06.07.2025, 15:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2025, 16:06 przez Helloise Rowle.)
Trudno było Helloise nie czerpać satysfakcji w widoku skutków jej zaklęcia. Świadomość, że przemoc tego mężczyzny spotkała odpowiedź w przemocy dorównującej mu siłą, lecz o ileż wyższej — uwznioślonej nie tylko pięknem sztuki magicznej, ale i sprawiedliwości. Choć okoliczności walki nie sprzyjały długim zachwytom, czarownica zatrzymała na dłużej oczy na tej ręce szarpanej ostrymi kłami i na tej brzydkiej twarzy — wcześniej okrutnej i łakomej, teraz powykręcanej intensywnym bólem. I uśmiechnęła się szeroko, szczerząc własne kły, ale był to zaledwie moment. Wytworzone przez nią wcześniej magiczne więzy puściły bowiem i oto znów przeciw sobie kobiety miały dwóch przeciwników; straciły dopiero co wyrobioną przewagę. Wyzwolony z pędów mężczyzna zdawał się zaś jeszcze bardziej rozwścieczony; zdeterminowany, aby sięgnąć po zemstę.
Uwolniła się niemal równocześnie z nim także i niedoszła ofiara. Gdy uścisk pogryzionej ręki na jej włosach zleżał, z impetem poleciała do przodu, na kolana, z których zaraz się podniosła, aby — potykając się o gruzy na zrujnowanej ulicy — biec w kierunku swoich wybawicielek. Słowa, które padały z ust Scarlett, były dla Helloise niezrozumiałe, lecz nie musiała rozumieć ich treści, aby odgadnąć intencję za nimi i poczuć irytację towarzyszki z przypadku. Już miała wyciągać rękę do uratowanej kobiety i schować ją za sobą, gdy nagle powietrze naelektryzowało się zaklęciem Mulciber. Hela wstrzymała oddech, upuściła trzymany w lewej ręce szklany odłamek i otworzyła szerzej oczy, nie wiedząc, w którą stronę uciekać. Zdawało się, że wszystko wokół drży w oczekiwaniu na ładunek i nigdzie nie jest bezpiecznie. Sekundy przed uderzeniem pozostało jej więc tylko modlić się, odnaleźć jedność z Matką i w ufnej akceptacji czekać na werdykt.
Błysk nadszedł pierwszy, dając szansę na ostatni wdech. Po nim huknęło i piorun oddany przez niebiosa uderzył tuż przed Scarlett. W pierwszej chwili Helloise — jak i wszyscy pozostali uczestnicy tej sceny — drgnęła pod wrażeniem jego mocy, tego jak blisko znalazło się niebezpieczeństwo. Bogini jednak okazała łaskę. Powietrze rozładowało się, a Scarlett zdawała się względnie nienaruszona. Szok po gwałtowności tego zjawiska mogły natomiast wykorzystać na swoją korzyść.
Helloise wycelowała różdżką w pobliską na wpół spaloną kamienicę, której konstrukcja była naruszona i niestabilna. Spróbowała szarpnąć swoją magią gruzowisko złożone na jednym z odsłoniętych pięter pozbawionego fasady budynku i ściągnąć choć kilka płyt i kamieni w dół, na głowy agresorów. Nie celowała w żadnego z nich konkretnie, chciała wyłącznie spotęgować w nich trwogę, której pierwsze ziarno zasiał śmiercionośny piorun. Aby pozbawieni zakładniczki i jednego z towarzyszy zrozumieli, że jest to sprawa stracona.
Rzucam dla Heli na translokację kilku kamieni.
Rzucam dla obu NPC na AF — jeśli mi się uda: jak szybko i skutecznie przed kamieniami uciekają; jeśli mi się nie uda: jak mocna będzie od NPC lepa na moją i Scarlett mordę.
Z rumowiska rzeczywiście zsunęło się kilka kamieni. Helloise nie błyszczała w tej dziedzinie magii, więc nie były one pokaźnych rozmiarów, lecz gdy z nieba lecą na człowieka cegły, rozmiar naprawdę nie ma aż takiego znaczenia. Mężczyźni wzięli nogi za pas, lecz nim się pozbierali jednego z nich bryła drasnęła w ramię, drugiego: w głowę. Jest szansa, że straci przytomność, ledwie skręci w następną alejkę.
Wówczas dopiero Helloise odwróciła się do Scarlett. Przykucnęła przy niej i, ująwszy podbródek Mulciberówny między swoje brudne palce, obróciła jej twarz, żeby lepiej przyjrzeć się poparzonemu nosowi.
— Nic ci nie będzie. Matka miała cię w opiece — powiedziała, uśmiechając się do niej blado.
Nie pomogła dziewczynie wstać. Odeszła zaraz ku czystokrwistej czaorwnicy, wykonując po drodze ruch różdżką mający sprowadzić jej miotłę. Zdjęła swój płaszczyk i okryła nim niedoszłą ofiarę, po czym przytuliła ją do siebie i zanuciła do jej ucha kowenową pieśń, czując każde drżenie wstrząsające ciałem szlochającej kobiety.
Uwolniła się niemal równocześnie z nim także i niedoszła ofiara. Gdy uścisk pogryzionej ręki na jej włosach zleżał, z impetem poleciała do przodu, na kolana, z których zaraz się podniosła, aby — potykając się o gruzy na zrujnowanej ulicy — biec w kierunku swoich wybawicielek. Słowa, które padały z ust Scarlett, były dla Helloise niezrozumiałe, lecz nie musiała rozumieć ich treści, aby odgadnąć intencję za nimi i poczuć irytację towarzyszki z przypadku. Już miała wyciągać rękę do uratowanej kobiety i schować ją za sobą, gdy nagle powietrze naelektryzowało się zaklęciem Mulciber. Hela wstrzymała oddech, upuściła trzymany w lewej ręce szklany odłamek i otworzyła szerzej oczy, nie wiedząc, w którą stronę uciekać. Zdawało się, że wszystko wokół drży w oczekiwaniu na ładunek i nigdzie nie jest bezpiecznie. Sekundy przed uderzeniem pozostało jej więc tylko modlić się, odnaleźć jedność z Matką i w ufnej akceptacji czekać na werdykt.
Błysk nadszedł pierwszy, dając szansę na ostatni wdech. Po nim huknęło i piorun oddany przez niebiosa uderzył tuż przed Scarlett. W pierwszej chwili Helloise — jak i wszyscy pozostali uczestnicy tej sceny — drgnęła pod wrażeniem jego mocy, tego jak blisko znalazło się niebezpieczeństwo. Bogini jednak okazała łaskę. Powietrze rozładowało się, a Scarlett zdawała się względnie nienaruszona. Szok po gwałtowności tego zjawiska mogły natomiast wykorzystać na swoją korzyść.
Helloise wycelowała różdżką w pobliską na wpół spaloną kamienicę, której konstrukcja była naruszona i niestabilna. Spróbowała szarpnąć swoją magią gruzowisko złożone na jednym z odsłoniętych pięter pozbawionego fasady budynku i ściągnąć choć kilka płyt i kamieni w dół, na głowy agresorów. Nie celowała w żadnego z nich konkretnie, chciała wyłącznie spotęgować w nich trwogę, której pierwsze ziarno zasiał śmiercionośny piorun. Aby pozbawieni zakładniczki i jednego z towarzyszy zrozumieli, że jest to sprawa stracona.
Rzucam dla Heli na translokację kilku kamieni.
Rzut O 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Rzucam dla obu NPC na AF — jeśli mi się uda: jak szybko i skutecznie przed kamieniami uciekają; jeśli mi się nie uda: jak mocna będzie od NPC lepa na moją i Scarlett mordę.
Rzut N 1d100 - 38
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Z rumowiska rzeczywiście zsunęło się kilka kamieni. Helloise nie błyszczała w tej dziedzinie magii, więc nie były one pokaźnych rozmiarów, lecz gdy z nieba lecą na człowieka cegły, rozmiar naprawdę nie ma aż takiego znaczenia. Mężczyźni wzięli nogi za pas, lecz nim się pozbierali jednego z nich bryła drasnęła w ramię, drugiego: w głowę. Jest szansa, że straci przytomność, ledwie skręci w następną alejkę.
Wówczas dopiero Helloise odwróciła się do Scarlett. Przykucnęła przy niej i, ująwszy podbródek Mulciberówny między swoje brudne palce, obróciła jej twarz, żeby lepiej przyjrzeć się poparzonemu nosowi.
— Nic ci nie będzie. Matka miała cię w opiece — powiedziała, uśmiechając się do niej blado.
Nie pomogła dziewczynie wstać. Odeszła zaraz ku czystokrwistej czaorwnicy, wykonując po drodze ruch różdżką mający sprowadzić jej miotłę. Zdjęła swój płaszczyk i okryła nim niedoszłą ofiarę, po czym przytuliła ją do siebie i zanuciła do jej ucha kowenową pieśń, czując każde drżenie wstrząsające ciałem szlochającej kobiety.
dotknij trawy