Miała nadzieję, że do tego nie dojdzie – do tego konfliktu, który wyraźnie wybuchnął pośród zebranych na statku ludzi, ale nie była też zaskoczona takim obrotem sprawy. Tam, gdzie zbierali się ludzie o silnych charakterach, prędzej czy później dochodziło do spięć, zwłaszcza, jeśli przyświecał im inny cel… Nie, nie inny cel – bo ten mieli taki sam: w jakiś sposób zrobić porządek z potencjalnym zagrożeniem na morzu. To droga do tego celu była inna. Wyłapała pytające, zmieszane spojrzenie Hestii posłane w jej stronę, lecz nie było już czasu na wyjaśnienia, bo na pokładzie powstało zamieszanie w związku ze skałami widocznymi w oddali. Czy raczej „skałami”.
– Z drugiej strony czysto! – krzyknęła, słysząc najpierw potwierdzenie od strony Laurenta. Potem statkiem szarpnęło, gdy ten zaczął gwałtownie skręcać, a Victoria, zupełnie nieprzywykła do takich warunków, bardzo próbowała nie stracić równowagi i dość odruchowo wyciągnęła ręce, usiłując przytrzymać się burty.
// Rzut na Aktywność fizyczną ◉◉◉○○ – utrzymanie równowagi
Sukces!
To prawda, że węże mogły być spłoszone. Mogły ich wyczuć z oddali i próbować ich przestraszyć udając skały – zupełnie tak, jak przestraszony kot się napuszał, jeżył sierść, stawiał ogon i wyginał grzbiet w łuk, by udać większego, niż jest w rzeczywistości.
– Ile ich jest, jeden? – Victoria porzuciła drugą burtę, po której stronie nie widziała żadnego zagrożenia, by dołączyć do reszty ekipy, tym razem już z różdżką w ręce, w gotowości. Spojrzała przy tym na Leviathana – jasne, mogła mu pomóc, ale bez mapy to mogła co najwyżej poślinić sobie palec, wystawić go i powiedzieć, że wiatr to wieje z lewej na prawo. Poza tym, była tu przede wszystkim po to, by czuwać nad bezpieczeństwem osób znajdujących się na statku. – Gdzie były widziane ostatnio? – tu już zwróciła się do reszty załogi statku. Kapitan na początku mówił im, że do celu ich podróży, a więc tam, gdzie były widziane, jest kilka godzin…. A to z pewnością kilka godzin nie było.