14.07.2025, 19:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2025, 19:26 przez Anthony Shafiq.)
Anthony słuchał go z uwagą, nawet jeśli jego myśli biegły dwutorowo. Oczywiście pamiętał udział Lovegooda w pewnej sytuacji, oczywiście pamiętał ich poprzednią tak długą rozmowę, która dotyczyła pracy, a jednak też trochę nie dotyczyła pracy. Trochę się obawiał tej dokładności urzędnika, albowiem sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie do końca wszystko czym się zajmował i czym zamierzał się zajmować mieściło się w granicach prawa. Z pewnością wyrwałoby to młodszego mężczyzną z okowów rutyny, czy jednak rzeczywiście takiej "nowości" chciał w swoim życiu?
Milcząco podał mu brakującą stronę oraz - co może ważniejsze - ostatnie zadanie Lisy, czyli rozpisany budżet i harmonogram wyjazdu, wraz z listą zadań i delegowanych do nich pomniejszych urzędników. Początek drogi i koniec, jego bardzo swobodna mapa myśli znalazła już swoje urzeczywistnienie, a on chciał milcząco pokazać jak chciałby, żeby w standardowym przebiegu praca, którą zamierzał zlecać mężczyźnie była wykonywana.
– Gdzie by się pan widział zatem za kolejnych osiem lat? Powrót na wykopaliska? A może kolejny awans? Przeniesienie? – Pytanie pułapka, szczególnie, jeśli Lisa pracowała dla niego ponad dwie dekady. Pracowała i nie oczekiwała awansu. W głowie Anthony'ego nie można było być wyżej w hierarchii biurowej, nawet jeśli formalnie tę funkcję pełnił jego zastępca. Nigdy jednak nie traktował Jonathana, jako kogoś podległego sobie. Uważał, że ich symbioza, podział ról, który wypracowywali razem od pierwszych dni wspólnego stażu był oczywisty i naturalny. Stąd też ich gabinet był... ich, a biurka były do rozróżnienia tylko przez wzgląd na to, że za jednym ktoś siedział. Tym razem to Anthony zajmował swoje miejsce. Na drodze wyjątku?
– Jaka jest Pańska najsłabsza strona. Największa wada, która mogłaby przeszkodzić nam we współpracy? Co Pan robi w wolnym czasie w ramach kreatywnego hobby oraz... – zamyślił się. Nie to, że nie był przygotowany do tej rozmowy. Pakiet standardowych pytań padał na rozmowach kwalifikacyjnych choć na bogów, zwykle to Jonathan dosłownie i w przenośni prześwietlał kolejnych kandydatów. Teraz jednak ich sojusz był kruchy i bardzo świeży, wolał go nie pytać. Wolał tę rozmowę przeprowadzić sam, nie chcąc by obecność Selwyna przeszkadzała mu w koncentracji. Ryzyko kąśliwych komentarzy. Ryzyko ich braku. –... jak opisałby Pan niewidomej osobie kolor niebieski?– padło w końcu w tonie identycznym jak poprzednie trzy pytania. Cztery... liczba świata. Osobiście wolał trójkę, liczbę boską i doskonałą, ale dziś musiał stąpać twardo po ziemi, nawet jeśli brakowało jej pod nogami i w sformułowanych pytaniach.
Milcząco podał mu brakującą stronę oraz - co może ważniejsze - ostatnie zadanie Lisy, czyli rozpisany budżet i harmonogram wyjazdu, wraz z listą zadań i delegowanych do nich pomniejszych urzędników. Początek drogi i koniec, jego bardzo swobodna mapa myśli znalazła już swoje urzeczywistnienie, a on chciał milcząco pokazać jak chciałby, żeby w standardowym przebiegu praca, którą zamierzał zlecać mężczyźnie była wykonywana.
– Gdzie by się pan widział zatem za kolejnych osiem lat? Powrót na wykopaliska? A może kolejny awans? Przeniesienie? – Pytanie pułapka, szczególnie, jeśli Lisa pracowała dla niego ponad dwie dekady. Pracowała i nie oczekiwała awansu. W głowie Anthony'ego nie można było być wyżej w hierarchii biurowej, nawet jeśli formalnie tę funkcję pełnił jego zastępca. Nigdy jednak nie traktował Jonathana, jako kogoś podległego sobie. Uważał, że ich symbioza, podział ról, który wypracowywali razem od pierwszych dni wspólnego stażu był oczywisty i naturalny. Stąd też ich gabinet był... ich, a biurka były do rozróżnienia tylko przez wzgląd na to, że za jednym ktoś siedział. Tym razem to Anthony zajmował swoje miejsce. Na drodze wyjątku?
– Jaka jest Pańska najsłabsza strona. Największa wada, która mogłaby przeszkodzić nam we współpracy? Co Pan robi w wolnym czasie w ramach kreatywnego hobby oraz... – zamyślił się. Nie to, że nie był przygotowany do tej rozmowy. Pakiet standardowych pytań padał na rozmowach kwalifikacyjnych choć na bogów, zwykle to Jonathan dosłownie i w przenośni prześwietlał kolejnych kandydatów. Teraz jednak ich sojusz był kruchy i bardzo świeży, wolał go nie pytać. Wolał tę rozmowę przeprowadzić sam, nie chcąc by obecność Selwyna przeszkadzała mu w koncentracji. Ryzyko kąśliwych komentarzy. Ryzyko ich braku. –... jak opisałby Pan niewidomej osobie kolor niebieski?– padło w końcu w tonie identycznym jak poprzednie trzy pytania. Cztery... liczba świata. Osobiście wolał trójkę, liczbę boską i doskonałą, ale dziś musiał stąpać twardo po ziemi, nawet jeśli brakowało jej pod nogami i w sformułowanych pytaniach.