Niech to okaże się zwykłym snem. Kiedy się obudzę, niech wszystko wróci do normy. Niech to będzie po prostu kolejny koszmar, o którym zaraz zapomnę, mógłby myśleć tej felernej nocy, bezpieczny w domu ojca chrzestnego, gdyby miał szansę na sen. Nie mógł zasnąć, a może nawet nie próbował... Smród spalenizny wdzierał się do nozdrzy i drażnił płuca, a otaczające go dźwięki jakby nabrały mocy, nie pozwalając na odpoczynek.
Nie powiedział nikomu, że wychodzi. Nie był pewien, czy reszta była jeszcze w łóżkach, kiedy zamykał za sobą drzwi - wiedział jedynie, że Benji jeszcze spał, skulony w swoim posłaniu - i może powinien był komuś powiedzieć, że zamierzał wyjść, że zamierzał wrócić do mieszkania na Horyzontalnej, ale, cóż, nie zrobił tego. Po prostu wstał i wyszedł, z dziwnym poczuciem, że musiał tam iść. Nawet jeśli jego matka zapowiedziała, że sama się tam wybierze, by obejrzeć szkody.
Mijał ludzi, rozpaczających po stratach wrześniowej nocy. Mijał ludzi, próbujących stanąć na nogi i przywołać do siebie lepsze jutro. Te szerokie uśmiechy, donośne śmiechy, gestykulacja i żwawe ruchy nie były jednak na tyle autentyczne, by przekonać do nich więcej, niż zaledwie kilka osób. Wszędobylski dym ciążył na barkach.
Zamiast przed kamienicą, w której od kilku lat mieszkał ze swoją rodziną, znalazł się przed zupełnie innym budynkiem.
Anthony...
Nogi powiodły go przed wejście, ręka uniosła się, by zapukać, ale zatrzymała się dosłownie milimetry od drzwi. Czy powinien? Może Anthony chciał odpocząć? Może chciał zostać teraz sam, z myślami głośniejszymi od ciszy i bez niepotrzebnej publiki dla własnych uczuć? Czuł jednak, że musiał...
Musiał?
Chciał zobaczyć się z wujem. Upewnić się, że... Że ta noc nie sięgnęła po niego, kiedy inni nie widzieli. Że wciąż był.
-Wuju - na moment zamarł, wstrząśnięty wyglądem wuja, dopóki Anthony nie zaniósł się kaszlem. -Wszystko w porządku? Przynieść ci wody?
Został wpuszczony do apartamentu, który jednocześnie pasował do Shafiqa, ale z drugiej, strony ten cały syf sprawiał wrażenie więzienia dla porządku wuja.
-Przepraszam, że nachodzę cię bez zapowiedzi, ale... To- to nie jest krew? - plama na twarzy, ramionach i we włosach Anthony'ego miały kolor podobny do szkolnej szaty Electry; do koloru róż, którymi tak bardzo zachwycały się dziewczyny, a dla niego wyglądały dziwnie; do krwi, ale nie do końca wyglądały, jak plamy krwi. -Co się stało?
Przytaknął powoli na wieść o towarzyszach Anthony'ego.
-Tak, my... Wszystko z nami w porządku... Zatrzymaliśmy się w domu wujka Jonathana, dopóki nie odnowimy mieszkania - powiedział, ściszając odrobinę głos. -Może powinieneś usiąść...
!Strach przed imieniem