07.07.2025, 09:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2025, 12:52 przez Helloise Rowle.
Powód edycji: dodałam koniec sesji
)
Podobało jej się trzymanie w ramionach tej roztrzęsionej kobiety. Snuła się myślami za szlochem nieszczęśnicy i smakowała desperację, która zmusiła ją do rzucenia się w objęcia kogoś zupełnie obcego. Byle kogo, kto przedstawił się jako ratunek. Za sobą zaś Helloise słyszała pomruki Scarlett, kątem oka widziała, jak ta daje frustracji upust, ciskając garścią piachu.
Przy niej drżała rozpacz i przerażenie, za nią buzował gniew i rozczarowanie. I w intensywności tych pierwotnych emocji swoich towarzyszek, wśród buchającego ognia, obsypujących się rumowisk i straconych domów, Helloise upajała się tym, jak szybko po walce ogarnął ją wewnętrznie spokój, wręcz senne spowolnienie. Nie targał nią żaden gwałtowny zryw, którym kiedyś tak łatwo ulegała. Nie była wściekła, nie była przerażona. Jej głowa kołysała się w leniwym rytmie nuconej melodii, jakby wyjęto ją poza chaos Spalonej Nocy.
Gdy spomiędzy alejek wyleciała jej miotła, Helloise wysupłała się z uścisku wciąż wstrząsanej płaczem czarownicy. Pomogła jej usiąść pod jedną z mniej naruszonych ścian kamienicznych, po czym odczepiła od miotły wiklinowy kosz i uklękła przy niej.
— Będzie musiała… sama… o tym zdecydować — wymruczała nieobecnym tonem Hela w odpowiedzi na pytanie Scarlett. Zajmowało ją bowiem w tym czasie przeglądanie zawartości koszyka, w którym błyszczała kolekcja flaszeczek wypełnionych kolorowymi płynami.
Choć większość stanowiły magiczne eliksiry uwarzone przez nią tej nocy, to ta buteleczka, którą wydobyła, nie kryła magicznej tynktury. Nie w tym czarodziejskim sensie, ponieważ pewnej magii nie dało jej się z pewnością odmówić. Gorzki sekret błogiego wyciszenia, którego kropelki szybko wypełniły małą łyżeczkę.
— Weź — łagodnie zachęciła nieszczęśnicę Helloise, podstawiając jej łyżeczkę do drżących, słonych od łez ust. — Weź, pomoże ci na to brzydkie grymaszenie — dodała, jakby dobrotliwie karciła dziecko. Gdy dawka lekarstwa została przyjęta, nalała go i sobie, mniej bacząc na wymierzenie ilości. Na opium miała wysoką tolerancję. Spojrzała po chwili pytająco na Scarlett, jakby i jej proponowała ulżenie sobie i ucieczkę od przytłaczającego poczucia ludzkiej ułomności, po czym niezależnie od odpowiedzi zwróciła się ponownie do nieznajomej: — Uspokój się i jeszcze raz odpowiedz. Masz gdzieś jakąś rodzinę?
Pomiędzy jednym spazmem szlochu a drugim udało się wychwycić porwaną odpowiedź:
— Do m-m-mamy… do… B-Birm…ingham.
— Birmingham, jakie ładne miejsce. Dasz radę się teleportować?
— Róż… róż… różdżka. Zabrali. — Kobieta, zdawać by się mogło trochę już uspokojona, znów rozpłakała się przygnieciona nową falą upokorzenia.
— Och, z pewnością coś na to poradzimy. — Helloise wstała, otrzepując spódnicę, której w gruncie rzeczy niewiele to pomogło. — Spójrz na nią, chwilę — poleciła Scarlett.
Zabrała koszyczek i przeszła kilka kroków do nieprzytomnego mężczyzny, którego na samym początku starcia rozbroiła Mulciber. Przyjrzała się mugolakowi, aby mieć pewność, że wciąż nie odzyskał świadomości, po czym czubkiem buta szturchnęła wiotką dłoń, w której tkwiła jego własna różdżka. Roztrąciła stopą grube palce, uwalniając drewienko, a gdy schyliła się po nie, ujrzała zatkniętą za jego pas drugą różdżkę. Uśmiechnęła się przelotnie, zabrała obie, po czym odwracając się, z impetem nastąpiła obcasem kozaka na dłoń tej ręki, która śmiała podnieść się nad czystokrwistą. Hela przechyliła się tak, aby przenieść ciężar ciała na tę jedną nogę, lecz wśród trzaskania ognia i huku londyńskiej apokalipsy nie miała szansy usłyszeć, czy i kosteczki trzasnęły. Nawet jeśli nie, zawsze pozostawała szansa, że pod parasolem Śmierciożercy kryją się nie tylko drapieżnicy, lecz również Padlinożercy, i ktoś, kto będzie tędy szedł później, dokończy dzieła.
Różdżkę mugolaka schowała do swojego kosza.
— Nie zasługują na magię — skomentowała mętnie, powróciwszy do czarownic. — Twoja? — Wyciągnęła do nieznajomej znalezioną różdżkę. Ta w odpowiedzi pokiwała niewyraźnie głową i odebrała ją roztrzęsioną ręką. — Spróbuj wrócić do rodziny.
Zajęło to moment. Czarownica wstawała z ociąganiem, nie mogła opanować drżenia i łez, którymi się dławiła, lecz nalewka z opium zaczęła już po paru minutach robić swoje. Nieznajoma teleportowała się. Czy do Birmingham? A cóż nas to obchodzi.
Przy niej drżała rozpacz i przerażenie, za nią buzował gniew i rozczarowanie. I w intensywności tych pierwotnych emocji swoich towarzyszek, wśród buchającego ognia, obsypujących się rumowisk i straconych domów, Helloise upajała się tym, jak szybko po walce ogarnął ją wewnętrznie spokój, wręcz senne spowolnienie. Nie targał nią żaden gwałtowny zryw, którym kiedyś tak łatwo ulegała. Nie była wściekła, nie była przerażona. Jej głowa kołysała się w leniwym rytmie nuconej melodii, jakby wyjęto ją poza chaos Spalonej Nocy.
Gdy spomiędzy alejek wyleciała jej miotła, Helloise wysupłała się z uścisku wciąż wstrząsanej płaczem czarownicy. Pomogła jej usiąść pod jedną z mniej naruszonych ścian kamienicznych, po czym odczepiła od miotły wiklinowy kosz i uklękła przy niej.
— Będzie musiała… sama… o tym zdecydować — wymruczała nieobecnym tonem Hela w odpowiedzi na pytanie Scarlett. Zajmowało ją bowiem w tym czasie przeglądanie zawartości koszyka, w którym błyszczała kolekcja flaszeczek wypełnionych kolorowymi płynami.
Choć większość stanowiły magiczne eliksiry uwarzone przez nią tej nocy, to ta buteleczka, którą wydobyła, nie kryła magicznej tynktury. Nie w tym czarodziejskim sensie, ponieważ pewnej magii nie dało jej się z pewnością odmówić. Gorzki sekret błogiego wyciszenia, którego kropelki szybko wypełniły małą łyżeczkę.
— Weź — łagodnie zachęciła nieszczęśnicę Helloise, podstawiając jej łyżeczkę do drżących, słonych od łez ust. — Weź, pomoże ci na to brzydkie grymaszenie — dodała, jakby dobrotliwie karciła dziecko. Gdy dawka lekarstwa została przyjęta, nalała go i sobie, mniej bacząc na wymierzenie ilości. Na opium miała wysoką tolerancję. Spojrzała po chwili pytająco na Scarlett, jakby i jej proponowała ulżenie sobie i ucieczkę od przytłaczającego poczucia ludzkiej ułomności, po czym niezależnie od odpowiedzi zwróciła się ponownie do nieznajomej: — Uspokój się i jeszcze raz odpowiedz. Masz gdzieś jakąś rodzinę?
Pomiędzy jednym spazmem szlochu a drugim udało się wychwycić porwaną odpowiedź:
— Do m-m-mamy… do… B-Birm…ingham.
— Birmingham, jakie ładne miejsce. Dasz radę się teleportować?
— Róż… róż… różdżka. Zabrali. — Kobieta, zdawać by się mogło trochę już uspokojona, znów rozpłakała się przygnieciona nową falą upokorzenia.
— Och, z pewnością coś na to poradzimy. — Helloise wstała, otrzepując spódnicę, której w gruncie rzeczy niewiele to pomogło. — Spójrz na nią, chwilę — poleciła Scarlett.
Zabrała koszyczek i przeszła kilka kroków do nieprzytomnego mężczyzny, którego na samym początku starcia rozbroiła Mulciber. Przyjrzała się mugolakowi, aby mieć pewność, że wciąż nie odzyskał świadomości, po czym czubkiem buta szturchnęła wiotką dłoń, w której tkwiła jego własna różdżka. Roztrąciła stopą grube palce, uwalniając drewienko, a gdy schyliła się po nie, ujrzała zatkniętą za jego pas drugą różdżkę. Uśmiechnęła się przelotnie, zabrała obie, po czym odwracając się, z impetem nastąpiła obcasem kozaka na dłoń tej ręki, która śmiała podnieść się nad czystokrwistą. Hela przechyliła się tak, aby przenieść ciężar ciała na tę jedną nogę, lecz wśród trzaskania ognia i huku londyńskiej apokalipsy nie miała szansy usłyszeć, czy i kosteczki trzasnęły. Nawet jeśli nie, zawsze pozostawała szansa, że pod parasolem Śmierciożercy kryją się nie tylko drapieżnicy, lecz również Padlinożercy, i ktoś, kto będzie tędy szedł później, dokończy dzieła.
Różdżkę mugolaka schowała do swojego kosza.
— Nie zasługują na magię — skomentowała mętnie, powróciwszy do czarownic. — Twoja? — Wyciągnęła do nieznajomej znalezioną różdżkę. Ta w odpowiedzi pokiwała niewyraźnie głową i odebrała ją roztrzęsioną ręką. — Spróbuj wrócić do rodziny.
Zajęło to moment. Czarownica wstawała z ociąganiem, nie mogła opanować drżenia i łez, którymi się dławiła, lecz nalewka z opium zaczęła już po paru minutach robić swoje. Nieznajoma teleportowała się. Czy do Birmingham? A cóż nas to obchodzi.
Koniec sesji
dotknij trawy