– A jednak to nie klub łowiecki ma od startu dowodzenie na tym statku. W przeciwnym razie nie mielibyśmy tej rozmowy – może i ton Benjyego był spokojny, jednak sugestia skierowana w kierunku Hestii bardzo się Victorii nie spodobała i ona również postanowiła postawić pewną granicę. Tym bardziej, że padła tuż po tym, jak brygadzistka poparła Leviathana jako dowodzącego, ale tak naprawdę jako pierwsza propozycję wysunęła Victoria. Tak samo jak to Victoria przywołała imię Laurenta i Geraldine. Nie wiedziała w sumie, czy Benjy był członkiem Artemis czy nie, ale przyszedł z Yaxley i zachowywał się jak oni, więc czarnowłosa założyła, że widać ubodło go, że ktoś może mieć inne zdanie co do tego, kto powinien dowodzić.
– Skoro już mówimy o tym, by nie zapominać o tym, co mówiono wcześniej, to przypomnę, że ostatnim razem to one zostały zaatakowane pierwsze. I był to błąd. Dobrze by było go nie popełnić po raz drugi – wtedy wypłynęły na te wody z własnej woli i zaatakowane – odpowiedziały tym samym. Teraz mogło być inaczej i Victoria brała to pod uwagę, ale nie mieli prawa tego wiedzieć, póki nie zobaczą tych węży na własne oczy. Póki nie zobaczą ich zachowania. Nikt zresztą nie kładł się tutaj plackiem i nie mówił, że nie można tych węży skrzywdzić – była mowa o tym, że to powinno być rozwiązanie ostateczne. Ale nie pierwsze. – Węże morskie nie są z natury agresywne dla ludzi – dodała. I to też już dzisiaj padło z ust Laurenta. Nie była jednak pewna czy Benjy tego nie słyszał, czy wolał wygodnie pominąć.
O ile to w ogóle były węże. I o ile nie były kontrolowane przez kogoś, czego się nie dowiedzą, jeśli Artemis zaatakuje je pierwsze.
Miała jednak poczucie, że się tutaj nie dogadają całą tą grupą. Dowództwo Geraldine nie zostało poparte przez większość z nich i chociaż Victoria mogła się dostosować, to w takim wypadku nie wróżyła temu sukcesu. Bo, ci, którzy się na to nie zgodzili – raczej słuchać się nie będą.
– Nie, wolałabym mieć oko na naszych specjalistów – nie zamierzała kręcić i odpowiedziała całkiem szczerze na pytanie Gerladine, potwierdzając niejako słowa Laurenta. Powody były za to zupełnie inne niż to, co mogło się wydawać. Niż to, co można sobie było w gazetkach poczytać na temat jej i Laurenta na przykład (chociaż fakt, że wiedziała, że Laurent nie miał przeszkolenia bojowego miał dla niej znaczenie). A powodem była obecność Leviathana i jej śledztwa z lipca – nie zamierzała przepuścić okazji, by mieć go teraz na oku.
Trudno było nie usłyszeć tego, co krzyczał facet z bocianiego gniazda. Skały w oddali. Victoria przekopywała w głowie gorączkowo wszystkie informacje o wężach morskich jakie miała i kojarzyła, że te czasami ustawiają swoje ciała w taki sposób, żeby zastawić zasadzkę na ryby, a drapieżniki odstraszyć. Czy to mogły być węże? Czy ich wyczuły? Czy się bały? Laurent i Leviathan wyrazili zresztą na głos to, o czym myślała, a gdy wszyscy rzucili się do burty, by podziwiać skały (albo węże udające skały), sama rozglądała się po morzu, ale po stronie tej drugiej burty.
// Rzut na percepcję ◉◉◉○○; dodatkowo posiadam wop ◉◉◉◉○
Sukces!
// Edycja posta za zgodą MG ♡