06.07.2025, 16:35 ✶
Uwielbiał spędzać czas z mężczyznami, którzy uważali, że trzeba wytłumaczyć mu cały świat. Byli w tym niesamowicie zdeterminowani, czasami sarkastyczni, ale przede wszystkim liczył się fakt, że chcieli mu zaimponować - czy potrzebowali tym udowodnić coś sobie, światu czy też Crouchowi, nie robiło wielkiej różnicy. Matka często powtarzała mu, że mężczyźni muszą czuć się wysłuchani, aby być szczęśliwym, że ich teorie i argumenty potrzebowały światła reflektorów i wtedy, ale tylko wtedy, można było zacząć przekierowywać światło na siebie, pławić się w wygodach i korzystać z pożądliwych spojrzeń. Problemem Oleandra był fakt, że czasami uświadamia sobie, że on przecież też jest mężczyzną; myśl irracjonalna, całkowicie psująca harmonię układanych przez lata cegiełek, by zbudować łuk triumfalny. Piorunujące spostrzeżenie było spychane w głąb duszy, układane pod warstwą runa leśnego z opadających na jesień, suchych liści.
Nie traktował Malfoya jak każdego jednego chłopa, który zdecydował się wyłożyć mu sens istnienia czy innych absolutnie nieistotnych kwestii jak chociażby inwestycje czy podział klasowy społeczeństwa. Znali się za długo, a poza tym, Baldwin miał do powiedzenia ciekawe rzeczy, jeżeli przedarło się przez warstwę sarkazmu i szyderczych żartów. Oleander lubił jego towarzystwo, nawet jeżeli niektóre ich rozmowy wyglądały dla przechodniów jak zażarte walki.
Uśmiechnął się do niego niewinnie i absolutnie nie speszył wpatrywaniem, wręcz odwrotnie, poczuł napływającą do kończyn ekscytację; pragnienie cudzych oczu na swojej twarzy, ciele, ubraniach, które nierzadko przemieniało się w dotyk. W samym uśmiechu nie było niczego specjalnego, ot przyjemny wyraz twarzy, dopiero w spojrzeniu zielonych oczu można było wyłapać iskierki podekscytowania przeplatające się z zadowoleniem.
- Niewiele myślę, po co mi to? Trudzić się, wykładać sobie drogę utartymi konceptami, gdy można po prostu być - odgarnął rozczochrane, blond fale przyjaciela za ucho, tylko po to, aby te znów wydostały się na wolność w następnych paru sekundach.
- Dominacja jest podniecająca - przyznał bezwstydnie - Ale trudno ją ująć, trudno okiełznać, trzymany łańcuch od obroży bardzo szybko może wysmyknąć się spomiędzy palców. A nawet jeżeli nie, skąd pomysł, że osoba trzymająca łańcuch jest tą dominującą? - westchnął zerkając w głąb kieliszka z winem. Przyzwyczajony do turystycznych kaprysów bogatych bywalców kawiarni kelner nie czekał na inne znaki, podszedł by ponownie napełnić kieliszek.
- Nie wiem, co w słowie 'kurwić' miałoby być dla mnie oczyszczające, ale każdy ma swoje własne metody, więc nie będę Cię oceniał, jak zwykle zresztą, kochany - ostatnie, pieszczotliwe słowo wypowiedział w bardzo miękki sposób kontrastując z ostrym akcentem użytej przez Malfoya bluzgi.
- Czym tak właściwie jest 'kurwienie się' jeżeli po prostu uprawiasz seks, bo obydwoje tego chcecie? - oderwał spojrzenie od ust Baldwina, na których skupiał się odkąd ten wypowiedział ostrzejszą bluzge i popatrzył na kelnera, który wciąż stał obok. Uśmiechnął się do niego, choć nie był to ten sam grymas, którym obdarował chwilę wcześniej blondyna; pusty uśmieszek pełny kokieterii i rozbawienia. Wsadził banknot za pasek czarnego fartucha mężczyzny i nienagannym, paryskim akcentem podziękował za dolewkę wina.
- Będąc całkowicie szczerym, to tak, nie muszę o wszystkim mówić matce i nie robię tego, ale jednocześnie bardzo lubię moje, czy nasze, wypady do Paryża, lubię srebrną zastawę, lubię dobre perfumy. Nie przeszkadzają mi złote pręty tej klatki i bawię się przednio, jak przestanę dam Ci znać - nie był sarkastyczny, faktycznie wiedział, że o życiu poza kontrolowanym luksusem i przepychem nie ma absolutnie pojęcia w przeciwieństwie do Baldwina.
- Ah byłbym zapomniał, te jabłka co są tylko jabłkami, są po prostu zaczarowane. Czy wymaczane w jakimś przedwiecznym eliksirze z afrodyzjaków, czy innych małży. Na tym opiera się moja sztuka, na iluzji, ludzie lubią iluzję, zwłaszcza w czasie wojny. Ludzie lubią cierpienie ubrane w przepiękne, drogie koszule, spływającą po pożartej czarną pleśnią ścianie ambrozję. Nie chcą prawdziwego, śmierdzącego bólu, z którym muszą borykać się na co dzień - jego wyraz twarzy był oksymoronem słów, które wypowiadał. Wraz z winem, Baldwin mógłby ścierać z Oleandra cukier, w którym się obtaczał, zanim dotarłby do absolutnie zgniłego środka, z którego płynęły i tak mocno stonowane słowa.
Zaśmiał się słysząc komentarz o szpilce.
- Faktycznie, załaskotało. Esme tak już ma, jest bardzo wrażliwy. Gorzej, że absolutnie nie przyjmuje krytyki. Ludzie chodzą do niego, bo robi wspaniałe ubrania i faktycznie, takie są, ale od czasu do czasu ma swoje 'momenty', w których tworzy coś, czego nie da się nosić. Nie przytrafiło mi się nigdy, ale modelki po niektórych jego pokazach wychodziły z płaczem, bo kreacje zakończyły ich karierę. Absolutnie nieistotne brednie, sprawiły, że miały rozgłos. Czasami nie daje rady z ilością emocji w Paryżu, więc było mnie tu mniej - opowiedział niezobowiązującą historię, bo przyszła mu na język. projektanta lubił, ale każdy miał swoje minusy.
Nim się zorientował, kolejny kieliszek wina został opróżniony.
- Czyli chcesz mi tym powiedzieć, że tęskniłeś za moją naiwnością, którą możesz nagradzać opowieściami o motywach religijnych? Faktycznie byłoby to ciekawe do odkrycia, bo samo klękanie do modlitwy można wykorzystać na wiele sposobów. Kiedy ostatnio się modliłeś? - uniósł jedną brew i odstawił pusty kieliszek na stolik, omijając jakiekolwiek kontaktu z kelnerem.
- Chodźmy. Znudziło mi się już, a czas leci. Drogeria, co byś mógł wypudrować się na ducha bez zmartwienia o zmarszczki, a potem chcę cię zabrać w jedno miejsce, chyba, że przez przypadek znajdziemy coś ciekawszego. Nigdy nie wiadomo - nie wstawał jeszcze, bo czekał na reakcję swojego kompana.
Nie traktował Malfoya jak każdego jednego chłopa, który zdecydował się wyłożyć mu sens istnienia czy innych absolutnie nieistotnych kwestii jak chociażby inwestycje czy podział klasowy społeczeństwa. Znali się za długo, a poza tym, Baldwin miał do powiedzenia ciekawe rzeczy, jeżeli przedarło się przez warstwę sarkazmu i szyderczych żartów. Oleander lubił jego towarzystwo, nawet jeżeli niektóre ich rozmowy wyglądały dla przechodniów jak zażarte walki.
Uśmiechnął się do niego niewinnie i absolutnie nie speszył wpatrywaniem, wręcz odwrotnie, poczuł napływającą do kończyn ekscytację; pragnienie cudzych oczu na swojej twarzy, ciele, ubraniach, które nierzadko przemieniało się w dotyk. W samym uśmiechu nie było niczego specjalnego, ot przyjemny wyraz twarzy, dopiero w spojrzeniu zielonych oczu można było wyłapać iskierki podekscytowania przeplatające się z zadowoleniem.
- Niewiele myślę, po co mi to? Trudzić się, wykładać sobie drogę utartymi konceptami, gdy można po prostu być - odgarnął rozczochrane, blond fale przyjaciela za ucho, tylko po to, aby te znów wydostały się na wolność w następnych paru sekundach.
- Dominacja jest podniecająca - przyznał bezwstydnie - Ale trudno ją ująć, trudno okiełznać, trzymany łańcuch od obroży bardzo szybko może wysmyknąć się spomiędzy palców. A nawet jeżeli nie, skąd pomysł, że osoba trzymająca łańcuch jest tą dominującą? - westchnął zerkając w głąb kieliszka z winem. Przyzwyczajony do turystycznych kaprysów bogatych bywalców kawiarni kelner nie czekał na inne znaki, podszedł by ponownie napełnić kieliszek.
- Nie wiem, co w słowie 'kurwić' miałoby być dla mnie oczyszczające, ale każdy ma swoje własne metody, więc nie będę Cię oceniał, jak zwykle zresztą, kochany - ostatnie, pieszczotliwe słowo wypowiedział w bardzo miękki sposób kontrastując z ostrym akcentem użytej przez Malfoya bluzgi.
- Czym tak właściwie jest 'kurwienie się' jeżeli po prostu uprawiasz seks, bo obydwoje tego chcecie? - oderwał spojrzenie od ust Baldwina, na których skupiał się odkąd ten wypowiedział ostrzejszą bluzge i popatrzył na kelnera, który wciąż stał obok. Uśmiechnął się do niego, choć nie był to ten sam grymas, którym obdarował chwilę wcześniej blondyna; pusty uśmieszek pełny kokieterii i rozbawienia. Wsadził banknot za pasek czarnego fartucha mężczyzny i nienagannym, paryskim akcentem podziękował za dolewkę wina.
- Będąc całkowicie szczerym, to tak, nie muszę o wszystkim mówić matce i nie robię tego, ale jednocześnie bardzo lubię moje, czy nasze, wypady do Paryża, lubię srebrną zastawę, lubię dobre perfumy. Nie przeszkadzają mi złote pręty tej klatki i bawię się przednio, jak przestanę dam Ci znać - nie był sarkastyczny, faktycznie wiedział, że o życiu poza kontrolowanym luksusem i przepychem nie ma absolutnie pojęcia w przeciwieństwie do Baldwina.
- Ah byłbym zapomniał, te jabłka co są tylko jabłkami, są po prostu zaczarowane. Czy wymaczane w jakimś przedwiecznym eliksirze z afrodyzjaków, czy innych małży. Na tym opiera się moja sztuka, na iluzji, ludzie lubią iluzję, zwłaszcza w czasie wojny. Ludzie lubią cierpienie ubrane w przepiękne, drogie koszule, spływającą po pożartej czarną pleśnią ścianie ambrozję. Nie chcą prawdziwego, śmierdzącego bólu, z którym muszą borykać się na co dzień - jego wyraz twarzy był oksymoronem słów, które wypowiadał. Wraz z winem, Baldwin mógłby ścierać z Oleandra cukier, w którym się obtaczał, zanim dotarłby do absolutnie zgniłego środka, z którego płynęły i tak mocno stonowane słowa.
Zaśmiał się słysząc komentarz o szpilce.
- Faktycznie, załaskotało. Esme tak już ma, jest bardzo wrażliwy. Gorzej, że absolutnie nie przyjmuje krytyki. Ludzie chodzą do niego, bo robi wspaniałe ubrania i faktycznie, takie są, ale od czasu do czasu ma swoje 'momenty', w których tworzy coś, czego nie da się nosić. Nie przytrafiło mi się nigdy, ale modelki po niektórych jego pokazach wychodziły z płaczem, bo kreacje zakończyły ich karierę. Absolutnie nieistotne brednie, sprawiły, że miały rozgłos. Czasami nie daje rady z ilością emocji w Paryżu, więc było mnie tu mniej - opowiedział niezobowiązującą historię, bo przyszła mu na język. projektanta lubił, ale każdy miał swoje minusy.
Nim się zorientował, kolejny kieliszek wina został opróżniony.
- Czyli chcesz mi tym powiedzieć, że tęskniłeś za moją naiwnością, którą możesz nagradzać opowieściami o motywach religijnych? Faktycznie byłoby to ciekawe do odkrycia, bo samo klękanie do modlitwy można wykorzystać na wiele sposobów. Kiedy ostatnio się modliłeś? - uniósł jedną brew i odstawił pusty kieliszek na stolik, omijając jakiekolwiek kontaktu z kelnerem.
- Chodźmy. Znudziło mi się już, a czas leci. Drogeria, co byś mógł wypudrować się na ducha bez zmartwienia o zmarszczki, a potem chcę cię zabrać w jedno miejsce, chyba, że przez przypadek znajdziemy coś ciekawszego. Nigdy nie wiadomo - nie wstawał jeszcze, bo czekał na reakcję swojego kompana.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦