14.07.2025, 03:05 ✶
Obserwował uważnie każdy jej kolejny ruch, kiedy pochylała się nad pociemniałymi pąkami róż, które tak niepokoiły właścicieli Maida Vale, a swoim fenomenem przyciągały zwyczajnych zwiedzających, przyrodników i innych badaczy. On nie zaliczał się niestety do żadnej z tych kategorii, za kartę przetargową uznając samo zaledwie towarzystwo jego prywatnej nimfy.
Z dziwną łatwością odwrócił się do niej plecami, jakby ostentacyjnie wykonując jej polecenie na własny sposób. Po prawdzie jednak niezbyt interesowało go, co zamierzała tutaj robić, przynajmniej do momentu gdy nie stawało się to zbyt widoczne dla ewentualnych opiekunów znajdującej się tutaj flory. Gdyby chciała mu zaprezentować jakieś zwierzątko, albo okazałoby się że wszechobecna czerń nie pokrywa tylko roślin, a rozprzestrzenia się także na skórę, łuski i pióra mieszkających tutaj stowarzeń - o tak, wtedy zainteresowałby się o wiele bardziej.
Jego zainteresowanie królestwem rośli kończyło się w momencie, kiedy traciły one umiejętność jakiegoś wyższego świadomego myślenia, czyli gdzieś na nieśmiałkach. Rozumiał jednak jak najbardziej zwykłą naukową ciekawość, która pchała teraz Helloise do tak karygodnych poczynań, jak niszczenie otaczającego ich dobrostanu. Nie mógł jednak nie zastanawiać się, nawet jeśli sam nie kwapił się do badań, skąd te zmiany. Czy było to naturalne następstwo tego, co miało miejsce jeszcze w maju? Roślinność już pod koniec sierpnia zdawała się szaleć, nagle wzbijając ku górze jak opętana, przez co pokazywały się jakieś nowe odmiany, wcześniej dobrze znanych okazów. Sami w rezerwacie musieli się zmagać z nowymi krzyżówkami, które momentami wydawały się bardziej problematyczne, niż standardowe gatunki.
Można było trochę uznać, że przez ten krótki moment kiedy zwrócony był do niej plecami, stał na czatach pilnując dobrego imienia. Głównie swojego, bo mało kto już pamiętał młodziutką twarz Helloise, powiązaną z poważnym smoczym rodem, który rezydował na drugim końcu wyspy. Krótki, urwany dźwięk ostrzy sekatora, zakończył jednak stan zawieszenia i dobrą wolę Leviathana, bo zaraz po tym ten odwrócił się leniwie w kierunku kobiety, zrównując się z nią i przyglądając trzymanemu przez nią kwiatowi.
- Może o to właśnie chodzi? O cierpienie nawet w czymś tak pięknym i delikatnym jak zwykły kwiat? - spojrzał na moment na nią, zanim dotknął jej dłoni, w której ściskała kwiat i na moment uniósł ją ku górze, by samemu poświęcić róży nieco więcej uwagi. - Gdybyś tylko mogła być kwiatem, to jakiego koloru?
!Maida Vale
Z dziwną łatwością odwrócił się do niej plecami, jakby ostentacyjnie wykonując jej polecenie na własny sposób. Po prawdzie jednak niezbyt interesowało go, co zamierzała tutaj robić, przynajmniej do momentu gdy nie stawało się to zbyt widoczne dla ewentualnych opiekunów znajdującej się tutaj flory. Gdyby chciała mu zaprezentować jakieś zwierzątko, albo okazałoby się że wszechobecna czerń nie pokrywa tylko roślin, a rozprzestrzenia się także na skórę, łuski i pióra mieszkających tutaj stowarzeń - o tak, wtedy zainteresowałby się o wiele bardziej.
Jego zainteresowanie królestwem rośli kończyło się w momencie, kiedy traciły one umiejętność jakiegoś wyższego świadomego myślenia, czyli gdzieś na nieśmiałkach. Rozumiał jednak jak najbardziej zwykłą naukową ciekawość, która pchała teraz Helloise do tak karygodnych poczynań, jak niszczenie otaczającego ich dobrostanu. Nie mógł jednak nie zastanawiać się, nawet jeśli sam nie kwapił się do badań, skąd te zmiany. Czy było to naturalne następstwo tego, co miało miejsce jeszcze w maju? Roślinność już pod koniec sierpnia zdawała się szaleć, nagle wzbijając ku górze jak opętana, przez co pokazywały się jakieś nowe odmiany, wcześniej dobrze znanych okazów. Sami w rezerwacie musieli się zmagać z nowymi krzyżówkami, które momentami wydawały się bardziej problematyczne, niż standardowe gatunki.
Można było trochę uznać, że przez ten krótki moment kiedy zwrócony był do niej plecami, stał na czatach pilnując dobrego imienia. Głównie swojego, bo mało kto już pamiętał młodziutką twarz Helloise, powiązaną z poważnym smoczym rodem, który rezydował na drugim końcu wyspy. Krótki, urwany dźwięk ostrzy sekatora, zakończył jednak stan zawieszenia i dobrą wolę Leviathana, bo zaraz po tym ten odwrócił się leniwie w kierunku kobiety, zrównując się z nią i przyglądając trzymanemu przez nią kwiatowi.
- Może o to właśnie chodzi? O cierpienie nawet w czymś tak pięknym i delikatnym jak zwykły kwiat? - spojrzał na moment na nią, zanim dotknął jej dłoni, w której ściskała kwiat i na moment uniósł ją ku górze, by samemu poświęcić róży nieco więcej uwagi. - Gdybyś tylko mogła być kwiatem, to jakiego koloru?
!Maida Vale
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast