07.07.2025, 15:04 ✶
Każde szaleństwo miało swój początek. Czasami bogowie rzucali monetą przy czyichś narodzinach, a czasami szaleństwo przychodziło później – to, które istniało w umyśle Dægberhta było tkane latami. Setki dni ciężkiej pracy nad niewątpliwym obłąkaniem nie sięgnęło jeszcze w Hogwarcie swojego szczytu – brakowało mu dzisiaj kilku załamań nerwowych i zaginięcia ukochanej siostry, ale coś już w nim było – jakaś taka niepozorna, ale widoczna iskra w oczach, kiedy opierał się łokciami o parapet i wbrew szkolnemu regulaminowi (bo przecież powinien siedzieć w dormitorium...) wpatrywał w piękną, onieśmielającą tarczę księżyca. A może raczej – Księżyca. Jego Pani otulała swoją troską każdego, kto zechciał zadrzeć głowę i spojrzeć na coś ponad sobą. Coś istotniejszego niż zalew prywatnych problemów. Coś... co było nierozłączną częścią tego świata i jednocześnie czymś poza nim.
Później pojawiło się światło.
Delikatny Lumos okalający wszystko swoim mlecznobiałym blaskiem wyrwał go z głębokiego zamyślenia. Ciężko było nie dostrzec na ciemnym korytarzu wykształtowanego światła, wiedział więc o jej obecności już wcześniej, ale nie zareagował. Oczy miał wlepione w widok za oknem tak długo, aż odbicie Seraphiny trzymającej różdżkę nie przysłoniło mu tego, co miał przed sobą.
Co za różnica kto to był? Skoro go widział, to i tak miał już kłopoty!
Albo i nie...
Odwrócił się. W oczach chłopaka dało się dostrzec zrezygnowanie, ale ono dosyć szybko minęło kiedy dotarło do niego, że nie miał do czynienia z prefektem chcącym zaciągnąć go za fraki na miejsce i skarcić za podejście do zasad. Seraphina Prewett, nawet jeżeli niezbyt pasował do jej arystokratycznej świty, kojarzyła mu się z kimś, kto podobnie jak on lubił zabawę. Uśmiechnął się wręcz bezczelnie, obnażając szereg krzywych zębów, cudem nie odejmujących mu uroku osobistego.
– To najdziwniejsze zaproszenie, jakie otrzymałem w tym roku. Żaden ze mnie Widzący, ale niniejszym przewiduję, że jeszcze długo się to nie zmieni – uniósł jedną z brwi w górę, mierząc ją ciekawskim spojrzeniem, ale szybko tego zaniechał, bo musiał zamrugać, zanim od tego światełka wypadną mu oczy. – Ale jeżeli to jest to słynne dziewczyny nie mogą iść same do łazienki, bo zaatakuje je troll, to muszę ci przypomnieć, że mogę co najwyżej czatować przy drzwiach kiedy myjesz ręce. – Długie, miękkie brązowe włosy będące oprawą jego delikatnej i nieco dziewczęcej buzi faktycznie myliły nawet nauczycieli, szczególnie kiedy młody Flint przechodził mutację. – Coś w twoim tonie mówi mi, że nie powiesz mi prawdy, póki tam nie pójdziemy. Ale wiesz co? Ja chyba wolę opowieści od zagadek.
Później pojawiło się światło.
Delikatny Lumos okalający wszystko swoim mlecznobiałym blaskiem wyrwał go z głębokiego zamyślenia. Ciężko było nie dostrzec na ciemnym korytarzu wykształtowanego światła, wiedział więc o jej obecności już wcześniej, ale nie zareagował. Oczy miał wlepione w widok za oknem tak długo, aż odbicie Seraphiny trzymającej różdżkę nie przysłoniło mu tego, co miał przed sobą.
Co za różnica kto to był? Skoro go widział, to i tak miał już kłopoty!
Albo i nie...
Odwrócił się. W oczach chłopaka dało się dostrzec zrezygnowanie, ale ono dosyć szybko minęło kiedy dotarło do niego, że nie miał do czynienia z prefektem chcącym zaciągnąć go za fraki na miejsce i skarcić za podejście do zasad. Seraphina Prewett, nawet jeżeli niezbyt pasował do jej arystokratycznej świty, kojarzyła mu się z kimś, kto podobnie jak on lubił zabawę. Uśmiechnął się wręcz bezczelnie, obnażając szereg krzywych zębów, cudem nie odejmujących mu uroku osobistego.
– To najdziwniejsze zaproszenie, jakie otrzymałem w tym roku. Żaden ze mnie Widzący, ale niniejszym przewiduję, że jeszcze długo się to nie zmieni – uniósł jedną z brwi w górę, mierząc ją ciekawskim spojrzeniem, ale szybko tego zaniechał, bo musiał zamrugać, zanim od tego światełka wypadną mu oczy. – Ale jeżeli to jest to słynne dziewczyny nie mogą iść same do łazienki, bo zaatakuje je troll, to muszę ci przypomnieć, że mogę co najwyżej czatować przy drzwiach kiedy myjesz ręce. – Długie, miękkie brązowe włosy będące oprawą jego delikatnej i nieco dziewczęcej buzi faktycznie myliły nawet nauczycieli, szczególnie kiedy młody Flint przechodził mutację. – Coś w twoim tonie mówi mi, że nie powiesz mi prawdy, póki tam nie pójdziemy. Ale wiesz co? Ja chyba wolę opowieści od zagadek.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr