14.07.2025, 09:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 10:10 przez Roselyn Greengrass.)
Zerknęła w stronę Atreusa, jakby nie do końca wierzyła, że pyta się jej o to, czy ona się jakoś trzyma. Zamilkła na kilka błogich sekund, a potem po prostu wzruszyła ramionami.
- Chyba jeszcze to do mnie nie dotarło - powiedziała w końcu, powracając spojrzeniem do drzwi. Bogowie, jak bardzo chciała się stąd wydostać... Ale chłopaki mieli rację, powinna się ogarnąć: dla dobra brata i rodziny. Gdy będzie już wyleczona, bo ciągle kręciło jej się w głowie, to wtedy pójdzie na poszukiwania.
Gdy Basilius zajął się nią, nie protestowała. W gruncie rzeczy czuła się już dobrze, chociaż głowa ją niemiłosiernie bolała, ale chyba na to był ten eliksir? Pamięć powoli wracała. Miała porozmawiać z Roise, ale... No, przeszkodził jej ten pierdolony Voldemort i jego przydupasy. Greengrass wciąż wierzyła, że dupek zaatakował tylko Londyn - dlatego nie martwiła się o swoją rodzinę oraz Sama: byli przecież daleko a fakt, że ona była akurat w mieście, był zupełnym przypadkiem.
- Już lepiej, chyba wszystko wraca. Głowa boli, ale to chyba normalne, bo przydzwoniłam jak dzwony w kościele mugolskim - powiedziała zadziwiająco lekkim tonem, masując bolące miejsce. Eliksir oczywiście wypiła, skoro miał jej pomóc. - Miałam się spotkać z Roise, ale chyba zapomniałam go o tym poinformować, jak zwykle. Czekałam na niego, a potem wszystko zaczęło płonąć. Dzięki, Bulstrode, że byłeś obok. Nie widziałeś może po drodze Anthony'ego?
Zagaiła niby od niechcenia, ale w gruncie rzeczy byłaby idiotką, gdyby nie zapytała o narzeczonego.
- Mam tylko nadzieję, że znowu nie chlał gdzieś na Horyzontalnej, bo ostatnio... Szkoda gadać - Greengrass nachmurzyła się. Najebany Borgin to było podwójne nieszczęście, w tym stanie to prędzej by spłonął niż się uratował. Chociaż czy faktycznie to był taki zły scenariusz? Mogła tego nie pokazywać, ale zaczynała lubić tego dzbana, szkoda by było, gdyby zginął. Szczególnie, że obiecał jej pomóc z Knieją. Westchnęła, znowu patrząc na drzwi. Nie do końca wiedziała, co się działo w jej umyśle i sercu, ale była pewna jednego: byłoby głupio, faktycznie, gdyby Anthony Ian Borgin zginął w tym ogniu. W gruncie rzeczy nie był złym chłopakiem, już abstrahując od tego, że zdecydował jej się pomóc. Może i bywała dla niego nieprzyjemna, chcąc utemperować jego charakter, ale przecież nie życzyła mu śmierci.
- Chyba jeszcze to do mnie nie dotarło - powiedziała w końcu, powracając spojrzeniem do drzwi. Bogowie, jak bardzo chciała się stąd wydostać... Ale chłopaki mieli rację, powinna się ogarnąć: dla dobra brata i rodziny. Gdy będzie już wyleczona, bo ciągle kręciło jej się w głowie, to wtedy pójdzie na poszukiwania.
Gdy Basilius zajął się nią, nie protestowała. W gruncie rzeczy czuła się już dobrze, chociaż głowa ją niemiłosiernie bolała, ale chyba na to był ten eliksir? Pamięć powoli wracała. Miała porozmawiać z Roise, ale... No, przeszkodził jej ten pierdolony Voldemort i jego przydupasy. Greengrass wciąż wierzyła, że dupek zaatakował tylko Londyn - dlatego nie martwiła się o swoją rodzinę oraz Sama: byli przecież daleko a fakt, że ona była akurat w mieście, był zupełnym przypadkiem.
- Już lepiej, chyba wszystko wraca. Głowa boli, ale to chyba normalne, bo przydzwoniłam jak dzwony w kościele mugolskim - powiedziała zadziwiająco lekkim tonem, masując bolące miejsce. Eliksir oczywiście wypiła, skoro miał jej pomóc. - Miałam się spotkać z Roise, ale chyba zapomniałam go o tym poinformować, jak zwykle. Czekałam na niego, a potem wszystko zaczęło płonąć. Dzięki, Bulstrode, że byłeś obok. Nie widziałeś może po drodze Anthony'ego?
Zagaiła niby od niechcenia, ale w gruncie rzeczy byłaby idiotką, gdyby nie zapytała o narzeczonego.
- Mam tylko nadzieję, że znowu nie chlał gdzieś na Horyzontalnej, bo ostatnio... Szkoda gadać - Greengrass nachmurzyła się. Najebany Borgin to było podwójne nieszczęście, w tym stanie to prędzej by spłonął niż się uratował. Chociaż czy faktycznie to był taki zły scenariusz? Mogła tego nie pokazywać, ale zaczynała lubić tego dzbana, szkoda by było, gdyby zginął. Szczególnie, że obiecał jej pomóc z Knieją. Westchnęła, znowu patrząc na drzwi. Nie do końca wiedziała, co się działo w jej umyśle i sercu, ale była pewna jednego: byłoby głupio, faktycznie, gdyby Anthony Ian Borgin zginął w tym ogniu. W gruncie rzeczy nie był złym chłopakiem, już abstrahując od tego, że zdecydował jej się pomóc. Może i bywała dla niego nieprzyjemna, chcąc utemperować jego charakter, ale przecież nie życzyła mu śmierci.