09.07.2025, 01:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2025, 01:26 przez Jonathan Selwyn.)
– Hm... – Jonathan przejechał palcami po włosach. I jak miał na to odpowiedzieć? Owszem miał wiele nastoletnich i nieco późniejszych miłości, ale żadna z nich nie była trwała, związki raczej przelotne, a kiedy w końcu znalazł osobę, która mogłaby być tą jedyną... No cóż. Może w tym wypadku lepsze było złamane żebro niż złamane łóżko w noc poślubną. Nie, że w ogóle mogliby wziąć ślub. To znaczy... Może gdyby się wtedy zgodził i poczekali dekady to... Ale do tego czasu i tak by się pewnie rozstali. A tak poza tym to chyba rzeczywiście nie było nikogo.
W końcu dużo pracował. Możliwe też, że często jego potencjalne partnerki mogły być paradoksalnie zniechęconego jego wspaniałością. A ślub z rozsądku? Hm... Były na tym świecie jedynie trzy osoby, które po przyjacielsku kochał i z którymi mógłby zawrzeć tego rodzaju związek. Z Charlotte rozumiał się doskonale i byliby najwspanialszą parą magiczną w całej Wielkiej Brytanii . Nie wątpił również, że pewnie zostaliby poproszeni nie raz i nawet nie dwa o wywiady. Ludzie zdecydowanie chcieliby poznać sekrety tak wybitnej pary. Ale jednak głupio byłoby brać ślub z kimś, komu już raz pomogło się uciec sprzed ołtarza.
Małżeństwo z Morpheusem mogłoby stanowić pewne wyzwania ze względu na jasnowidzenie przyjaciela, ale... Zakładał, że nie mieliby najmniejszego problemu, aby udekorować wspólne mieszkanie i oboje mogliby wspierać się w oddawaniu się pracy. Oh, no i mieliby najwspanialsze szaty ślubne. Ogólnie byliby piękni. Wątpił jednak, czy, gdyby to było w ogóle możliwe, jego przyjaciel chciałby zdecydować się na stały związek.
A Anthony? Praktycznie już i tak mieli własne dziecko, jakim był OMSHM i doskonale rozumieli się wspólnie lawirując od lat w tym politycznym chaosie. Zaliczyli też okresy nieodwzajemnionego zauroczenia sobą nawzajem (a to brzmiało jak przepis na udany zwiazek, przynajmniej w książkach) i naprawdę dużo szczerych rozmów. Ah no i patrząc że to głownie Jonathan wykonywał biurowe obowiązki, już na start bezpiecznie wiedzieliby o co mogliby się kłócić. Pomijając jednak sprawy legalności takiego związku, Anthony był przecież zajęty. Zresztą ślub z rozsądku nie był mu do niczego potrzebny.
– Obawiam się, że nie usłyszysz żadnej dramatycznej historii jeśli na nią liczysz. Można powiedzieć, że po prostu czasem tak jest, że do jednej roli zgłasza sie wiele aktorek, ale los tak chciał, że ta odpowiednia akurat się nie pojawiła. Zresztą chyba można śmiało powiedzieć, że jestem oddany pracy.
No i wcześniej byłem oddany mojej reputacji ślubnego skandalisty, a to zachęcało jednych do wyjścia za mnie, a innych wręcz przeciwnie. Poza tym tobie większość reklamuje ślub, nie abyś się zakochał, a "ustatkował" – Tu wykonał palcami gest cudzysłowia. – I pokazał się jako odpowiedni dziedzic.
Jonathanowi nie umknęło przejęzyczenie kuzyna, ale nie chciał na razie drążyć tematu, bo hm... Hannibal nie byłby pierwszym człowiekiem, który mylił te dwie czynności.
– Oczywiście, że tak. Po prostu... – Ciężko mu było przywołać przykład Millie bez przywoływania Millie. – Gorzej, gdy tych kandydatek jest dużo i wszystkie chce się wybrać. Zresztą to nie istotne. Chodzi mi po prostu o to, że tak jak nie każde zauroczenie to miłość, tak nie każda... Miłość to dobry znak. Jak u Martynki! Nasz duch był niemalże obsesyjnie zakochany w jednym przedmiocie i niemal nie skończyĺ tragicznie.
W końcu dużo pracował. Możliwe też, że często jego potencjalne partnerki mogły być paradoksalnie zniechęconego jego wspaniałością. A ślub z rozsądku? Hm... Były na tym świecie jedynie trzy osoby, które po przyjacielsku kochał i z którymi mógłby zawrzeć tego rodzaju związek. Z Charlotte rozumiał się doskonale i byliby najwspanialszą parą magiczną w całej Wielkiej Brytanii . Nie wątpił również, że pewnie zostaliby poproszeni nie raz i nawet nie dwa o wywiady. Ludzie zdecydowanie chcieliby poznać sekrety tak wybitnej pary. Ale jednak głupio byłoby brać ślub z kimś, komu już raz pomogło się uciec sprzed ołtarza.
Małżeństwo z Morpheusem mogłoby stanowić pewne wyzwania ze względu na jasnowidzenie przyjaciela, ale... Zakładał, że nie mieliby najmniejszego problemu, aby udekorować wspólne mieszkanie i oboje mogliby wspierać się w oddawaniu się pracy. Oh, no i mieliby najwspanialsze szaty ślubne. Ogólnie byliby piękni. Wątpił jednak, czy, gdyby to było w ogóle możliwe, jego przyjaciel chciałby zdecydować się na stały związek.
A Anthony? Praktycznie już i tak mieli własne dziecko, jakim był OMSHM i doskonale rozumieli się wspólnie lawirując od lat w tym politycznym chaosie. Zaliczyli też okresy nieodwzajemnionego zauroczenia sobą nawzajem (a to brzmiało jak przepis na udany zwiazek, przynajmniej w książkach) i naprawdę dużo szczerych rozmów. Ah no i patrząc że to głownie Jonathan wykonywał biurowe obowiązki, już na start bezpiecznie wiedzieliby o co mogliby się kłócić. Pomijając jednak sprawy legalności takiego związku, Anthony był przecież zajęty. Zresztą ślub z rozsądku nie był mu do niczego potrzebny.
– Obawiam się, że nie usłyszysz żadnej dramatycznej historii jeśli na nią liczysz. Można powiedzieć, że po prostu czasem tak jest, że do jednej roli zgłasza sie wiele aktorek, ale los tak chciał, że ta odpowiednia akurat się nie pojawiła. Zresztą chyba można śmiało powiedzieć, że jestem oddany pracy.
No i wcześniej byłem oddany mojej reputacji ślubnego skandalisty, a to zachęcało jednych do wyjścia za mnie, a innych wręcz przeciwnie. Poza tym tobie większość reklamuje ślub, nie abyś się zakochał, a "ustatkował" – Tu wykonał palcami gest cudzysłowia. – I pokazał się jako odpowiedni dziedzic.
Jonathanowi nie umknęło przejęzyczenie kuzyna, ale nie chciał na razie drążyć tematu, bo hm... Hannibal nie byłby pierwszym człowiekiem, który mylił te dwie czynności.
– Oczywiście, że tak. Po prostu... – Ciężko mu było przywołać przykład Millie bez przywoływania Millie. – Gorzej, gdy tych kandydatek jest dużo i wszystkie chce się wybrać. Zresztą to nie istotne. Chodzi mi po prostu o to, że tak jak nie każde zauroczenie to miłość, tak nie każda... Miłość to dobry znak. Jak u Martynki! Nasz duch był niemalże obsesyjnie zakochany w jednym przedmiocie i niemal nie skończyĺ tragicznie.