10.07.2025, 10:35 ✶
Pozwolił sobie na lekki, wciąż jednak oficjalny uśmiech, zaś dłonią wskazał miejsce przed sobą, które w myśl tego gestu i jego intencji miał rychło zająć jego gość. Jego potencjalny asystent.
Lisa była z oczywistych względów niezastąpiona i obaj mężczyźni raczej mieli tą świadomość dociążającą barki tego, którego realnie dotknęła ta strata oraz jego rozmówcę, który na tej stracie chciał skorzystać. Asystentka Shafiq'a towarzyszyła mu od początków jego kariery politycznej, będąc za dnia wiernym i lojalnym pracownikiem, a nocą wierną i lojalną kochanką jego małżonki. O tym drugim lawendowym układzie wiedzieli tylko jego najbliżsi przyjaciele, Anthony wszak komuś musiał pochwalić się idealną umową małżeńską, swoim własnym rozsądkiem i wyczuciem, w którym nie skazywał związanej z nim kobiety na małżeńską obojętność i brak ciepła w łożu. To nie było jego ciepło, ale był to układ na który oboje się zgadzali. Wraz ze śmiercią Edith przed laty, Anthony spodziewał się odejścia Lisy, ta jednak pozostała u jego boku, sprawdzając się wybornie jako osobisty sekretarz, który zawiadywał jego życiem, nosił w sercu wszystkie jego sekrety i w pewien sposób nadzorował, aby wszystko działało zgodnie z jego myślą.
A teraz nic nie działało zgodnie z jego myślą i jako człowiek nawykły do posiadania kontroli bardzo, bardzo cierpiał tej kontroli pozbawiony.
Dzisiejsza rozmowa rekrutacyjna może nie powinna się odbyć. Jeszcze nie powinna się odbyć. Powinien oficjalnie ogłosić konkurs, zebrać kandydatów, podzielić cały proces na poszczególne etapy. Potrzebował diamentu. I to już oszlifowanego, produktu ostatecznego, który spełni jego wyśrubowane standardy, jednocześnie udźwignie żałobę i fakt, że nie był Lisą.
A jednak, zdecydował się nawet w pewnej niedyspozycji przyjąć Lazarusa na rozmowę - głównie z dwóch powodów. Pierwszy: wspólna przeszłość. Nie był pewien na ile zawarta o tym wzmianka w liście jest uprzejmym przypomnieniem, na ile zaszytą groźbą, ale może nie powinien być aż takim paranoikiem. Drugi: doceniał proaktywność, doceniał inicjatywę, a wychodziło na to że rudowłosy czarodziej nie był jej pozbawiony. Nienaganna służba. Kilka przydatnych umiejętności - zwłaszcza w kontekście otrzymywania niepokojących paczek i listów, które mogłyby być wysyłane przez coraz mniej przychylnych mu odbiorców. W końcu... i tak był już pracownikiem Departamentu. W grę wchodziło po prostu przeniesienie wewnątrz Organu, co od strony formalnej było niemal banalne do zorganizowania. Ostatni aspekt oczywiście stanowił tylko niewielkie udogodnienie, wobec poprzednich punktów. Jeszcze tylko...
– Panie Lovegood, zanim zaczniemy naszą rozmowę, pozwolę sobie zapytać... Czy pojął pan sztukę oklumencji? Nie jest ona zbyt powszechna, szczególnie przez wzgląd na fakt, że nie została dopisana do podstawy programowej placówek edukacyjnych. Jest to jednak dla mnie warunek konieczny, aby w ogóle rozpatrywać pana kandydaturę, a... cóż, nie chwalimy się takimi umiejętnościami obok składanego podpisu na liście, czyż nie? – uśmiech niejako się rozszerzył. Może gdyby prowadzili tę rozmowę tydzień temu, zaproponowałby coś do picia, odbył całą urzędniczą grę wstępną, nim to pytanie w ogóle by padło. Teraz... zwyczajnie brakowało mu czasu na takie zabawy. Był jednak na tyle uprzejmy, że przestał przeglądać papierzyska, a rozsiadł się wygodniej we własnym fotelu, wspierając łokcie o oparcia i splatając palce przed sobą. Stalowe oczy ofiarowały rekrutowanemu całą uwagę Anthony'ego, który zdawał się teraz prześwietlać osobę przed nim. Może gdyby Jonathan tu był, łagodziłby nieco ów chłód, rozładował napięcie bardziej trafionym żartem. Może gdyby Jonathan tu był, ale go nie było.
Lisa była z oczywistych względów niezastąpiona i obaj mężczyźni raczej mieli tą świadomość dociążającą barki tego, którego realnie dotknęła ta strata oraz jego rozmówcę, który na tej stracie chciał skorzystać. Asystentka Shafiq'a towarzyszyła mu od początków jego kariery politycznej, będąc za dnia wiernym i lojalnym pracownikiem, a nocą wierną i lojalną kochanką jego małżonki. O tym drugim lawendowym układzie wiedzieli tylko jego najbliżsi przyjaciele, Anthony wszak komuś musiał pochwalić się idealną umową małżeńską, swoim własnym rozsądkiem i wyczuciem, w którym nie skazywał związanej z nim kobiety na małżeńską obojętność i brak ciepła w łożu. To nie było jego ciepło, ale był to układ na który oboje się zgadzali. Wraz ze śmiercią Edith przed laty, Anthony spodziewał się odejścia Lisy, ta jednak pozostała u jego boku, sprawdzając się wybornie jako osobisty sekretarz, który zawiadywał jego życiem, nosił w sercu wszystkie jego sekrety i w pewien sposób nadzorował, aby wszystko działało zgodnie z jego myślą.
A teraz nic nie działało zgodnie z jego myślą i jako człowiek nawykły do posiadania kontroli bardzo, bardzo cierpiał tej kontroli pozbawiony.
Dzisiejsza rozmowa rekrutacyjna może nie powinna się odbyć. Jeszcze nie powinna się odbyć. Powinien oficjalnie ogłosić konkurs, zebrać kandydatów, podzielić cały proces na poszczególne etapy. Potrzebował diamentu. I to już oszlifowanego, produktu ostatecznego, który spełni jego wyśrubowane standardy, jednocześnie udźwignie żałobę i fakt, że nie był Lisą.
A jednak, zdecydował się nawet w pewnej niedyspozycji przyjąć Lazarusa na rozmowę - głównie z dwóch powodów. Pierwszy: wspólna przeszłość. Nie był pewien na ile zawarta o tym wzmianka w liście jest uprzejmym przypomnieniem, na ile zaszytą groźbą, ale może nie powinien być aż takim paranoikiem. Drugi: doceniał proaktywność, doceniał inicjatywę, a wychodziło na to że rudowłosy czarodziej nie był jej pozbawiony. Nienaganna służba. Kilka przydatnych umiejętności - zwłaszcza w kontekście otrzymywania niepokojących paczek i listów, które mogłyby być wysyłane przez coraz mniej przychylnych mu odbiorców. W końcu... i tak był już pracownikiem Departamentu. W grę wchodziło po prostu przeniesienie wewnątrz Organu, co od strony formalnej było niemal banalne do zorganizowania. Ostatni aspekt oczywiście stanowił tylko niewielkie udogodnienie, wobec poprzednich punktów. Jeszcze tylko...
– Panie Lovegood, zanim zaczniemy naszą rozmowę, pozwolę sobie zapytać... Czy pojął pan sztukę oklumencji? Nie jest ona zbyt powszechna, szczególnie przez wzgląd na fakt, że nie została dopisana do podstawy programowej placówek edukacyjnych. Jest to jednak dla mnie warunek konieczny, aby w ogóle rozpatrywać pana kandydaturę, a... cóż, nie chwalimy się takimi umiejętnościami obok składanego podpisu na liście, czyż nie? – uśmiech niejako się rozszerzył. Może gdyby prowadzili tę rozmowę tydzień temu, zaproponowałby coś do picia, odbył całą urzędniczą grę wstępną, nim to pytanie w ogóle by padło. Teraz... zwyczajnie brakowało mu czasu na takie zabawy. Był jednak na tyle uprzejmy, że przestał przeglądać papierzyska, a rozsiadł się wygodniej we własnym fotelu, wspierając łokcie o oparcia i splatając palce przed sobą. Stalowe oczy ofiarowały rekrutowanemu całą uwagę Anthony'ego, który zdawał się teraz prześwietlać osobę przed nim. Może gdyby Jonathan tu był, łagodziłby nieco ów chłód, rozładował napięcie bardziej trafionym żartem. Może gdyby Jonathan tu był, ale go nie było.