścił ją w drzwiach, a później sam będąc zaciekawiony losem mieszkania Mackenzie, przeszedł w głąb swojego mieszkania. Minął przedpokój o białych ścianach, na których miał porozwieszane zdjęcia rodziny i znajomych, a następnie, po minięciu uchylonego przejścia do zaśmieconej sypialni, skręcił w kierunku jednolitych drewnianych drzwi prowadzących do łazienki. To za jej ścianą znajdowało się zalewane mieszkanie blondynki.
Pomieszczenie utrzymywał w miarę schludnym stanie, ale nie było to widoczne z powodu wielkiej, mokrej plamy na suficie, która rozszerzała się w kierunku ścian. Widok ten otrzeźwił go. Otworzył szeroko oczy i wyprostował się, przytomny tak bardzo, jak tylko mógł, biorąc pod uwagę krótki sen.
- Mój landlord się wścieknie - skomentował głośno i otworzył szeroko usta, zaskoczony, że ot tak, z niczego, spadł na jego głowę duży problem. Mackenzie miała mieszkanie na własność, przed nikim nie musiała się tłumaczyć, jego zaś czekała długa rozmowa o tym, dlaczego łazienka była w opłakanym stanie. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał w konsekwencji tego zdarzenia z własnej kieszeni płacić za naprawy.
- To raczej nie u mnie. Woda musi iść z góry, spod dziesiątki, od pani Weasley – stwierdził po chwili namysłu, cały czas gapiąc się na rosnącą plamę jak zaczarowany. Sąsiadka z góry miała bardzo charakterystyczny wygląd. Mimo zaawansowanego wieku na jej głowie nie było śladu siwizny, wciąż miała gęste, rudawe włosy. Theodore uznawał ją za miłą panią, emerytka była gadatliwa i bystra, choć trochę kłótliwa. Ta akcja jednak z pewnością sprawi, że pani Weasley zapikuje w dół na liście najfajniejszych sąsiadów.