10.07.2025, 14:13 ✶
Stałem oparty o blat, z jedną ręką opartą na drewnianej krawędzi, drugą luźno zwieszoną wzdłuż uda, trzymając się raczej na uboczu względem reszty towarzystwa - przynajmniej w tym momencie - nie przeszkadzałem im, mieli swoje słowa do wypowiedzenia, powitania i tak dalej. Gdy Erik spytał w końcu, co właściwie ma się tu aktywować, uniosłem brew, ale nadal pozwoliłem Norze odpowiedzieć pierwszej. Było w tym coś naturalnego, skoro to było jej miejsce, jej kawiarnia, więc także jej problem do opisania. Mój dopiero do rozwiązania.
- Postalam szię ją dziś zdjąś. - Dorzuciłem spokojnie. - Ale zanim to zlobię, muszę zlozumieś, na czym dokładnie polega. Nie chcę obelwaś lykoszetem albo zostawiś czegoś, co wlósi za miesiąc. Takie szeszy lubią wlacaś, jak szię je potlaktuje byle jak. - Wyjaśniłem. Poprawiłem pasek torby, która stała obok mnie, i westchnąłem cicho, bo sam temat wcale nie był taki prosty.
- Swoją dlogą... - Dodałem, patrząc na Erika, który wyglądał, jak gdyby próbował ogarnąć w głowie całość sytuacji. - Poszaly Londynu były… Dziwne. Pszedalły szię pszes zabespieczenia, któle nolmalnie powinny powstszymaś nawet największy ogień, a jednak nic ich nie powstszymało, więs nie zdziwiłbym szię, gdyby to, co tu siedzi, było mocniejsze, nisz wygląda. Cokolwiek podsycało ogień, nie mogło byś niczym zwykłym. W mieście zostało po tym spolo takich plesentów, jak ten.
Po chwili, przypominając sobie o tej konieczności, wyciągnąłem dłoń w stronę Longbottoma w spokojnym, prostym geście. Nie musiałem robić z tego wielkiego przedstawienia, ale skoro i tak mieliśmy spędzić razem wieczór, warto było być formalnym, chociaż przez moment.
- Benjy Fenwick. - Przedstawiłem się. - Zajmuję szię klątwami, zaklęciami ochlonnymi, czasem innymi cudami, któlych nikt inny nie chce luszaś.
Oparłem się znów wygodniej o blat, rozluźniłem ramiona i zerknąłem na Norę, która zaczęła coś kroić na desce. Kolorowe drinki, jak to obiecywała, rzeczywiście miały być barwne.
- Potszebujes pomocy s tym wsystkim? Pokloiś coś, oblaś, podaś…? - Zapytałem, wskazując brodą na owoce i butelki, które pojawiły się na blacie. - Skolo i tak czekamy, mogę szię zamieniś w pomoc kuchenną. Chyba, sze wolisz, szebym stał i wyglądał ładnie, ale do tego akurat ślednio szię nadaję. - Zerknąłem na deskę, gdzie piętrzyły się klejące kawałki owoców, a potem z powrotem na nią. Mogłem obrać jakieś cytrusy albo posiekać inne zielsko, które miało zrobić z tego wszystkiego drinka, który faktycznie zasługiwał na miano kolorowego. Spojrzałem na Norę przez ramię, unosząc brew w pytającym geście.
- Postalam szię ją dziś zdjąś. - Dorzuciłem spokojnie. - Ale zanim to zlobię, muszę zlozumieś, na czym dokładnie polega. Nie chcę obelwaś lykoszetem albo zostawiś czegoś, co wlósi za miesiąc. Takie szeszy lubią wlacaś, jak szię je potlaktuje byle jak. - Wyjaśniłem. Poprawiłem pasek torby, która stała obok mnie, i westchnąłem cicho, bo sam temat wcale nie był taki prosty.
- Swoją dlogą... - Dodałem, patrząc na Erika, który wyglądał, jak gdyby próbował ogarnąć w głowie całość sytuacji. - Poszaly Londynu były… Dziwne. Pszedalły szię pszes zabespieczenia, któle nolmalnie powinny powstszymaś nawet największy ogień, a jednak nic ich nie powstszymało, więs nie zdziwiłbym szię, gdyby to, co tu siedzi, było mocniejsze, nisz wygląda. Cokolwiek podsycało ogień, nie mogło byś niczym zwykłym. W mieście zostało po tym spolo takich plesentów, jak ten.
Po chwili, przypominając sobie o tej konieczności, wyciągnąłem dłoń w stronę Longbottoma w spokojnym, prostym geście. Nie musiałem robić z tego wielkiego przedstawienia, ale skoro i tak mieliśmy spędzić razem wieczór, warto było być formalnym, chociaż przez moment.
- Benjy Fenwick. - Przedstawiłem się. - Zajmuję szię klątwami, zaklęciami ochlonnymi, czasem innymi cudami, któlych nikt inny nie chce luszaś.
Oparłem się znów wygodniej o blat, rozluźniłem ramiona i zerknąłem na Norę, która zaczęła coś kroić na desce. Kolorowe drinki, jak to obiecywała, rzeczywiście miały być barwne.
- Potszebujes pomocy s tym wsystkim? Pokloiś coś, oblaś, podaś…? - Zapytałem, wskazując brodą na owoce i butelki, które pojawiły się na blacie. - Skolo i tak czekamy, mogę szię zamieniś w pomoc kuchenną. Chyba, sze wolisz, szebym stał i wyglądał ładnie, ale do tego akurat ślednio szię nadaję. - Zerknąłem na deskę, gdzie piętrzyły się klejące kawałki owoców, a potem z powrotem na nią. Mogłem obrać jakieś cytrusy albo posiekać inne zielsko, które miało zrobić z tego wszystkiego drinka, który faktycznie zasługiwał na miano kolorowego. Spojrzałem na Norę przez ramię, unosząc brew w pytającym geście.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)