13.07.2025, 20:36 ✶
To właśnie był cały problem z wampirami! Ich rozmyślania nie kończył się na dniach i tygodniach. O nie! One latami wbijały sobie myśli do głowy, domniemania stawały się przekonaniami, stawały się FAKTAMI. Tak jak teraz wczepiony w kobietę nieszczęśnik wbijał sobie do głowy przez ostatnią dekadę, że zarozumiały angielski ambasador jest jego szczęściem, bez którego nic nie ma sensu. Jak mógłby tak nagle zmienić zdanie?!
Kiedy więc był tego szczęścia pozbawiony dożywotnio, kiedy każdy kontakt ze światem sprawiał ból, wtedy czekanie na świt wydawało się być absolutną oczywistością.
– Nie wiem z kim – przyznał otwarcie, nie musząc przecież już dużo bardziej eksponować jak samotne i żałosne było jego dotychczasowe życie. Byli oczywiście ludzie... pojedyncze istnienia. Zbyt podobni do niego, za bardzo przywołujący bolesne wspomnienia infekujące egzystencje. Na szczęście ona już dogasała i rzeczywiście było coś przyjemnego w myśli, że w tych ostatnich chwilach osamotnienie i brak zrozumienia łagodniało, wyciszało się. Czuł, że nie był sam. Czuł pod głową, pod dłonią, czuł obok wszystkimi zmysłami obecność, która tak bardzo pomogła myślom w końcu przestać kaleczyć duszę.
Melodia trwała i on trwał w niej.
Wspólny oddech dyktowany prawami prowadzonej frazy, wyciszał go dając coś, czego nie doświadczył od tak dawna. Spokój w jego głowie rozlewał się na wiotczejące ciało, ciemność okrywała ból w łagodności cichego poszumu drzew pochylających się nad rezydencją.
Przestał oddychać, przestał myśleć, przestał czuć. Upragniona nicość była słodsza, niż mógł przypuszczać.
Mogła zdać sobie sprawę z tego, że zasnął, gdy jego głowa stała się dziwnie ciężka, a potem przy lekkim tylko popchnięciu osunęła się wraz z tułowiem, by uczynić z jej uda poduszkę, a z podłogi swoje łóżko.
Kiedy więc był tego szczęścia pozbawiony dożywotnio, kiedy każdy kontakt ze światem sprawiał ból, wtedy czekanie na świt wydawało się być absolutną oczywistością.
– Nie wiem z kim – przyznał otwarcie, nie musząc przecież już dużo bardziej eksponować jak samotne i żałosne było jego dotychczasowe życie. Byli oczywiście ludzie... pojedyncze istnienia. Zbyt podobni do niego, za bardzo przywołujący bolesne wspomnienia infekujące egzystencje. Na szczęście ona już dogasała i rzeczywiście było coś przyjemnego w myśli, że w tych ostatnich chwilach osamotnienie i brak zrozumienia łagodniało, wyciszało się. Czuł, że nie był sam. Czuł pod głową, pod dłonią, czuł obok wszystkimi zmysłami obecność, która tak bardzo pomogła myślom w końcu przestać kaleczyć duszę.
Melodia trwała i on trwał w niej.
Wspólny oddech dyktowany prawami prowadzonej frazy, wyciszał go dając coś, czego nie doświadczył od tak dawna. Spokój w jego głowie rozlewał się na wiotczejące ciało, ciemność okrywała ból w łagodności cichego poszumu drzew pochylających się nad rezydencją.
Przestał oddychać, przestał myśleć, przestał czuć. Upragniona nicość była słodsza, niż mógł przypuszczać.
Mogła zdać sobie sprawę z tego, że zasnął, gdy jego głowa stała się dziwnie ciężka, a potem przy lekkim tylko popchnięciu osunęła się wraz z tułowiem, by uczynić z jej uda poduszkę, a z podłogi swoje łóżko.