14.07.2025, 12:01 ✶
Nora Nory... Henry kojarzył ten lokal, choć raczej tam nie bywał. Jak się nad tym dłużej zastanowić, to w ogóle rzadko był widziany w miejscach, gdzie wydawało się pieniądze na coś, co mógł sobie przyrządzić w domu. W Dziurawym Kotle zdarzało mu się zostawiać rower, a na przykład takie Convivium zdecydowanie nie było na jego kieszeń, jako lokal dla napuszonych czystków. Nie był więc typem osoby, która by jadła na mieście.
Może teraz to nie był najgorszy pomysł? Może w Norze Nory mógłby ogarnąć, czyj portfel właściwie wpadł mu w ręce i jak znaleźć właściciela. Może mógł zamieścić ogłoszenie w gazecie? Matka wiedziała, czy w ogóle znajdzie na to czas... Przeszło mu też przez myśl, by zatrzymać pieniądze. Jak by jednak zareagowali na to jego dziadkowie? Rodzice? Pewnie, ich już nie było, ale być może obserwowali go z góry? Może pokładali w nim jakieś nadzieje? Bycie przyzwoitym człowiekiem w tym wypadku stanowiło minimum.
Problem tkwił w tym, że Henry'ego paraliżował strach. Przyszłość nie była pewna, jasne, ale gdyby wyrzucili go z Proroka... To byłby koniec. I tak już przewidywał, że po tej nocy nastąpią cięcia budżetowe. Nie chciał być uznany za nadmiarowego pracownika, którego można było wywalić z kiepską odprawą. A jaka inna gazeta by mogła go chcieć? Nie znał się na Quidditchu, magicznej nauce ani wróżbiarstwie. Pewnie, był tylko fotografem, ale nie chciał przechodzić przez kolejną rozmowę o pracę, szczególnie teraz, gdy raczej obcinano wakaty, niż je dodawano.
— Odprowadzę cię, ale potem muszę wracać do pracy — pokazał dłonią wiszący na jego szyi aparat. Czy doznawał teraz ucisku klasowego? A może sam go na siebie projektował, bo w głębi duszy wiedział, że bez zdanych Owutemów i tak był skazany na wieczne bycie życiową porażką? A może bał się spędzić ten czas z Hannibalem? Może nie chciał, by jego skorupa pękła? — Myślę, że w Norze Nory dadzą ci już spokój. Właścicielka pewnie pilnuje, żeby pismaki nikogo nie napastowały.
Śmiesznie, bo on robił to wszystko, ryzykował życie, by wreszcie może udowodnić, że na pismaka się nadaje. Czy ci, którzy wcześniej ganiali Hannibala po atrium byli w jakikolwiek sposób lepsi od Henry'ego? Zapewne zdali ten jeden egzamin i tyle. Albo mieli wsparcie rodziny, kiedy znajdowali pracę. A może... może po prostu lepiej się do tego nadawali?
Może teraz to nie był najgorszy pomysł? Może w Norze Nory mógłby ogarnąć, czyj portfel właściwie wpadł mu w ręce i jak znaleźć właściciela. Może mógł zamieścić ogłoszenie w gazecie? Matka wiedziała, czy w ogóle znajdzie na to czas... Przeszło mu też przez myśl, by zatrzymać pieniądze. Jak by jednak zareagowali na to jego dziadkowie? Rodzice? Pewnie, ich już nie było, ale być może obserwowali go z góry? Może pokładali w nim jakieś nadzieje? Bycie przyzwoitym człowiekiem w tym wypadku stanowiło minimum.
Problem tkwił w tym, że Henry'ego paraliżował strach. Przyszłość nie była pewna, jasne, ale gdyby wyrzucili go z Proroka... To byłby koniec. I tak już przewidywał, że po tej nocy nastąpią cięcia budżetowe. Nie chciał być uznany za nadmiarowego pracownika, którego można było wywalić z kiepską odprawą. A jaka inna gazeta by mogła go chcieć? Nie znał się na Quidditchu, magicznej nauce ani wróżbiarstwie. Pewnie, był tylko fotografem, ale nie chciał przechodzić przez kolejną rozmowę o pracę, szczególnie teraz, gdy raczej obcinano wakaty, niż je dodawano.
— Odprowadzę cię, ale potem muszę wracać do pracy — pokazał dłonią wiszący na jego szyi aparat. Czy doznawał teraz ucisku klasowego? A może sam go na siebie projektował, bo w głębi duszy wiedział, że bez zdanych Owutemów i tak był skazany na wieczne bycie życiową porażką? A może bał się spędzić ten czas z Hannibalem? Może nie chciał, by jego skorupa pękła? — Myślę, że w Norze Nory dadzą ci już spokój. Właścicielka pewnie pilnuje, żeby pismaki nikogo nie napastowały.
Śmiesznie, bo on robił to wszystko, ryzykował życie, by wreszcie może udowodnić, że na pismaka się nadaje. Czy ci, którzy wcześniej ganiali Hannibala po atrium byli w jakikolwiek sposób lepsi od Henry'ego? Zapewne zdali ten jeden egzamin i tyle. Albo mieli wsparcie rodziny, kiedy znajdowali pracę. A może... może po prostu lepiej się do tego nadawali?