- Mam nawet wrażenie, że prędzej, niż później. - Nie mogli udawać, że było inaczej. Nie należeli do osób, które zakrzywiały rzeczywistość, raczej widzieli świat taki, jaki był naprawdę. Nie wypadało optymistycznie zakładać, że Astaroth nagle zmieni nastawienie, coś go trafi i się ogarnie. Nie po tym, co prezentował przez ostatnie miesiące. Nie chciał zmiany, nie zamierzał próbować odmienić swojego życia, raczej pozwolił się sobie zatracić w tym swoim dramacie i ignorował osoby, które chciały mu pomóc.
- Najwyraźniej wolał zatracać się w tym całym gównie. Dostał swoją szansę, nie wykorzystał jej. - Każdy miał jakieś granice, nie mogli co chwilę próbować pomagać mu w inny sposób. Nie, gdy możliwości zaczynały się kończyć, starali się to robić na różne sposoby, ale to nic nie dało. Nie chciał zmian, najwyraźniej dobrze mu było w tej rzeczywistości, w której się znalazł. Gdyby tylko spróbował przecież już dawno mógłby się ogarnąć, ale do tego potrzeba było chęci, których mu brakowało. Yaxley nie zamierzała w nieskończoność podejmować kolejnych prób, nie mogła się skupiać tylko na swoim młodszym bracie, nie była przecież za niego odpowiedzialna. Nie mogła na tym tracić, zresztą nie była w stanie mu pomóc, nie po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło. Był to najwyższy czas, aby zająć się sobą, może było to egoistyczne, ale przecież próbowała, nie mogła tego robić bez końca, nie chciała marnować swojego życia na pomoc komuś, kto tego nie chciał.
- Chyba tak mu było po prostu wygodniej, wiesz? Zrzucać wszystko na mnie. Skoro nie chciał zacząć radzić sobie sam, mimo tego, że miał taką możliwość. - Nie do końca też pozostał zostawiony sam sobie, skoro Ambroise za niego poręczył. Znowu miał dużo łatwiej niż wszyscy inni, a jednak nie wykorzystał tego w odpowiedni sposób. Marnował swoje nieżycie, ale czy to ona powinna się tym przejmować? Wiedziała, że często brała za dużo na swoje barki i to był chyba moment w którym wolała odpuścić. Geraldine ostatnio nieco zmieniła swoje podejście, zaczynała myśleć o swoim własnym szczęściu, przez wiele lat bowiem stawiała innych przed sobą i to był moment, w którym zamierzała przestać to robić. Czas najwyższy.
- Nie dziwi mnie to specjalnie, lepiej, żebyś to zrobił, bo nikt nie może być pewny, co zrobi. Nie panuje nad sobą, nie sądzę, żeby szybko miało się to zmienić. Nie działa logicznie. - Zresztą sama wczoraj miała szansę przekonać się o tym na własnej skórze. Zachowywał się irracjonalnie, atakował ją - jedną z nielicznych osób, która dawała mu szansę, która wyciągała do niego dłoń i chciała mu pomóc.
- Nie chcę ponosić odpowiedzialności za jego czyny, Ty też nie powinieneś brać tego na siebie, nie możemy pozwolić, by popsuł to, co budowałeś przez lata. - Kontakty bardzo łatwo było stracić, jeden nieodpowiedni ruch mógł zniszczyć lata podchodów i starań. Zdecydowanie nie mogli sobie na to pozwolić.
Najlepszą opcją będzie poproszenie ojca o wsparcie, wiedziała, że Gerard jej nie odmówi, bo zawsze mogła liczyć na jego pomoc. Rodzice będą mogli zapewnić Astarothowi wszystko, czego potrzebuje i mieć na niego oko. Przestanie być jej problemem, może wtedy się ogarnie, dotrze do niego coś więcej, czasem nie dało się obejść bez ultimatum, którym w tym wypadku było odesłanie do Snowdonii.
- Tak będzie najlepiej, skoro już się stąd ruszymy to załatwmy wszystko od razu. - Później będą mogli wrócić do odpoczywania, póki jeszcze mieli chwilę na to, by spędzać czas za miastem. Nie mogli jednak ignorować tego, co działo się w Londynie, czy w Whitby, za kilka dni mieli wrócić całkowicie do normalności. Mniej ich to zaboli jeśli zaczną się do tego przygotowywać.
- Wiesz, że galeony to nie problem. - Geraldine chomikowała fundusze przez lata, nigdy nie należała do szczególnie rozrzutnych osób, miała tendencje do odkładania horrendalnie wysokich sum pieniędzy, bo nigdy nie miała za bardzo pomysłu na to, w co inwestować swój majątek. Yaxleyowie byli paskudnie bogatą rodziną, a do tego ona sama dorobiła się naprawdę wiele. Był to odpowiedni moment, aby ruszyć to, co udało jej się zaoszczędzić przez lata. Zresztą czekała na taki moment. Zdawała sobie sprawę z tego, że Roise może nie pozwolić na to, aby była ich głównym sponsorem, ale jakoś to obejdą, szkoda by było, żeby się hamowali skoro mieli ogromne możliwości.
Podobało jej się to, że tym razem podchodzili do tego nieco inaczej, mieli miejsce, o którym nikt nie wiedział, teraz jednak mieli mieć wspólny dom, który stałby się ich oficjalną siedzibą, to była zmiana w stosunku do tego, co mieli kiedyś. Zresztą wyjaśnili sobie już wszystko, teraz faktycznie zaczynali wspólną drogę, z której jak ustalili nie było już odwrotu. Mieli doświadczenie, wiedzieli co powinni robić, czego nie, więc dużo łatwiej było im rozważać to wszystko.
- Wszyscy będą tam szczęśliwi. - Devon nie znajdowało się szczególnie daleko, ale jednak nie tuż przy Londynie, to chyba był naprawdę świetny pomysł, aby kupili coś w tej okolicy.