14.07.2025, 09:27 ✶
- Ta kurwa, pomóc, złodzieju jebany - być może Oliver nie otwierał oczu i właśnie pozbawił się swojego jedynego przewodnika, ale prędzej wpadnie na śmierciożercę, niż da się obrabować ze swoich ostatnich sykli. Nie należał do biedaków, ale nie można też było powiedzieć o nim, że śmierdział pieniędzmi. Każda moneta była na wagę złota (hehe), szczególnie teraz, gdy jego dom nawiedził jakiś pokurwiony dym i sadza - kto wie, ile będzie kosztowało wyczyszczenie mieszkania? O ile w ogóle się da, bo jeszcze tego nie próbował. Chciał odnaleźć siostrę, a potem iść do Kościanego, by upewnić się że z matką i dziadkiem wszystko w porządku, ale oczywiście jego pech musiał dać o sobie znać i teraz sam potrzebował pomocy.
Gdy poczuł na swoim ciele dotyk, odruchowo się wzdrygnął, bo jak Matkę kochał, nie słyszał w tym jazgocie by ktoś inny się zbliżał.
- Nie mam przy sobie za wiele, zostaw mnie - nie był doskonałym aktorem, ale wciąż myślał, że znajdował się na Nokturnie. Mógł być pod protekcją dziadka, ale wciąż miał wrogów - a poza tym był naprawdę łatwym celem, każdy mógł go okraść czy pobić, a on nie będzie w stanie wskazać sprawcy. Oliver spiął się, czując dotyk na przedramieniu. Ale nie wyszarpnął się, nie tym razem: baba. Baby były z reguły słabsze, nie? I coś w tonie głosu tej kobiety, która oferowała mu pomoc, było kojącego. Niespotykany wcześniej akcent, ale przyjemny dla ucha głos... McKinnon zmrużyłby oczy, ale nie chciał by odłamki wpadły za powieki. Zrezygnował więc z grania ofiary - tak jakby teraz w tym momencie nią nie był, prawda? - Um... Chyba tak. Nie widzę. To znaczy widzę, ale mam pełno szkła na twarzy.
Rozejrzał się, chociaż oczy nadal miał zamknięte. Bał się, nie chciał stracić wzroku. Żadna magia by mu go nie przywróciła.
- Nie wiem jak jest źle, ale boli jak diabli. Nie mogę otworzyć oczu - dodał niepewnie, odruchowo unosząc brudną od sadzy dłoń do oczu.