10.07.2025, 14:40 ✶
– Och em... to nic takiego ee.. dziękuję? – opanowanie pani Burke robiło na niej adekwatne wrażenie, zgodne zapewne z oczekiwaniami. Nie musiała nawet za bardzo udawać, no nikt jej nie mówił, że znajomość z nią była zajmująca, a że w swoich rodzinnych stronach raczej była uważana za dziwaka i odszczepieńca, komplement Ceo przykleił się do jej mózgu z zaskakującą wręcz skutecznością.
– Tak aa em... no ja je trzymam w ukryciu! – zareagowała może nazbyt żywiołowo na tę sugestię, a z każdym kiwnięciem głową kędziorki radośnie sprężynowały na nieco pustej choć utalentowanej głowie. – Zasadniczo to nikt o nich nie wie i w ogóle w Rejwachu to jestem ee... jestem Nico. A nie Keyleth. Tak. Ale bardzo mi zależy na tym amulecie. Bardzo bardzo. Pani widzi, ja mogę odpracować znalezienie go i no...
Gdy tylko zaś padły propozycje współpracy, może nie policzki spąsowiały, ale z pewnością oczy zeszkliły się nieukrywną radością. – Ale tak serio? Serio serio? – prawie że klasnęła w ręce, niezwykle rada z takiego obrotu spraw. – Ja się bardzo nie zastanawiam nad stanem prawnym, to nie jest absolutnie na moją głowę. – Dodała już nieco bardziej szelmowsko i rezolutnie, pilnując się by nie oddychać zbyt głeboko i by przypadkiem swojej dobrodziejce nie nakaszleć w twarz, gdyby tylko dym z jej fajki połaskotał gardło zbyt mocno. Współpraca! To brzmiało jak dobra okazja, bo trochę Keyleth nie była dobra w wietrzeniu dobrych okazji, a często też jak te jej się zdarzały, to mogła się o nie potknąć i ich nie zauważyć. Kieszonkowa działalność pomagała przetrwać podróż, poznała się też i trochę na zamkach i zabezpieczeniach, ale no... Zdecydowanie nie była mózgiem operacji. Prędzej dłońmi. Albo łapkami...
– Tak aa em... no ja je trzymam w ukryciu! – zareagowała może nazbyt żywiołowo na tę sugestię, a z każdym kiwnięciem głową kędziorki radośnie sprężynowały na nieco pustej choć utalentowanej głowie. – Zasadniczo to nikt o nich nie wie i w ogóle w Rejwachu to jestem ee... jestem Nico. A nie Keyleth. Tak. Ale bardzo mi zależy na tym amulecie. Bardzo bardzo. Pani widzi, ja mogę odpracować znalezienie go i no...
Gdy tylko zaś padły propozycje współpracy, może nie policzki spąsowiały, ale z pewnością oczy zeszkliły się nieukrywną radością. – Ale tak serio? Serio serio? – prawie że klasnęła w ręce, niezwykle rada z takiego obrotu spraw. – Ja się bardzo nie zastanawiam nad stanem prawnym, to nie jest absolutnie na moją głowę. – Dodała już nieco bardziej szelmowsko i rezolutnie, pilnując się by nie oddychać zbyt głeboko i by przypadkiem swojej dobrodziejce nie nakaszleć w twarz, gdyby tylko dym z jej fajki połaskotał gardło zbyt mocno. Współpraca! To brzmiało jak dobra okazja, bo trochę Keyleth nie była dobra w wietrzeniu dobrych okazji, a często też jak te jej się zdarzały, to mogła się o nie potknąć i ich nie zauważyć. Kieszonkowa działalność pomagała przetrwać podróż, poznała się też i trochę na zamkach i zabezpieczeniach, ale no... Zdecydowanie nie była mózgiem operacji. Prędzej dłońmi. Albo łapkami...