06.07.2025, 09:59 ✶
To po jaką cholerę się ze mną bijesz? - To było pytanie, które nie miało odpowiedzi. Bo go zaatakował? Bo chciał poczuć nostalgie mienionych lat? A może... za to że Mulciber kiedyś pobłądził o krok za daleko? A może by pozbyć się napięcia, które powracało i powraca, a Greyback traci poczucie rzeczywistości? A może dlatego, że ten nie oceni tego jak wszyscy inni? A może dlatego, że chciał spotkać przyjaciela, ale nie potrafił inaczej? A może trochę wszystko i trochę nic.
Hati Greyback nie znał odpowiedzi na to pytanie, bo ta błądziła gdzieś między dziś, a wczoraj. Stała w ogrodzie i szeleściła liśćmi, wyglądała zza rogu, skrobała o posadzkę, grzała i ziębiła i... była, mimo że nie istniała. Toteż wzruszył ramionami, wstrzymując się od odpowiedzi czy komentarza.
Słuchał jego kolejnych słów, a gdy pojawiło się następne pytanie, Greyback uśmiechnął się kpiąco, kręcąc delikatnie głową. Starł krew z twarzy, a jego wzrok zaległ na bliżej nieokreślonym fragmencie otoczenia.
-Miałem wiele marzeń, Mulciber - prychnął z nieprzyjemnym rozbawieniem - o wyrwaniu się z półświatka i życiu jak przykładny obywatel, o pięknym domu i kochającej rodzinie, zupełnie innej niż ta w której dorastałem- powoli przesunął wzrok na Mulcibera - i żadne z nich nie chciało się spełnić, a jeśli chciało to jeszcze gorzej, Alexanderze...
Nigdy nie żył jak przykładny obywatel, nawet we Włoszech gdzie planował start z czystą kartą z daleka od ojca i całej patologii w której dorastał. A jednak bardzo szybko jego ręce również tam zaczęła pokrywać krew. Jego dom zamienił się w pustostan, który palił w oczy, mroził krew w żyłach i doprowadzał do szaleństwa. Przesiąknięty tym co było, a czego nie będzie. Jego żona została zamordowana, a On został z dzieciakiem i nie potrafił zastąpić jej obojga rodziców, mimo że bardzo tego chciał. Był gotów oddać jej wszystko, przychylić nieba, a jednocześnie wiedział, że wciąż będzie to niezbyt wiele. I nieważne jakby się starał to będą wracać noce, te paskudne, zimne, znienawidzone. Te, które winny nigdy nie wracać. Gdy Hatiego wybudzi przeraźliwy krzyk jego córki, krzyk nawołujący matkę, krzyk przerażenia, rozpacz i strach, gdy we śnie wróci do chwili śmierci Giulii. Gdy małe czarne oczy zalane będą łzami, a Hati po raz kolejny wpadnie do jej pokoju, po raz kolejny starając się ją przebudzić, wyciszyć, uspokoić, wyjaśnić że to tylko sen. I kolejny. I kolejny. I kolejny. I z każdym takim jebanym razem będzie się łudzić, że kiedyś te sny odejdą, zostawią ich w spokoju i dadzą Esme spać spokojnie, tak jak dzieci winny spać. I łudził się, że może Londyn jej w tym pomoże, mimo że dotychczas chciał trzymać rodzinę z daleka od tego miejsca.
-Chodź, poskładamy Cię, amigo - mruknął, powoli zbierając się z ziemi - Opowiesz mi co u Ciebie...-powoli podszedł do Alexandra, stając naprzeciw. Chwilę tak stał, po czym wyciągnął w jego kierunku dłoń, a w tym geście skryły się nieme przeprosiny.
-Miło zobaczyć twoją mordę po takim czasie, nawet obitą - mruknął. I rzeczywiście coś w widoku Mulcibera sprawiało, że było mu nieco lżej. Może to czas, bo ten nie zmienił się zanadto, wciąż wyglądał jak tamten Mulciber, nawet jeśli nim nie był. Trochę bardziej elegancki, nie opierdolony co prawda na buzzcut'a - ale to i w czasach szkolnych się zdarzało, ale mimo to wciąż ten sam. Nawet jeśli jego wzrok nie był taki jak dawniej, nawet jeśli czas pozostawił po sobie blizny i zadrapania to wciąż można by stwierdzić, że wygląda jak dawniej. I ten złudny widok sprawiał, że było lżej.
Hati Greyback nie znał odpowiedzi na to pytanie, bo ta błądziła gdzieś między dziś, a wczoraj. Stała w ogrodzie i szeleściła liśćmi, wyglądała zza rogu, skrobała o posadzkę, grzała i ziębiła i... była, mimo że nie istniała. Toteż wzruszył ramionami, wstrzymując się od odpowiedzi czy komentarza.
Słuchał jego kolejnych słów, a gdy pojawiło się następne pytanie, Greyback uśmiechnął się kpiąco, kręcąc delikatnie głową. Starł krew z twarzy, a jego wzrok zaległ na bliżej nieokreślonym fragmencie otoczenia.
-Miałem wiele marzeń, Mulciber - prychnął z nieprzyjemnym rozbawieniem - o wyrwaniu się z półświatka i życiu jak przykładny obywatel, o pięknym domu i kochającej rodzinie, zupełnie innej niż ta w której dorastałem- powoli przesunął wzrok na Mulcibera - i żadne z nich nie chciało się spełnić, a jeśli chciało to jeszcze gorzej, Alexanderze...
Nigdy nie żył jak przykładny obywatel, nawet we Włoszech gdzie planował start z czystą kartą z daleka od ojca i całej patologii w której dorastał. A jednak bardzo szybko jego ręce również tam zaczęła pokrywać krew. Jego dom zamienił się w pustostan, który palił w oczy, mroził krew w żyłach i doprowadzał do szaleństwa. Przesiąknięty tym co było, a czego nie będzie. Jego żona została zamordowana, a On został z dzieciakiem i nie potrafił zastąpić jej obojga rodziców, mimo że bardzo tego chciał. Był gotów oddać jej wszystko, przychylić nieba, a jednocześnie wiedział, że wciąż będzie to niezbyt wiele. I nieważne jakby się starał to będą wracać noce, te paskudne, zimne, znienawidzone. Te, które winny nigdy nie wracać. Gdy Hatiego wybudzi przeraźliwy krzyk jego córki, krzyk nawołujący matkę, krzyk przerażenia, rozpacz i strach, gdy we śnie wróci do chwili śmierci Giulii. Gdy małe czarne oczy zalane będą łzami, a Hati po raz kolejny wpadnie do jej pokoju, po raz kolejny starając się ją przebudzić, wyciszyć, uspokoić, wyjaśnić że to tylko sen. I kolejny. I kolejny. I kolejny. I z każdym takim jebanym razem będzie się łudzić, że kiedyś te sny odejdą, zostawią ich w spokoju i dadzą Esme spać spokojnie, tak jak dzieci winny spać. I łudził się, że może Londyn jej w tym pomoże, mimo że dotychczas chciał trzymać rodzinę z daleka od tego miejsca.
-Chodź, poskładamy Cię, amigo - mruknął, powoli zbierając się z ziemi - Opowiesz mi co u Ciebie...-powoli podszedł do Alexandra, stając naprzeciw. Chwilę tak stał, po czym wyciągnął w jego kierunku dłoń, a w tym geście skryły się nieme przeprosiny.
-Miło zobaczyć twoją mordę po takim czasie, nawet obitą - mruknął. I rzeczywiście coś w widoku Mulcibera sprawiało, że było mu nieco lżej. Może to czas, bo ten nie zmienił się zanadto, wciąż wyglądał jak tamten Mulciber, nawet jeśli nim nie był. Trochę bardziej elegancki, nie opierdolony co prawda na buzzcut'a - ale to i w czasach szkolnych się zdarzało, ale mimo to wciąż ten sam. Nawet jeśli jego wzrok nie był taki jak dawniej, nawet jeśli czas pozostawił po sobie blizny i zadrapania to wciąż można by stwierdzić, że wygląda jak dawniej. I ten złudny widok sprawiał, że było lżej.