Nigdy nie spodziewała się, że to ona zostanie tą najbardziej odpowiedzialną z rodzeństwa. Nie marzyła o tym, raczej zakładała, że jako jedyna kobieta będzie mogła trzymać się z boku, pozwalać braciom reprezentować godnie ich rodzinę. Dosyć szybko musiała to zweryfikować. Jej starszy brat tuż po Hogwarcie rozpoczął swoje zagraniczne ekspedycje, z początku nawet do niej pisał, ale aktualnie nie była pewna, czy żyje. Nie było to problemem, bo Astaroth był na miejscu, mógł przejąć rolę dziedzica, tyle, że również nie wszystko ułożyło się tak, jak powinno. Jej brat został wampirem, nie mógł przedłużyć linii rodowej. Ona została z tym wszystkim sama - reprezentowała rodziców, pojawiała się na tych wszystkich spędach, pokazywała się jako członkini Artemis, tylko co z tego, skoro nie była synem? Nic. Prędzej, czy później ktoś stwierdzi, że jej się to nie należy, może jej ojciec nie miał z tym problemu, ale nie sądziła, aby pozostali członkowie czystokrwistych rodów traktowali ją z należytym szacunkiem. Od lat walczyła ze stereotypami związanymi z płcią, bo wybrała dosyć męski zawód, wiedziała, że nie łatwo jest przekonać do siebie ludzi, kiedy Ci trzymali się poglądów, które już dawno powinny zostać zweryfikowane. Nie żyli w średniowieczu, chociaż spora część czarodziejskich rodzin się tam zatrzymała.
- Tak, to prawda. - Poniekąd wzięła na siebie odpowiedzialność za brata i aktualnie tego żałowała. Nigdy nie pisała się na to, że będzie zajmować się wszystkimi problemami rodzinnymi. Oczywiście, że było dla niej istotne to, w jaki sposób byli postrzegani wśród innych, nie bez powodu próbowała godnie reprezentować swoją familię, ale co z tego? Jej młodszy brat nie ułatwiał jej tego. Komplikował wszystko, chociaż i bez tego to nie było łatwe. Nie była w stanie mu pomóc - nie kiedy tego nie chciał.
- Nie jest, nie jest też naszym problemem. - Nie chciała, aby Ambroise również brał to na siebie. Od lat zajmował się swoją rodziną, bo jego ojciec był nieobecny nie powinna mu dorzucać problemów Yaxleyów. Byli już zresztą w takim wieku, że powinni w końcu zacząć zajmować się sobą. Nie mogli wiecznie brać na siebie odpowiedzialności za innych. Powoli zaczęła otwierać oczy, może trochę to trwało, ale ten ostatni tydzień, który razem spędzili sporo zmienił w jej toku rozumowania. Dotarło do niej, że od lat chcieli tego samego, chociaż nigdy sobie o tym nie mówili, wtedy byli blisko, ale wszystko rozsypało się niczym domek z kart, teraz nie zamierzała pozwalać na to, by popełniali podobne błędy. Zbyt wiele ich to kosztowało.
Może dość szybko przeszli do rozmowy na temat znalezienia swojego miejsca na ziemi, jednak czy faktycznie po tylu latach, które razem przeżyli było to szybko? Spędzili razem wiele lat, poza tym czasem, kiedy wszystko się posypało, szkoda by było marnować kolejne miesiące na krążenie wokół siebie. Nie, kiedy wiedzieli o tym, że chcą tego samego. Ta dyskusja miała sens, wypadałoby, aby osiedlili się gdzieś na stałe, razem, stworzyli swoje miejsce na ziemi.
- Nie mam żadnych, wystarczą mi stajnie i las, może jezioro gdzieś niedaleko? - Dostęp do morza nie był dla Yaxleyówny, aż tak ważny, chociaż wiedziała, że całkiem przyjemnie mieszka się w nadmorskiej okolicy. Miała ona swój urok. Z drugiej strony mieli przecież Whitby do którego mogli uciec w każdym momencie, więc nie było to wcale konieczne, aby ten dom również znajdował się w podobnych okolicach.
- Jeśli zależy Ci nad morzem to w porządku. - Nie było to jednak jej priorytetem, zdecydowanie dużo bardziej zależało jej na lesie. Yaxleyówna lubiła też góry, ale tych nie brała pod uwagę, bo wolała, aby znajdowali się bliżej Londynu. Zresztą zawsze mogli pojawić się w Snowdonii na chwilę. Warto było znaleźć ich własne miejsce na ziemi, a nie kierować się rodowymi naleciałościami, szczególnie, że miał to być początek ich drogi jako rodzina. Nie musieli o tym wspominać, ale wiedziała ku czemu zmierzały te rozważania. Już dawno mieliby to za sobą, gdyby nie to półtora roku przerwy.
- Mieszkanie Corio jest w takim samym stanie, jak Twoje? - Zapytała jeszcze, bo właściwie nie miała szansy jeszcze wypytać przyjaciela na temat tego, jak wyglądał jego dom po tym, co wydarzyło się w Londynie. - Mogę dorzucić do twardych warunków miłe sąsiedztwo. - Skoro miał to być ich docelowy dom, gdzie mieli osiąść dobrze by było, aby otaczali ich sympatyczni ludzie. Nie bez powodu wspomniała o Corio, zastanawiała się, czy nie powinni poszukać czegoś razem, dobrze byłoby mieć go gdzieś obok. Mogliby się wspierać w różnych sytuacjach.