Stella potrafiła wzbudzić w drugiej osobie zainteresowanie, szczególnie kiedy chodziło o mężczyzn. Wiedziała w jaki sposób się do nich zwracać, żeby nie potrafili jej odmówić. Zadziałało to i tym razem. Uśmiechnęła się do siebie widząc, że Darcy nie zamierza ich opuścić. Razem powinno im się szybciej udać poradzić z problematycznym kotem. Nie to, żeby on miał wykonać całą robotę, chociaż chyba dokładnie o to chodziło pannie Avery - żeby nie ubrudzić sobie rąk. Zresztą nawet jeśli by chciała, była niemalże pewna, że by się połamała próbując wspiąć się na ten parapet.
- Wspaniale, widać na pierwszy rzut oka, że z Pana prawdziwy dżentelmen. - Musiała jeszcze podbudować jego ego, w końcu nie chciała, żeby przypadkiem zrezygnował, choć właściwie to wątpiła w to, że by je tu zostawił. - Widzisz maleństwo, pan nam pomoże, na pewno uda nam się złapać kota.- Zwróciła się jeszcze do dziewczynki, bo przecież to ona była tutaj najważniejsza, to ona potrzebowała pomocy.
Avery przyglądała się uważnie, jak Darcy wyczarowywał schodek, następnie wspinał się w kierunku kota. Jeszcze chwila, moment i będzie po problemie. Nie było to chyba tak trudne, jak się jej na początku wydawało. Najważniejsze, że sama nie musiała się specjalnie angażować - nie mogło pójść lepiej, wszyscy powinni być zadowoleni z takiego rozwoju sytuacji.
Wtedy wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Stella ledwie mrugnęła, a zobaczyła kocura, który leciał w jej kierunku. Najwyraźniej był bardzo płochliwym stworzeniem, skoro tak zareagował na próbę zdjęcia go przez Lockharta. Nie zdążyła się odsunąć. Kocur wylądował na jej głowie. - AAAAA. - Wydała z siebie głosny pisk. Nie była przygotowana na to, że kot postanowi skoczyć jej na głowę. - Odczep się ode mnie ty krwiożercza bestio. - Próbowała ściągnąć stworzenie ze swojej twarzy, nie chciała, żeby ją podrapał. Nie daj Merlinie, żeby zostały jej po tym spotkaniu jakieś blizny na twarzy, bo tego to by nie przeżyła.