14.07.2025, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2026, 02:35 przez Aaron Andrew Moody.)
Aaron Andrew Moody
Zawsze zasłaniał się prawem, przynajmniej dopóki ktoś mądrzejszy nie cytował mu przepisów tego samego prawa w twarz. Potrzeba było jednak niemałej przenikliwości, żeby obnażyć niekonsekwencje w postępowaniu Aarona Moody'ego. Żeby zrozumieć, że operował w granicach wyznaczonych nie tyle przez prawo, co przez stworzony na jego podstawie kodeks moralny. Kodeks nierealistyczny, pełen niedorzeczności, okrutny jak prawo babilońskie, skrupulatny jak rzymskie roczniki. Sam go sobie stworzył. Sam go sobie narzucił. Chociaż potępiał religię za arbitralność, wyznawał wiarę w samodzielny system dogmatów, w którym nie było miejsca na wątpliwość. Przemoc była jego religią. I tak samo jak gardził miłosierdziem jako słabością, tak samo oczekiwał wdzięczności za przemoc dokonaną w imię porządku.
Nigdy by się do tego nie przyznał, nawet przed samym sobą.
Aaron Andrew Moody tak jak wszyscy twierdził, że sprawiedliwość winna być ślepą. W praktyce widział jednak bardzo wyraźnie, kogo chce poświęcić, a kogo chronić.
Nigdy by się do tego nie przyznał, nawet przed samym sobą.
Aaron Andrew Moody tak jak wszyscy twierdził, że sprawiedliwość winna być ślepą. W praktyce widział jednak bardzo wyraźnie, kogo chce poświęcić, a kogo chronić.
A good act does not wash out the bad, nor a bad act the good. Each should have its own reward.
That is justice.
That is justice.
Wierzył, że człowiek złem skażony, zarażać będzie swym zepsuciem wszystkich wokół. Zło było jak pleśń za ścianą. Rozprzestrzeniała się po cichu, niemal niezauważenie, zasmradzając kolejne pomieszczenia. W końcu zaczynała trawić podłogi, wżerać w fundament. Nieważne, na jak silnych podstawach wzniesiono dom, gdy ten zaczynał gnić od środka. Zło, tak jak pleśń, zdusić należało w samym zarodku, aby nie śmiało zagrozić dobru powszechnemu. A jednak nie bez przyczyny Moody powtarzał wciąż, że zło jest wyborem. Bo takim samym wyborem było przecież dobro. Dlaczego nagle nie można byłoby więc wybrać dobra? Dlaczego nie można byłoby nagle odmienić swego życia? A jednak jeden dobry uczynek nie był w stanie naprawić krzywd popełnionych w przeszłości. Nie byłoby ich w stanie wymazać całe życie spędzone na więziennej pokucie. Nie, były takie rzeczy, o których nie sposób było zapomnieć.
| His blood was singing. This was what he was meant for; he never felt so alive as when he was fighting, with death balanced on every stroke. — A Storm of Swords, George R. R. Martin
|
— Panie Moody, czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego reprezentowanej przez Ministerstwo Magii angielskiej republiki magicznej?
Ostatnie z pytań przed ogłoszeniem oficjalnego zaprzysiężenia było wyłącznie formalnością. Młody auror nie odwzajemnił jednak uśmiechu przewodniczącego komisji egzaminacyjnej.
— Bezapelacyjnie, do samego końca — odpowiedział. — Mojego lub jej.
Ostatnie z pytań przed ogłoszeniem oficjalnego zaprzysiężenia było wyłącznie formalnością. Młody auror nie odwzajemnił jednak uśmiechu przewodniczącego komisji egzaminacyjnej.
— Bezapelacyjnie, do samego końca — odpowiedział. — Mojego lub jej.
Kartoteka natury osobistej
Przypominał wywołane w sepii zdjęcie, ze swymi włosami w brudnym odcieniu pyłu pokrywającego londyńskie ulice, z wysoko sklepionymi kośćmi policzkowymi, których kanciastość przywodziła na myśl wykładającą je kostkę brukową. Wyglądał na człowieka, który wie, kim jest, wie, skąd pochodzi. Nosił na barkach zmęczenie metropolii, która wydała go na świat, a jednak zawsze trzymał głowę prosto, śmiało patrząc przed siebie. Cera jego swym szaroburym kolorytem przypominała rozkopane podwórza przy szpalerze szeregowych domów na szaroburych przedmieściach, po których biegały szarobure psy. Niebo nad miastem, zasnute chmurami i smogiem, niczym nie różniło się od jego chmurnego oblicza. Urodził się pod tym niebem, wiedział, że przyjdzie mu umrzeć pod tym niebem, a jednak twardo stąpał po ziemi. Do bólu przyziemny, tak najpełniej można by go było opisać. Budził skojarzenia z portretami bohaterów wojennych, z zaciętą twarzą, poznaczoną zmarszczkami zmartwień, które zdawały się przydawać mu szlachetności, jak gdyby wiek lepiej niż cokolwiek innego zaświadczyć mógł o jego kompetencjach. Nawet nijaki mundur aurora leżał na Aaronie Moodym jak ulał, nudny niemalże w swej nieskazitelności. Nie sposób było określić, gdzie zaczyna się mężczyzna, gdzie kończy auror.
Hatred as an element of struggle; relentless hatred of the enemy that impels us over and beyond the natural limitations of man and transforms us into effective, violent, selective, and cold killing machines. Our soldiers must be thus. People without hatred cannot vanquish a brutal enemy. — Message to the Tricontinental, Che Gueavara |
Tak powiedział jej Hektor, i chciał w ramiona wziąć syna, ale cofnęło się dziecko z krzykiem do piersi piastunki, widokiem drogiego ojca strwożone. Blask spiżu synka przeraził, grzebień z końskimi kitami rozechwianymi ponad nim straszliwie na hełmu szczycie. Zaśmiał się ojciec kochany, zaśmiała matka czcigodna. Hektor przesławny natychmiast hełm ciężki zsunął z swej głowy i obok złożył na ziemi, jaskrawym lśniący połyskiem. Potem wziął synka drogiego, ucałował, utulił w ramionach, mówiąc te słowa do Zeusa i innych bogów błagalne: "Zeusie i inni bogowie! Dajcie, by moja latorośl, syn mój, w przyszłości, tak samo jak ja, był pierwszym wśród Trojan, żeby potężny był siłą i rządził rozumnie Ilionem! Niech o nim kiedyś powiedzą: Przewyższył dzielnością ojca! — gdy będzie z bitwy powracał, unoszac zbroją skrwawioną wroga, co padł z jego ręki, i matki radując serce".
Tak oto powiedział i zaraz oddał kochanej swej żonie syna, a ta przygarnęła dziecko do piersi, łzy przysłaniając uśmiechem. Więc mąż się nad nią użalił, objął ją ręką łagodną, i te powiedział jej słowa: "Czemu, nieszczęsna, tak wielkim żalem rozdzierasz swe serce? Posłać mnie nikt do Hadesu wbrew moim losom nie zdoła, Mojry zaś umknąć wyrokom — na to nie znajdzie sposobu ani tchórz, ani szlachetny, nikt na tej ziemi zrodzony. Mężczyznom pozostaw troskę o wojnę, wszystkim zrodzonym w Ilionie, a mnie z nich wszystkich najbardziej".
Tak powiedział i podniósł hełm o chwiejących się kitach z grzyw końskich Hektor przesławny.
Tak oto powiedział i zaraz oddał kochanej swej żonie syna, a ta przygarnęła dziecko do piersi, łzy przysłaniając uśmiechem. Więc mąż się nad nią użalił, objął ją ręką łagodną, i te powiedział jej słowa: "Czemu, nieszczęsna, tak wielkim żalem rozdzierasz swe serce? Posłać mnie nikt do Hadesu wbrew moim losom nie zdoła, Mojry zaś umknąć wyrokom — na to nie znajdzie sposobu ani tchórz, ani szlachetny, nikt na tej ziemi zrodzony. Mężczyznom pozostaw troskę o wojnę, wszystkim zrodzonym w Ilionie, a mnie z nich wszystkich najbardziej".
Tak powiedział i podniósł hełm o chwiejących się kitach z grzyw końskich Hektor przesławny.
— Illiada, Homer
At the risk of seeming ridiculous, let me say that the true revolutionary is guided by a great feeling of love.
To, co Lorien mogła zobaczyć w Aaronie, nie należało do gmachu Ministerstwa, chociaż tylko tam był w stanie to ostatnimi czasy poczuć. Ten szczególny stan ducha, gdy świat zdawał się wręcz wirować od możliwości. Nawet jeżeli ten świat ograniczał się w tej chwili do wytartej kanapy w jego mieszkaniu. Mogli więc zasłaniać się kodeksami, obowiązkiem, mienić strażnikami porządku, którego świat tak desperacko potrzebował, ale uległość zawsze była czymś, co wymuszali na innych. Coś, do czego dążyli siłą swych charakterów, nie naturalną inklinacją. Posłuszeństwo nie było ich językiem natywnym. Było tak samo wyuczonym, jak posługiwanie się literą prawa. Oboje doskonale znali różnicę między uznaniem przewagi autorytetu a bezwolnym podporządkowaniem. Lorien, jako sędzia, wydawała wyroki, więc jej język musiał brzmieć autorytarnie. Nie powodowana była w tym wyłącznie kaprysem charakteru, lecz przekonaniem, że jej słowo ma moc ostateczną. Aaron, jak na aurora przystało, z jednej strony wykonywał polecenia wyższej instancji, z drugiej, wymuszał posłuch na innych. Oboje byli ludźmi władzy. Ona przez interpretację prawa, on przez jego egzekucję. Ona przez wyrok, on przez interwencję. Ona przez słowo, on przez czyn. Oboje odnajdywali się w tej hierarchii. Żyli nią. Potrzebowali jej, bo tylko dzięki temu ich świat nie pogrążył się jeszcze w chaosie. Wielką moc miała ta struktura, a jednak niewystarczającą. To, co Aaron widział w Lorien, nie mieściło się w gmachu Ministerstwa. Nie mieściło się nawet w jej własnym ciele, pokrytym bliznami po piórach, jak gdyby coś próbowało wyżreć ją od środka. Tak jak w głosie Lorien dało się usłyszeć pogłos pustych sal Wizengamotu, tak w głosie Aarona gościło wspomnienie opustoszałej sali przesłuchań. W obu tych miejscach należało mówić wyłącznie prawdę, i tylko prawdę. |
I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
and I am ready to strike in her name
Żonę.![[Obrazek: bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png]](https://64.media.tumblr.com/a87adf5cf982a87bf2a3e090949eaf3a/afbcc7479d35575a-08/s2048x3072/bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png)