- Cieszy mnie to. - Dodała z uśmiechem, bo wiedziała, że to wcale nie było takie oczywiste. Nie w przypadku Brenny, która nie lubiła korzystać z funduszy innych osób. Ruda jednak nie mogła narzekać, miała naprawdę ogromny majątek, nie odczuje wcale kosztu tych zakupów, to było dla niej nic takiego. Nie kryła się nigdy z tym, że może pomóc finansować część wydatków Zakonu, nie widziała w tym nic złego, szczególnie, że nie wszyscy jego członkowie byli majętni. Musieli się wspierać w tym względzie.
- Nasze mieszkanie nie ucierpiało, aż tak jak Warownia. - Miała świadomość, że Longbottomowie nie mieli tyle szczęścia co ona. Oberwali bardzo mocno, martwiło ją to, bo to mogło sugerować, że stali się już oficjalnie celem popleczników Voldemorta. Prędzej, czy później mogło do tego dojść, bo przecież jako jedni z nielicznych wśród czystokrwistych walczyli z Czarnym Dzbanem.
Wood nie spieszyła się szczególnie. Jej noga jeszcze nie wróciła do normalności, obie zresztą nie były w najlepszej formie po pożarach, chociaż udawały, że wszystko jest w najlepszym porządku i nie rozmawiały na temat swoich urazów jakoś za bardzo.
Znalazły się w labiryncie, właściwie to kiedy zrobiła krok myślała, że wchodzą po prostu za żywopłot, dosyć szybko dotarło do niej jednak, że to nie był zwyczajny żywopłot. Otoczyły je rośliny i odcięły wyjście. Westchnęła jedynie ciężko - nie mogło obyć się bez żadnych przygód, czyż nie?
Wyciągnęła różdżkę - gotowa do ataku. Nie miała pojęcia, co właściwie się wydarzyło. Musiała być czujna i reagować, nie mogły założyć w końcu, że ktoś nie postanowił ich zaatakować.
- Nie wiem, nie znam się na roślinach. - Powiedziała jeszcze, bo w końcu to nie była jej roślina, a te krzaki wyglądały na jakieś opętane, może tak po prostu miały? Wiedziała, że można było spotkać na tym świecie naprawdę różne rośliny, które potrafiły zaskakiwać, ale na tym kończyła się jej wiedza. Pamiętała o drzewach, które smyrały ją swoimi gałęziami, może to było coś podobnego.
- Myślę, że raczej zawsze warto pozostawić przestrzeń na kolejne niespodzianki. - Na pewno w tych czasach, w których aktualnie przyszło im żyć. Tutaj zawsze coś się działo.
- Tylko uważaj, nie daj się im. - Jeszcze tego brakowało, żeby udusiły ją gałęzie po tym, jak przetrwała Spaloną Noc. Machnęła jeszcze różdżką, tak prowizorycznie w stronę krzaków, żeby rozproszyć ewentualną magię.
Ruszyła za Longbottom, nie zamierzała zostawać w tyle, bo nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać.
- Labirynt? Może to coś nowego, nie pamiętam, żebym jakiś tutaj widziała. - Ostatnio działy się przecież różne anomalie, coś mogło się zmienić w topografii Hogsmeade.
Akcja nieudana