Nie chciała obarczać Roisa swoimi problemami, ale już i tak został zamieszany w próbę doprowadzenia Astarotha do użyteczności. Wzięli go tutaj ze sobą, do ich wspólnego przyjaciela, a coraz bardziej czuła, że to nie był dobry pomysł. Nie mieli pojęcia, czego mogli się po nim spodziewać. Był nieprzewidywalny, niby został zamknięty w zabezpieczonej piwnicy, ale co jeśli któregoś dnia zabazpieczenia okażą się nieodpowiednie? Nie chciała ryzykować, że skrzywdzi kogoś z tutaj obecnych, w końcu w rezydencji przebywał też Fabian, musieli dbać o tych, którzy nie mogli się bronić. Wydawało jej się, że to może była zbyt spontaniczna decyzja, tyle, że przez pożary działali szybko, nie do końca wszystko przemyśleli. Próbowała dawać bratu więcej przestrzeni, nie trzymała go zamkniętego w piwnicy przez całą dobę, chciała, żeby miał kontakt z innymi ludźmi, może to miało mu pomóc. Tyle, że chyba nie do końca przynosiło to oczekiwane efekty. Nadal mówił tylko i wyłącznie o eliksirach, ich odwyk nie przynosiłó skutku, miała wrażenie, że byłby w stanie zrobić wszystko, nawet ją zabić tylko po to, by sięgnąć po kolejną dawkę. To nie wróżyło niczego dobrego. Ludzie ledwie radzili sobie z walką z uzależnieniem, a co dopiero młody wampir. Widziała, że miał problemy z panowaniem nad sobą, miewał momenty, pojedyncze, kiedy wydawało się, że jest jakaś nadzieja, a później bardzo szybko postanawiał udowadniać jej, że się myli. To, co wydarzyło się wczoraj w lesie ją w tym utwierdziło. Postanowił pokazać jej swój wampirzy gniew, jeszcze ona była to tego przyzwyczajona, bo walczyła z różnymi bestiami, ale co by było gdyby zachował się w ten sposób w stosunku do kogoś innego z tego domu?
Za każdym razem pokazywał jej, że nie wie co robi, że nie potrafi o niego zadbać w tej nowej wersji. To powodowało, że Yaxleyówna zaczynała wątpić w to, czy faktycznie uda jej się go doprowadzić do porządku, nawet z ogromnym wsparciem bliskich, które aktualnie otrzymywała. Bywały przypadki beznadziejne, miała wrażenie, że jest to jeden z nich.
Nie do końca chyba podobało jej się to, żeby mieli wrócić z nim do mieszkania i nadal go niańczyć. Nie wyobrażała sobie również, aby mieli mieszkać osobno, a nie dało się nie zauważyć, jakie podejście miał jej brat do Greengrassa. Zdecydowanie za nim nie przepadał, wcale tego nie ukrywał. Po tym tygodniu pełnym wzlotów i upadków, kiedy w końcu udało im się dojść do wspólnej wersji nie miała zamiaru teraz dystansować się od swojego chłopaka przez problematycznego brata. Musieli znaleźć jakieś rozwiązanie, właściwie to chyba był czas najwyższy, aby skupiła się na sobie, a nie wszystkich wokół. Może to było nieco egoistyczne, ale ona również potrzebowała stabilizacji, szczególnie po tym nie do końca przyjemnym początku roku, a właściwie to praktycznie dziewięciu kurewsko ciężkich miesiącach.
- Też tego nie chcę. On nie jest dzieckiem, nie chce zauważyć problemu, nie chce nic z tym zrobić, dlaczego my mamy przez to tracić? - Jasne, zależało jej na rodzinie, od zawsze doceniała to, co dla niej robiła, ale w tym wypadku była nieco między młotem, a kowadłem. Nie zamierzała pozwolić na to, by jej życie po raz kolejny się rozsypało przez kogoś innego.
- Tak, możemy się tam wybrać, nie mam jakichś szczególnych planów na ten tydzień. - Wypadałoby faktycznie sprawdzić, jak wyglądała sytuacja w Whitby, niby ogień nie powinien dosięgnąć ich domu, ale przecież nie mogli mieć pewności. W sumie taka wycieczka dobrze im zrobi. Nie spodziewała się, że jakoś szczególnie szybko uda im się doprowadzić dom do użyteczności, jednak mogli zacząć planować jego remont, zwłaszcza, że chcieli go zostawić, może nie jako ich miejsce bytowania, ale jednak już kiedyś służyło im ono jako odskocznia od życia codziennego. Szkoda byłoby zmarnować jego potencjał, szczególnie, że nikt nie wiedział o tym, że w ogóle mają ten dom. Mogli się tam ukrywać przed całym światem, gdy mieli na to ochotę.
- To tak, czy siak będzie długa droga, chyba nie ma sensu remontować tego mieszkania. - Miała świadomość, że urzędy bardzo skutecznie potrafiły zniechęcić, papierologia była bardzo żmudna i wyczerpująca. Oczywiście, wiedziała, że kto jak kto, ale Corio pewnie byłby sobie z tym w stanie poradzić, ale czy faktycznie gra była warta świeczki, czy potrzebowali akurat tego mieszkania?
- Czyli co, chcemy kupić coś nowego? - Najwyraźniej zmierzali ku temu. Warto było więc się zastanowić, gdzie właściwie chcieli mieszkać. Londyn nie był najgorszym rozwiązaniem, chociaż Yaxleyówna wolałaby coś za miastem, lubiła znajdować się bliżej natury. Nadmorska chata znajdowała się daleko od stolicy, na dłuższą metę teleportacja między nią, a Londynem mogła być męcząca, więc chyba faktycznie potrzebowali czegoś innego.
- Bliżej Londynu, żeby było wygodnie, ale nie tam. - Nie do końca wcześniej o tym myślała, ale faktycznie było to chyba najlepszym rozwiązaniem. Mogli się nad tym zastanowić, nie było to wcale takie nielogiczne. - Może to faktycznie być jakiś większy dom, chciałam mieć stajnie, jak w Snowdonii. - Szczególnie, gdy wróciła do jazdy konnej, mogłaby sprowadzić swojego konia od ojca, wiedziała, że Ambroise raczej nie przepadał za tymi zwierzętami, ale wzięłaby to na siebie. - Do tego jakieś szklarnie dla Ciebie, to chyba nie jest taki głupi pomysł. - Mogliby mieć w jednym miejscu wszystko, czego potrzebują.