13.02.2023, 23:00 ✶
- Co za beznadzieja – stwierdził, gdy wymieniła listę wszystkich czynności, jakie były potrzebne, by odnowić ścianę. Może przemawiała przez niego senność, ale brzmiało to wszystko dla niego dosyć złożenie. Westchnął tak, jakby znalazł w swojej łazience co najmniej martwego krewnego, a nie kawałek mokrej ściany, po czym obrócił się w stronę Mackenzie.
- Byłaś wczoraj w Fontannie? - spytał się zaciekawiony. Czasami martwił się o Greengrass. Tylko treningi i treningi, a potem mecze. Dobrze było więc usłyszeć, że znajdowała czas na rozrywkę i otwierała się na ludzi, aż się uśmiechnął do niej ciepło, mimo tego, że w tym momencie martwił się o swoje mieszkanie. Z drugiej strony – była to informacja dosyć przykra. Skoro dzisiaj o szóstej była na chodzie, to znaczyło, że wczorajsza impreza nie była wystarczająco szalona. - Jeśli będziesz chciała się w przyszłości zabawić, to mogę zaprowadzić cię w lepsze miejscówki – zaoferował się. Fontanna Szczęśliwego Losu była spoko, co więcej znajdowała się tuż pod nosem, ale w Londynie było o wiele dużo ciekawszych miejsc, częściej odwiedzanych przez dzieciaki w ich wieku.
Ruszył za Greengrass na górę. Choć widok zalanej łazienki dał mu adrenalinowego kopa, to jednak nie na tyle silnego, by nagle zaczął biegać. Poruszał się w ślimaczym tempie, wciąż trzymając kołdrę blisko siebie. Gdy wspiął się wreszcie po schodach, blondynka już zbiegała w dół z nowym pomysłem. Nie ruszył za nią, nie chciało mu się. Zatrzymał się przy drzwiach.
Czarodzieje mieli różne specjalności. Niektórzy dobrzy byli w transmutacji, niektórzy mieli niezwykłą pamięć, inni latali świetnie na miotle. Theodore jedyne co miał, to swoja charyzma i używał jej do pokonywania każdego wyzwania. Nawet jeśli tym wyzwaniem było wyważenie drzwi.
Zapukał, ale dużo bardziej delikatnie niż blondynka. Z wyczuciem, z taktem, choć wciąż zdecydowanie.
- Pani Weasley, nie jesteśmy źli. Naprawdę się nie gniewamy. Zalała nas pani, stało się, mówi się trudno. Proszę otworzyć, chcemy się tylko upewnić, że wszystko jest w porządku – powiedział z czułością do drzwi, obawiając się, że po drugiej stronie może czuwać spanikowana staruszka, która bała się zmierzyć ze zdenerwowanymi sąsiadami. Do swojej przemowy dorzucił kilka nienachalnych puknięć, ale, mimo włożenia całego swojego serca w przemowę, nie udało mu się przekonać drzwi do otworzenia się. Po tej porażce nie pozostało mu nic innego jak poczekać na powrót Mackenzie.
- Byłaś wczoraj w Fontannie? - spytał się zaciekawiony. Czasami martwił się o Greengrass. Tylko treningi i treningi, a potem mecze. Dobrze było więc usłyszeć, że znajdowała czas na rozrywkę i otwierała się na ludzi, aż się uśmiechnął do niej ciepło, mimo tego, że w tym momencie martwił się o swoje mieszkanie. Z drugiej strony – była to informacja dosyć przykra. Skoro dzisiaj o szóstej była na chodzie, to znaczyło, że wczorajsza impreza nie była wystarczająco szalona. - Jeśli będziesz chciała się w przyszłości zabawić, to mogę zaprowadzić cię w lepsze miejscówki – zaoferował się. Fontanna Szczęśliwego Losu była spoko, co więcej znajdowała się tuż pod nosem, ale w Londynie było o wiele dużo ciekawszych miejsc, częściej odwiedzanych przez dzieciaki w ich wieku.
Ruszył za Greengrass na górę. Choć widok zalanej łazienki dał mu adrenalinowego kopa, to jednak nie na tyle silnego, by nagle zaczął biegać. Poruszał się w ślimaczym tempie, wciąż trzymając kołdrę blisko siebie. Gdy wspiął się wreszcie po schodach, blondynka już zbiegała w dół z nowym pomysłem. Nie ruszył za nią, nie chciało mu się. Zatrzymał się przy drzwiach.
Czarodzieje mieli różne specjalności. Niektórzy dobrzy byli w transmutacji, niektórzy mieli niezwykłą pamięć, inni latali świetnie na miotle. Theodore jedyne co miał, to swoja charyzma i używał jej do pokonywania każdego wyzwania. Nawet jeśli tym wyzwaniem było wyważenie drzwi.
Zapukał, ale dużo bardziej delikatnie niż blondynka. Z wyczuciem, z taktem, choć wciąż zdecydowanie.
- Pani Weasley, nie jesteśmy źli. Naprawdę się nie gniewamy. Zalała nas pani, stało się, mówi się trudno. Proszę otworzyć, chcemy się tylko upewnić, że wszystko jest w porządku – powiedział z czułością do drzwi, obawiając się, że po drugiej stronie może czuwać spanikowana staruszka, która bała się zmierzyć ze zdenerwowanymi sąsiadami. Do swojej przemowy dorzucił kilka nienachalnych puknięć, ale, mimo włożenia całego swojego serca w przemowę, nie udało mu się przekonać drzwi do otworzenia się. Po tej porażce nie pozostało mu nic innego jak poczekać na powrót Mackenzie.