14.07.2025, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2026, 16:26 przez Aaron Andrew Moody.)
Aaron Andrew Moody
Though I walk through the valley of the shadow of death, I shall fear no evil, because I am the meanest motherfucker in that valley.
![[Obrazek: bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png]](https://64.media.tumblr.com/a87adf5cf982a87bf2a3e090949eaf3a/afbcc7479d35575a-08/s2048x3072/bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png)
![[Obrazek: bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png]](https://64.media.tumblr.com/a87adf5cf982a87bf2a3e090949eaf3a/afbcc7479d35575a-08/s2048x3072/bd1b94e6d9f5dd4da69e02b2f4216229e73ad5aa.png)
Przypominał wywołane w sepii zdjęcie, ze swymi włosami w brudnym odcieniu pyłu pokrywającego londyńskie ulice, z wysoko sklepionymi kośćmi policzkowymi, których kanciastość przywodziła na myśl wykładającą je kostkę brukową. Wyglądał na człowieka, który wie, kim jest, wie, skąd pochodzi. Nosił na barkach zmęczenie metropolii, która wydała go na świat, a jednak zawsze trzymał głowę prosto, śmiało patrząc przed siebie. Cera jego swym szaroburym kolorytem przypominała rozkopane podwórza przy szpalerze szeregowych domów na szaroburych przedmieściach, po których biegały szarobure psy. Niebo nad miastem, zasnute chmurami i smogiem, niczym nie różniło się od jego chmurnego oblicza. Urodził się pod tym niebem, wiedział, że przyjdzie mu umrzeć pod tym niebem, a jednak twardo stąpał po ziemi. Do bólu przyziemny, tak najpełniej można by go było opisać. Budził skojarzenia z portretami bohaterów wojennych, z zaciętą twarzą, poznaczoną zmarszczkami zmartwień, które zdawały się przydawać mu szlachetności, jak gdyby wiek lepiej niż cokolwiek innego zaświadczyć mógł o jego kompetencjach. Nawet nijaki mundur aurora leżał na Aaronie Moodym jak ulał, nudny niemalże w swej nieskazitelności. Nie sposób było określić, gdzie zaczyna się mężczyzna, gdzie kończy auror.
Poznajmy się bliżej
♦ W lustrze Ain Eingarp widzę moją rodzinę. Taką samą, ale jakby szczęśliwszą. Może dlatego, że Madeleine wciąż żyje. Widzę na jej twarzy pierwsze zmarszczki, linie, które czynią ją piękniejszą, bo przypominają o jej uśmiechu. Nasza córka uśmiecha się tak samo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem ją uśmiechniętą. Patrzy na mnie bez strachu, podobnie jak Alastor, który kołysze na rękach dziecko, bawiące się odznaką aurora.♦ Bogin przyjmuje przy mnie formę ciał moich dzieci. Mojego syna, któremu nie potrafię pomóc. Millie, której martwe oczy patrzą na mnie z wyrzutem.
♦ Amortencja pachnie mi świeżo zaparzoną kawą, trocinami, i tym szczególnym zapachem powietrza tuż po deszczu. I jaśminem, którego biały krzak rośnie na moim balkonie.
♦ Moje ulubione zaklęcie to te, które pozwala mi uporządkować skrzynkę z narzędziami. Inaczej miałbym tam straszny pierdolnik.
♦ Mój patronus przyjmuje formę zimorodka. Zmyślny z niego ptaszek.
♦ Wróżbiarstwo to dla mnie narzędzie nieprecyzyjne, acz przydatne. W ramach mojej pracy zdarzało mi się korzystać z ekspertyz jasnowidzów, a chociaż nie zawsze wspominam tę współpracę dobrze, liczą się efekty, jakie przyniosła.
♦ Czarna magia? Cóż... Cel jest w Azkabanie wiele.
♦ Za swoje największe osiągnięcie uważam zostanie aurorem.
♦ Stoję po stronie wymiaru sprawiedliwości.
♦ Moje serce należy do... Należało do mojej żony. Teraz chyba nie należy do nikogo. Woody, jeżeli to czytasz, kocham cię, bracie.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.