09.07.2025, 20:01 ✶
Dostrzegłem wpływ moich słów na resztę, nie trzeba było wielkiej wrażliwości, żeby zauważyć, że dla niektórych brzmiały… Kontrowersyjnie. No, cóż, jak dla kogo, dla mnie były po prostu oczywiste - takie, które powinny paść, zanim ktokolwiek zacznie snuć zbyt miękkie wizje o spokojnym rejsie z równie spokojnymi wężami wodnymi do ich nowego-starego domu i szczęśliwych zakończeniach bez rysy na statku. Te węże, jeśli były tymi samymi zwierzętami, co przed laty, miały już złe doświadczenia ze statkami i żeglarzami, ale nie zamierzałem się kłócić, nie potrzebowałem forsować nic na siłę. Doskonale widziałem, jak rozkładały się tu sympatie i kto za kim stał - kto kogo słuchał, kogo ignorował, komu przytakiwał tylko po to, żeby nie musieć samemu się wychylać. Nie pierwszy raz byłem w takim układzie i nie ostatni - nie miałem złudzeń, że moje słowa miały nagle zmienić układ sił i w porządku, nie od tego tu byłem. Nie miałem w sobie potrzeby, żeby cokolwiek z tym robić. Ludzie i tak zawsze w końcu pokazują, na co ich stać, wystarczy poczekać.
Kiedy statek odrobinę się uspokoił i dało się stanąć pewniej, przez chwilę jeszcze nie ruszałem się z miejsca, nie spuszczając wzroku z najbliższych osób. Fale uderzały o burtę, szumiały, statkiem znowu zakołysało - zdecydowanie nie było stabilnie. Wtem padła informacja o skałach - krótki komunikat, kilka wymienionych spojrzeń. Usłyszałem, jak Geraldine mówi, żebym szedł za nią. Kołysanie nie ustawało, ale kiedy trafił się moment względnej stabilności, ruszyłem za Yaxley. Nie musiała powtarzać - wystarczyło krótkie „chodź”, żeby wiedzieć, co mam robić. Kiwnąłem głową, nawet nie patrząc jej w oczy, i ruszyłem za nią, bez słowa, bez zbędnych pytań, po prostu szedłem, krok za krokiem, trzymając się prosto, pewnie, wciąż spokojny i zdystansowany. Milczenie było teraz najlepszą formą komentarza. Nie musiałem nic dodawać, nie miałem też zamiaru zionąć gniewem albo uważać się za ważniejszego lub lepiej poinformowanego, niż byłem. Nie było powodu. Była robota do zrobienia - cała reszta nie miała znaczenia. Planowałem stanąć przy rufie, do której prowadziła nas Geraldine i spojrzeć przed siebie.
Percepcja (◉◉◉○○) - obserwuję wodę od strony rufy
Kiedy statek odrobinę się uspokoił i dało się stanąć pewniej, przez chwilę jeszcze nie ruszałem się z miejsca, nie spuszczając wzroku z najbliższych osób. Fale uderzały o burtę, szumiały, statkiem znowu zakołysało - zdecydowanie nie było stabilnie. Wtem padła informacja o skałach - krótki komunikat, kilka wymienionych spojrzeń. Usłyszałem, jak Geraldine mówi, żebym szedł za nią. Kołysanie nie ustawało, ale kiedy trafił się moment względnej stabilności, ruszyłem za Yaxley. Nie musiała powtarzać - wystarczyło krótkie „chodź”, żeby wiedzieć, co mam robić. Kiwnąłem głową, nawet nie patrząc jej w oczy, i ruszyłem za nią, bez słowa, bez zbędnych pytań, po prostu szedłem, krok za krokiem, trzymając się prosto, pewnie, wciąż spokojny i zdystansowany. Milczenie było teraz najlepszą formą komentarza. Nie musiałem nic dodawać, nie miałem też zamiaru zionąć gniewem albo uważać się za ważniejszego lub lepiej poinformowanego, niż byłem. Nie było powodu. Była robota do zrobienia - cała reszta nie miała znaczenia. Planowałem stanąć przy rufie, do której prowadziła nas Geraldine i spojrzeć przed siebie.
Percepcja (◉◉◉○○) - obserwuję wodę od strony rufy
Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)