13.07.2025, 20:53 ✶
Rzut na zawalenie się krzesła z powodu zawady gigantXD
– Jest dorosły i nie umierający, więc nie sądzę, żebym musiał informować jego rodziców… a poza tym w problemy wpadniemy tylko, jeżeli postanowiłby złożyć zawiadomienie.
Jeśli szło o Cathala, to było prawdą, że nie chciałby, aby informowano jego krewnych z powodów czysto egoistycznych. Nie chodziło o to, że wolał ich nie martwić: nie, nie chciał żadnego zamieszania, pretensji, skakania nad nim czy, o zgrozo, pytań o to, czy przypadkiem nie zaniedbał kwestii bezpieczeństwa i Nie Potrzebuje Tutaj Wsparcia Starszych Krewnych. Gdyby na wykopaliskach pojawiło się jeszcze ze dwóch Shafiqów, istniała realna groźba, że Cathal dokonałby jakieś morderstwa. To nie tak, że nie lubił swojej rodziny. Niektórych jej członków szanował, paru darzył pewną sympatią, kilku chętnie utopiłby w łyżeczce zimnej wody, czyli jak w typowej rodzinie. Ale Shafiqowie mieli jego zdaniem taki styl, że należało ich na ogół trzymać od siebie w pewnej odległości, dla dobra wszystkich zainteresowanych, i dopuszczać do ograniczonych kontaktów przy okazji ustalania budżetów, wystaw w rodzinnym muzeum i wspólnych inicjatyw archeologicznych.
– Jakbym trzymał w niej rękę, to nie mógłby tutaj przyjść – odparł Cathal z żelazną logiką, chociaż w istocie bardziej chodziło o to, że zwyczajnie znudził się trzymaniem tej dłoni w misce po jakichś dwóch minutach. Nosiła go dzisiaj, a cały ten wypadek nie pomógł i spokojnie siedzenie z nic nie robieniem – które przecież czasem się mu zdarzało, zwłaszcza gdy przytłaczał do nadmiar bodźców – zdawało mu się nie do zniesienia. – Zmieniasz temat z urlopu? Zaczynam się martwić, Ginny.
Przecież krótką odpowiedź „nie, dzięki, mamy teraz za dużo pracy” przyjąłby bez większych protestów. Brak odpowiedzi natomiast był już czymś, co w połączeniu z jej ogólnym zachowaniem trochę niepokoiło. I to mimo tego, że Cathal nie był kimś, kto miał skłonności do zamartwiania się.
Złapał się posłusznie jedną ręką blatu, drugą brzegu krzesła, myśląc o tym, jak idiotycznie musi to wyglądać, ale decydując, że nie będzie dyskutować z medykiem. Problem w tym…
…problem w tym, że Cathal naprawdę był gigantem.
Zaklęcie uzdrowicielki podziałało, owszem. Rozległ się chrzęst, Cathal syknął, nos zabolał, kość wróciła na swoje miejsce. Tyle że ten chrzęst utonął w innym, głośniejszym dźwięku: mianowicie trzasku tego nieszczęsnego, za małego krzesła, które gdy Shafiqiem szarpnęło, zwyczajnie się pod nim rozpadło.
– Jest dorosły i nie umierający, więc nie sądzę, żebym musiał informować jego rodziców… a poza tym w problemy wpadniemy tylko, jeżeli postanowiłby złożyć zawiadomienie.
Jeśli szło o Cathala, to było prawdą, że nie chciałby, aby informowano jego krewnych z powodów czysto egoistycznych. Nie chodziło o to, że wolał ich nie martwić: nie, nie chciał żadnego zamieszania, pretensji, skakania nad nim czy, o zgrozo, pytań o to, czy przypadkiem nie zaniedbał kwestii bezpieczeństwa i Nie Potrzebuje Tutaj Wsparcia Starszych Krewnych. Gdyby na wykopaliskach pojawiło się jeszcze ze dwóch Shafiqów, istniała realna groźba, że Cathal dokonałby jakieś morderstwa. To nie tak, że nie lubił swojej rodziny. Niektórych jej członków szanował, paru darzył pewną sympatią, kilku chętnie utopiłby w łyżeczce zimnej wody, czyli jak w typowej rodzinie. Ale Shafiqowie mieli jego zdaniem taki styl, że należało ich na ogół trzymać od siebie w pewnej odległości, dla dobra wszystkich zainteresowanych, i dopuszczać do ograniczonych kontaktów przy okazji ustalania budżetów, wystaw w rodzinnym muzeum i wspólnych inicjatyw archeologicznych.
– Jakbym trzymał w niej rękę, to nie mógłby tutaj przyjść – odparł Cathal z żelazną logiką, chociaż w istocie bardziej chodziło o to, że zwyczajnie znudził się trzymaniem tej dłoni w misce po jakichś dwóch minutach. Nosiła go dzisiaj, a cały ten wypadek nie pomógł i spokojnie siedzenie z nic nie robieniem – które przecież czasem się mu zdarzało, zwłaszcza gdy przytłaczał do nadmiar bodźców – zdawało mu się nie do zniesienia. – Zmieniasz temat z urlopu? Zaczynam się martwić, Ginny.
Przecież krótką odpowiedź „nie, dzięki, mamy teraz za dużo pracy” przyjąłby bez większych protestów. Brak odpowiedzi natomiast był już czymś, co w połączeniu z jej ogólnym zachowaniem trochę niepokoiło. I to mimo tego, że Cathal nie był kimś, kto miał skłonności do zamartwiania się.
Złapał się posłusznie jedną ręką blatu, drugą brzegu krzesła, myśląc o tym, jak idiotycznie musi to wyglądać, ale decydując, że nie będzie dyskutować z medykiem. Problem w tym…
…problem w tym, że Cathal naprawdę był gigantem.
Zaklęcie uzdrowicielki podziałało, owszem. Rozległ się chrzęst, Cathal syknął, nos zabolał, kość wróciła na swoje miejsce. Tyle że ten chrzęst utonął w innym, głośniejszym dźwięku: mianowicie trzasku tego nieszczęsnego, za małego krzesła, które gdy Shafiqiem szarpnęło, zwyczajnie się pod nim rozpadło.