09.07.2025, 01:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2025, 01:40 przez Lucy Rosewood.)
Uśmiechnęła się na jego opowieść, chociaż chyba nie powinna, zważywszy na wszystko, co niosło za sobą ich pierwsze spotkanie.
– Myślę, że ona… Ona też miło wspomina tamte chwile, zwłaszcza że przyjechała do Francji zniesmaczona całym światem, nieznosząca każdego z krwiopijców, nieważne czy ich wcześniej znała, czy nie… a tu proszę. Znalazł się ktoś, kto dzielił z nią klątwę, a świetnie jej się z nim rozmawiało, nawet jeśli ta osoba potem w jej oczach spróbowała zrobić z niej pośmiewisko. – Wyprostowała wcześniej podkulone nogi przed siebie, eksponując tym samym dość specyficzne czerwonawe buty na obcasie. - Myślę, że wtedy pierwszy raz od dawna naprawdę się uśmiechała. Tak szczerze, a nie wyłącznie na pokaz. I była zachwycona tamtą suknią, och przecież była przepiękna. Te hafty… Dawno takich nie widziała. Tak. Zdecydowanie była zachwycona, chociaż próbowała nie dać tego po sobie poznać, zwłaszcza kiedy on tak ją wtedy zaskoczył. – Piękna noc, której finał niestety nie był tak piękny, a jednak paradoksalnie, to wciąż było dobre wspomnienie i byłaby gotowa przysiąc, że gdyby tylko zamknęła oczy, mogłaby poczuć ciepłe powietrze tamtej nocy. – A kiedy czar prysł. Kiedy otworzyła tamte drzwi, myślała, że już jest po niej. Ale nie… Chociaż w pewnym momencie w to wątpiła… Uratował ją. – Zamilkła na chwilę i spojrzała na jego palce, muskające tkaninę jej czarnej sukienki.
Chyba nigdy nie miałem okazji jej przeprosić i podziękować za to, że gdzieś, kiedyś zwróciła mi wolność, nawet jeśli musiałem za nią… musiałem potem zapłacić.
Długo myślała, że był na nią za to wściekły. Dlatego go unikała, a jednak… A jednak nie.
– Nie wiedziałam, że cię zamkną – powiedziała cicho. – Chciałam cię ratować, więc zwróciłam się do nich o pomoc. Opowiedziałam im o całym zajściu, mocno sugerując, że to… Coś trzymało cię w niewoli. Bałam się, że cię zabiją, bałam się, że już byłeś martwy, ale sama nie byłam w stanie sobie poradzić. Dlatego jak głupia podkreślałam im ciągle to, jak mnie uratowałeś, aż nie powiedzieli mi wprost, że nie planują twojej śmierci.
Zazwyczaj uważała tego typu zwierzenia za żenujące, ale niech miał. Skoro planował dzisiaj umrzeć, to przynajmniej zasługiwał na szczerość. Na świadomość tego, że ktoś się przez niego kiedyś uśmiechnął.
– Myślę, że ona… Ona też miło wspomina tamte chwile, zwłaszcza że przyjechała do Francji zniesmaczona całym światem, nieznosząca każdego z krwiopijców, nieważne czy ich wcześniej znała, czy nie… a tu proszę. Znalazł się ktoś, kto dzielił z nią klątwę, a świetnie jej się z nim rozmawiało, nawet jeśli ta osoba potem w jej oczach spróbowała zrobić z niej pośmiewisko. – Wyprostowała wcześniej podkulone nogi przed siebie, eksponując tym samym dość specyficzne czerwonawe buty na obcasie. - Myślę, że wtedy pierwszy raz od dawna naprawdę się uśmiechała. Tak szczerze, a nie wyłącznie na pokaz. I była zachwycona tamtą suknią, och przecież była przepiękna. Te hafty… Dawno takich nie widziała. Tak. Zdecydowanie była zachwycona, chociaż próbowała nie dać tego po sobie poznać, zwłaszcza kiedy on tak ją wtedy zaskoczył. – Piękna noc, której finał niestety nie był tak piękny, a jednak paradoksalnie, to wciąż było dobre wspomnienie i byłaby gotowa przysiąc, że gdyby tylko zamknęła oczy, mogłaby poczuć ciepłe powietrze tamtej nocy. – A kiedy czar prysł. Kiedy otworzyła tamte drzwi, myślała, że już jest po niej. Ale nie… Chociaż w pewnym momencie w to wątpiła… Uratował ją. – Zamilkła na chwilę i spojrzała na jego palce, muskające tkaninę jej czarnej sukienki.
Chyba nigdy nie miałem okazji jej przeprosić i podziękować za to, że gdzieś, kiedyś zwróciła mi wolność, nawet jeśli musiałem za nią… musiałem potem zapłacić.
Długo myślała, że był na nią za to wściekły. Dlatego go unikała, a jednak… A jednak nie.
– Nie wiedziałam, że cię zamkną – powiedziała cicho. – Chciałam cię ratować, więc zwróciłam się do nich o pomoc. Opowiedziałam im o całym zajściu, mocno sugerując, że to… Coś trzymało cię w niewoli. Bałam się, że cię zabiją, bałam się, że już byłeś martwy, ale sama nie byłam w stanie sobie poradzić. Dlatego jak głupia podkreślałam im ciągle to, jak mnie uratowałeś, aż nie powiedzieli mi wprost, że nie planują twojej śmierci.
Zazwyczaj uważała tego typu zwierzenia za żenujące, ale niech miał. Skoro planował dzisiaj umrzeć, to przynajmniej zasługiwał na szczerość. Na świadomość tego, że ktoś się przez niego kiedyś uśmiechnął.