13.07.2025, 05:08 ✶
Bertie rozumiał zażyłości, jakimi było w stanie darzyć się przedmioty. Szczególnie te stare, które wiązały człowieka z niewielkimi odpryskami przeszłości, które wydawały się bliskie sercu i ogrzewały je swoim ciepłem. Sam należał do tych, którzy cenili sobie pamiątki i nawet jeśli nie zasypywał półek ich całymi górami, to większość przedmiotów w jego dworku nosiła ze sobą jakąś historię. Nie mógł niestety pochwalić się niczym, co wiązałoby go z dzieciństwem, bo to wcale nie należało do najprzyjemniejszych. Nie kiedy spędzało się je w sierocińcu, bez bliskości rodziny, a szkolne mury zawsze nosiły ze sobą widmo powrotu do pozbawionego rodzinnego ciepła budynku w czasie wakacji.
Ten kotek, ten po którego wdarła się tutaj Primrose, wyrażał w jego mniemaniu więcej niż tysiąc słów. Oczywiście, w aktualnej sytuacji, kiedy szarpały nim jakże sprzeczne emocje, całość wydawała się absurdem, ale gdyby tylko mogli przyśpieszyć czas i znaleźć się w bezpiecznym miejscu? Z ciepłym uśmiechem powiedziałby jej, że rozumie - nawet jeśli pewnie takich słów wcale od niego nie potrzebowała. Ba, może nawet obwiniała go nieco o to, że jej dom płonął, w końcu wcale nie należał do jakiejś bogatej, dobrze urodzonej arystokracji, a jego poglądy... cóż, były dobrze znane, przez niektórych potępiane i na niego również ściągnęły tego wieczoru problemy.
Próbował ją podnieść, ale niestety, było tak cholernie gorąco że pot lał mu się z czoła i wślizgnął do oczu, a on w wyniki wszystkiego co sprzeniewierzyło się przeciwko niemu - wylądował na ziemi. Nie, nie na ziemi, na stercie jakichś ubrań od czego zrobiło mu się jeszcze bardziej gorąco. Nawet nie ze wstydu, a z faktu jak blisko ognia się w tym momencie znalazł. Poderwał się, dłońmi trzepiąc spodnie, chcąc w ten sposób zapobiec wszelkiemu samozapłonowi. Było dobrze, no dobrze - nie było źle. Obydwoje żyli, ogień się palił, owszem, ale mogli teraz uciec, zapomnieć o tym przewróceniu i... i wtedy Bertie sobie uświadomił, ze Primrose wcale się nie podniosła, tylko dalej grzebała w stercie tlących się ubrań.
Bott uczynił znak ku czci Matki, jakby właśnie stał się najgorliwszym jej wyznawcą, a potem obiecał bogini, że jeśli nie pozwoli im umrzeć to pojawi się na najbliższej mszy.
Odetchnął szybko, a potem znowu spróbował złapać Primrose, unieść ją w powietrze i porwać stąd, żeby wynieść ją z palącego się domu. Pal licho kotka - niestety dla pluszaka, ale jego pani najwyraźniej była w takim stanie że była w stanie spłonąć żywcem, byleby tylko zrealizować cokolwiek co właśnie miała w głowie.
//błagam rzucie na af i podniesienie prim, udaj się xD
Ten kotek, ten po którego wdarła się tutaj Primrose, wyrażał w jego mniemaniu więcej niż tysiąc słów. Oczywiście, w aktualnej sytuacji, kiedy szarpały nim jakże sprzeczne emocje, całość wydawała się absurdem, ale gdyby tylko mogli przyśpieszyć czas i znaleźć się w bezpiecznym miejscu? Z ciepłym uśmiechem powiedziałby jej, że rozumie - nawet jeśli pewnie takich słów wcale od niego nie potrzebowała. Ba, może nawet obwiniała go nieco o to, że jej dom płonął, w końcu wcale nie należał do jakiejś bogatej, dobrze urodzonej arystokracji, a jego poglądy... cóż, były dobrze znane, przez niektórych potępiane i na niego również ściągnęły tego wieczoru problemy.
Próbował ją podnieść, ale niestety, było tak cholernie gorąco że pot lał mu się z czoła i wślizgnął do oczu, a on w wyniki wszystkiego co sprzeniewierzyło się przeciwko niemu - wylądował na ziemi. Nie, nie na ziemi, na stercie jakichś ubrań od czego zrobiło mu się jeszcze bardziej gorąco. Nawet nie ze wstydu, a z faktu jak blisko ognia się w tym momencie znalazł. Poderwał się, dłońmi trzepiąc spodnie, chcąc w ten sposób zapobiec wszelkiemu samozapłonowi. Było dobrze, no dobrze - nie było źle. Obydwoje żyli, ogień się palił, owszem, ale mogli teraz uciec, zapomnieć o tym przewróceniu i... i wtedy Bertie sobie uświadomił, ze Primrose wcale się nie podniosła, tylko dalej grzebała w stercie tlących się ubrań.
Bott uczynił znak ku czci Matki, jakby właśnie stał się najgorliwszym jej wyznawcą, a potem obiecał bogini, że jeśli nie pozwoli im umrzeć to pojawi się na najbliższej mszy.
Odetchnął szybko, a potem znowu spróbował złapać Primrose, unieść ją w powietrze i porwać stąd, żeby wynieść ją z palącego się domu. Pal licho kotka - niestety dla pluszaka, ale jego pani najwyraźniej była w takim stanie że była w stanie spłonąć żywcem, byleby tylko zrealizować cokolwiek co właśnie miała w głowie.
//błagam rzucie na af i podniesienie prim, udaj się xD
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!