14.07.2025, 19:49 ✶
List przyniósł Paul (na którego nóżkę nałożono jednak specjalną obrączkę jaką zwykle nosiły sowy należące do Szpitala św. Munga) w późnych godzinach popołudniowych 9.09. Choć nie wyglądał jakby był w najlepszej formie, to jakiekolwiek obrażenia z poprzedniej nocy (podobno jakieś psychole strzelali do biednych ptaszków!) ograniczyły się do zaleczonej magicznie rany na grzbiecie, paru brakujących piór i zepsutego na całego humoru. O dziwo jednak Aarona nie udziobał, chociaż nie czekał na ewentualną odpowiedź. Po prostu jak szybko wpadł tak szybko wypadł z pomieszczenia.
List został zabezpieczony podstawowym zaklęciem ochronnym, a do niego dołączono na szybko sporządzony opis wyglądu napastnika z poprzedniej nocy (w tym poście opis).
List został zabezpieczony podstawowym zaklęciem ochronnym, a do niego dołączono na szybko sporządzony opis wyglądu napastnika z poprzedniej nocy (w tym poście opis).
Ministerstwo Magii
Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
Biuro Aurorów
Aaron A. Moody
Sz. P. Moody,
Liczę, że moja wiadomość zastanie Pana w dobrym zdrowiu zdrowiu. Choć obawiam się, że tym nie może poszczycić się dziś znaczna grupa obywateli Zjednoczonego Królestwa. Chciałabym powiedzieć, że sytuacja w jakiej się znaleźliśmy mnie zaskoczyła - byłoby to jednak kłamstwo. Od ponad dwóch lat żyjemy na tykającej bombie jaką jest szkodliwa i krótkowzroczna ideologia nienawiści.
Staliśmy się ofiarami aktów terroryzmu, którym można było zapobiec, gdyby nie opieszałość systemu, któremu przysięgaliśmy służyć. Nie piszę tego z lekkim sercem, ale wczorajszej nocy ten kraj zawiódł swoich obywateli. My ich zawiedliśmy.
Nie możemy pozwolić, aby doszło do tego typu gwałtu na naszej wolności nigdy więcej. Na każdy akt przemocy odpowiemy przemocą jeśli tak trzeba. Prawo które nie potrafi się bronić staje się bowiem kpiną i niewarte jest papieru, na którym je spisano.
Wstyd przyznać, jednak Wizengamot zbyt długo pozostawał bierny w tej kwestii. Jesteśmy podzieleni w poglądach, ale ten jeden - sprzeciw wobec tych, którzy nazywają sami siebie “obrońcami krwi”, a kryją się za maską tchórzliwej zdrady, plując na nasze tradycje i ustalony porządek magicznego świata - powinien przyświecać każdemu. Gdy tylko wrócę do czynnej służby, zadbam, by do rąk Samanthy, a jeśli trzeba to i samej Ministry Magii dotarły odpowiednie projekty. Wiadomo mi o Pańskich nieudanych próbach wprowadzenia zmian z ramienia Biura Aurorów. Proszę złożyć swoje propozycje na moje biurko. Najlepiej do końca tygodnia. Zrobię co w mojej mocy, żeby je usłyszano.
Jednak nie to jest clue mojego dzisiejszego listu.
Wierzę, że nie będzie problemem jeśli listownie przedłożę swoją sprawę. Niestety pozostając na obserwacji w Mungu, nie mam możliwości pojawienia się w Ministerstwie Magii przed poniedziałkiem, co znacznie utrudni podjęcie dalszych kroków w pewnej niecierpiącej zwłoki kwestii. Dnia wczorajszego w okolicach godziny trzeciej nad ranem zostałam napadnięta na oczach dużej grupy świadków magicznego i niemagicznego pochodzenia przez człowieka podającego się za syna Gregora Koroleva, skazanego w sprawie nr 67/09/5676, w sąsiedztwie głównego wejścia do gmachu Ministerstwa Magii. Choć współczuję mu niezmiernie z powodu straty ojca, nie mogę pozwolić by ludzie, którzy targają, choćby i w emocjach i rozpaczy, na urzędników i przedstawicieli organów państwowych, chodzili bezkarni po ulicach naszego miasta. Zwłaszcza teraz, gdy sytuacja polityczna Królestwa jest najbardziej skomplikowaną od czasów Grindenwalda.
Każdy atak na Wizengamot to atak na Ministerstwo Magii.
Chcę zobaczyć tego człowieka postawionego przed aparatem sprawiedliwości. Nie obchodzi mnie ile to zajmie. Wyciągnijcie go z zatęchłej dziury, w której się pewnie zaszył.
PS. Jak zapewne Panu wiadomo wczorajszej nocy doszło do poważnego naruszenia protokołu tajności (jeśli nie, przykro mi, że mam tą wątpliwą przyjemność Pana o tym poinformować). Nie wiem kto dokładnie stał za wydaniem pozwolenia wpuszczenia osób niemagicznie urodzonych do gmachu Ministerstwa Magii - nie będę więc rzucać bezpodstawnych oskarżeń w kierunku Pańskich lub moich przełożonych. Tak czy inaczej - na moim biurku powinien Pan znaleźć listę nazwisk osób, które znalazły się choć nie powinny w naszej przestrzeni. Jeśli jeszcze jej tam nie ma - upoważniam Pana do sprawdzenia dlaczego panna Mothridge się ociąga. Namiary na nią znajdzie pan w dokumentacji stażystów Administracji Wizengamotu. Dla dobra nas wszystkich, należałoby sprawdzić czy departament Maxwella Cattlemore’a trzyma rękę na pulsie w ich sprawie.
Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
Biuro Aurorów
Aaron A. Moody
Londyn, 09.09.1972
Sz. P. Moody,
Liczę, że moja wiadomość zastanie Pana w dobrym zdrowiu zdrowiu. Choć obawiam się, że tym nie może poszczycić się dziś znaczna grupa obywateli Zjednoczonego Królestwa. Chciałabym powiedzieć, że sytuacja w jakiej się znaleźliśmy mnie zaskoczyła - byłoby to jednak kłamstwo. Od ponad dwóch lat żyjemy na tykającej bombie jaką jest szkodliwa i krótkowzroczna ideologia nienawiści.
Staliśmy się ofiarami aktów terroryzmu, którym można było zapobiec, gdyby nie opieszałość systemu, któremu przysięgaliśmy służyć. Nie piszę tego z lekkim sercem, ale wczorajszej nocy ten kraj zawiódł swoich obywateli. My ich zawiedliśmy.
Nie możemy pozwolić, aby doszło do tego typu gwałtu na naszej wolności nigdy więcej. Na każdy akt przemocy odpowiemy przemocą jeśli tak trzeba. Prawo które nie potrafi się bronić staje się bowiem kpiną i niewarte jest papieru, na którym je spisano.
Wstyd przyznać, jednak Wizengamot zbyt długo pozostawał bierny w tej kwestii. Jesteśmy podzieleni w poglądach, ale ten jeden - sprzeciw wobec tych, którzy nazywają sami siebie “obrońcami krwi”, a kryją się za maską tchórzliwej zdrady, plując na nasze tradycje i ustalony porządek magicznego świata - powinien przyświecać każdemu. Gdy tylko wrócę do czynnej służby, zadbam, by do rąk Samanthy, a jeśli trzeba to i samej Ministry Magii dotarły odpowiednie projekty. Wiadomo mi o Pańskich nieudanych próbach wprowadzenia zmian z ramienia Biura Aurorów. Proszę złożyć swoje propozycje na moje biurko. Najlepiej do końca tygodnia. Zrobię co w mojej mocy, żeby je usłyszano.
Jednak nie to jest clue mojego dzisiejszego listu.
Wierzę, że nie będzie problemem jeśli listownie przedłożę swoją sprawę. Niestety pozostając na obserwacji w Mungu, nie mam możliwości pojawienia się w Ministerstwie Magii przed poniedziałkiem, co znacznie utrudni podjęcie dalszych kroków w pewnej niecierpiącej zwłoki kwestii. Dnia wczorajszego w okolicach godziny trzeciej nad ranem zostałam napadnięta na oczach dużej grupy świadków magicznego i niemagicznego pochodzenia przez człowieka podającego się za syna Gregora Koroleva, skazanego w sprawie nr 67/09/5676, w sąsiedztwie głównego wejścia do gmachu Ministerstwa Magii. Choć współczuję mu niezmiernie z powodu straty ojca, nie mogę pozwolić by ludzie, którzy targają, choćby i w emocjach i rozpaczy, na urzędników i przedstawicieli organów państwowych, chodzili bezkarni po ulicach naszego miasta. Zwłaszcza teraz, gdy sytuacja polityczna Królestwa jest najbardziej skomplikowaną od czasów Grindenwalda.
Każdy atak na Wizengamot to atak na Ministerstwo Magii.
Chcę zobaczyć tego człowieka postawionego przed aparatem sprawiedliwości. Nie obchodzi mnie ile to zajmie. Wyciągnijcie go z zatęchłej dziury, w której się pewnie zaszył.
Z poważaniem,
Lorien J. Mulciber
PS. Jak zapewne Panu wiadomo wczorajszej nocy doszło do poważnego naruszenia protokołu tajności (jeśli nie, przykro mi, że mam tą wątpliwą przyjemność Pana o tym poinformować). Nie wiem kto dokładnie stał za wydaniem pozwolenia wpuszczenia osób niemagicznie urodzonych do gmachu Ministerstwa Magii - nie będę więc rzucać bezpodstawnych oskarżeń w kierunku Pańskich lub moich przełożonych. Tak czy inaczej - na moim biurku powinien Pan znaleźć listę nazwisk osób, które znalazły się choć nie powinny w naszej przestrzeni. Jeśli jeszcze jej tam nie ma - upoważniam Pana do sprawdzenia dlaczego panna Mothridge się ociąga. Namiary na nią znajdzie pan w dokumentacji stażystów Administracji Wizengamotu. Dla dobra nas wszystkich, należałoby sprawdzić czy departament Maxwella Cattlemore’a trzyma rękę na pulsie w ich sprawie.
Korespondencja związana z wydarzeniami Spalonej Nocy.