06.07.2025, 11:23 ✶
Co tu robiła? To pytanie krążyło po jego głowie i niejak nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Może w popłochu czy zapomnieniu zawędrowała, bądź została zepchnięta przez tłum. A może w swojej złośliwości, czysto kobiecej, postanowiła igrać z samym losem. Nie wiedział. Wiedział natomiast, że nie powinno jej tu być, nawet jeśli ogólna panika pozwalała prześlizgać się po tym miejscu nie zwracając na siebie uwagi tak jak w każdy inny, normalny dzień.
Poczuł to, poczuł jak niby z przypadku, ale z pełną premedytacją i świadomością ta diablica nastąpiła obcasem na jego nogę. Zacisnął zęby, powstrzymując się od większego grymasu wiedząc, że ten niziołek obok tylko na to czeka w swojej małej zemście za przekraczanie granic. Zero wdzięczności. A jednak tak było z kobietami - z nimi źle, ale bez nich.. cóż.. Piekło mężczyzn.
Spojrzał w kierunku napastnika, słuchał wymiany zdań, widział strach w oczach napastnika i to, że cokolwiek zamierzał to zmienił swoje plany.
Na dodatek ta złośnica zamieniła ostatnią deskę ratunku, którą był nóż, w gumową kaczkę. Kącik ust Hatiego drgnął na ten absurdalny widok, mimo że trzeba było przyznać, że było to niebanalne posunięcie.
Niedoszły napastnik zrobił krok w tył, a chwilę później rzucił się do ucieczki, a Greyback nie miał zamiaru go gonić. Spojrzał na Jacqueline.
-Mógłbym powiedzieć to samo - stwierdził, obserwując jak ta przedstawia się jego bratu. Dał temu chwilę nim postanowił się wtrącić
-Postradałaś zmysły aby wchodzić na Nokturn? - skrzyżował ręce na piersi. Jej zmarły mąż pewnie przewraca się w grobie widząc co wyprawia jego małżonka, ale nie mógłby być zdziwionym. Jacqueline miała włoski temperament, jak Giulia. Była pyskata i złośliwa, a jej słowo w dyskusji musi paść jako te ostatnie - Gdzie dzieciaki? - zapytał zaraz, obrzucając spojrzeniem najbliższe otoczenie. Wątpił aby te były razem z nią, nie byłaby wtedy taka spokojna nie mając ich na wyciągnięcie ręki. Nawet podejrzewał, że nie było ich w samym Londynie, chociaż mógł się mylić. Może były gdzieś bezpieczne, chociaż nie był pewien czy jakiekolwiek miejsce można było określić mianem bezpiecznego. W duchu cieszył się, że Esme została jeszcze we Włoszech, że nie zdążyła dojechać, że bezpiecznie siedzi u dziadków dopiero szykując się do wyjazdu.
Zerknął na brata
-to wdowa po Basilu Greengrass- rzucił dla jasności, że panienka Greengrass wcale aż tak obca Skollowi nie była, jak mogło mu się wydawać. Skoll znał jej zmarłego męża z którym przecinał się jeszcze w czasach szkolnych. Piękne czasy. A teraz po kolei idą w piach. Taka to śmieszna sytuacja...
Poczuł to, poczuł jak niby z przypadku, ale z pełną premedytacją i świadomością ta diablica nastąpiła obcasem na jego nogę. Zacisnął zęby, powstrzymując się od większego grymasu wiedząc, że ten niziołek obok tylko na to czeka w swojej małej zemście za przekraczanie granic. Zero wdzięczności. A jednak tak było z kobietami - z nimi źle, ale bez nich.. cóż.. Piekło mężczyzn.
Spojrzał w kierunku napastnika, słuchał wymiany zdań, widział strach w oczach napastnika i to, że cokolwiek zamierzał to zmienił swoje plany.
Na dodatek ta złośnica zamieniła ostatnią deskę ratunku, którą był nóż, w gumową kaczkę. Kącik ust Hatiego drgnął na ten absurdalny widok, mimo że trzeba było przyznać, że było to niebanalne posunięcie.
Niedoszły napastnik zrobił krok w tył, a chwilę później rzucił się do ucieczki, a Greyback nie miał zamiaru go gonić. Spojrzał na Jacqueline.
-Mógłbym powiedzieć to samo - stwierdził, obserwując jak ta przedstawia się jego bratu. Dał temu chwilę nim postanowił się wtrącić
-Postradałaś zmysły aby wchodzić na Nokturn? - skrzyżował ręce na piersi. Jej zmarły mąż pewnie przewraca się w grobie widząc co wyprawia jego małżonka, ale nie mógłby być zdziwionym. Jacqueline miała włoski temperament, jak Giulia. Była pyskata i złośliwa, a jej słowo w dyskusji musi paść jako te ostatnie - Gdzie dzieciaki? - zapytał zaraz, obrzucając spojrzeniem najbliższe otoczenie. Wątpił aby te były razem z nią, nie byłaby wtedy taka spokojna nie mając ich na wyciągnięcie ręki. Nawet podejrzewał, że nie było ich w samym Londynie, chociaż mógł się mylić. Może były gdzieś bezpieczne, chociaż nie był pewien czy jakiekolwiek miejsce można było określić mianem bezpiecznego. W duchu cieszył się, że Esme została jeszcze we Włoszech, że nie zdążyła dojechać, że bezpiecznie siedzi u dziadków dopiero szykując się do wyjazdu.
Zerknął na brata
-to wdowa po Basilu Greengrass- rzucił dla jasności, że panienka Greengrass wcale aż tak obca Skollowi nie była, jak mogło mu się wydawać. Skoll znał jej zmarłego męża z którym przecinał się jeszcze w czasach szkolnych. Piękne czasy. A teraz po kolei idą w piach. Taka to śmieszna sytuacja...