Nie miał w planie przychodzić tutaj. Chciał sprawdzić mieszkanie, dokładnie obejrzeć zniszczenia, kiedy dookoła nie szalał ogień, sprawdzić, czy coś zdołało uchronić się przed spaleniem. Godził się z faktem, że jego samochód z całą pewnością nie nadawał się do niczego innego, jak do wyrzucenia i zapomnienia o nim - zanotował sobie w myślach, że będzie musiał zacząć odkładać na nowy), ale miał małą nadzieję znaleźć jakieś nienaruszone, bądź jedynie lekko nadpalone zdjęcia z dzieciństwa. Stare wspomnienia zanikały wraz z pojawianiem się nowych, a tych już z ojcem nie był w stanie stworzyć, więc te zdjęcia były dla niego bardzo ważne.
Nie miał w planie tu przychodzić. Nie wiedział więc, czy wuj będzie sam, czy będzie miał swoich gości. Czy będzie zajęty, czy może będzie odpoczywał. Jessie nie wiedział nawet, czy wuja w ogóle zastanie w domu.
Anthony był w domu. Był sam, przynajmniej dopóki ocalali, którym udzielił schronienia, nie rozbudzą się i do nich nie dołączą. Anthony tu był, był żywy, ale Jessie nie poczuł ulgi, bo wuj nie był zdrowy. I nie chodziło tylko o sadzę, którą był ubrudzony, czy kaszel. Było coś jeszcze i to najbardziej martwiło chłopaka.
-Co? Ty Śmierciożercą? - powtórzył powoli, krzywiąc się na sam dźwięk tych słów. -Twoja wina? Przecież to absurd. Większej głupoty w życiu nie słyszałem - fuknął, kręcąc głową i przeczesując palcami włosy, byleby tylko zająć czymś ręce. -Poczekaj chwilę, przyniosę ci wody.
Dwa słowa, "Anthony" i "Śmierciożerca" obijały mu się w myślach, wywołując na jego twarzy grymas, jakby ktoś podstawił mu pod nos coś wyjątkowo śmierdzącego. To nie miało sensu. Żadnej logiki. Anthony by nigdy nie...
Podał wujowi szklankę z wodą. Nie usiadł przy nim, a kucną na podłodze przed nim i patrzył na niego z dołu.
Pożar zniszczył wiele. Zniszczył domy, zniszczył dobytek, zniszczył rodziny. Zniszczył poczucie bezpieczeństwa i spokój. Koszmar dotknął ich wszystkich, ale nie mógł to być powód, dla którego z Anthonym było tak źle. Oskarżenie? Nie... Anthony nie załamałby się przez bzdury, wykrzykiwane przez nieznajomego, który już następnego dnia powinien zostać zapomniany. Anthony'ego dręczyło coś gorszego, niż pożar.
-Anthony - Jessie bardzo rzadko zwracał się do wujków po imieniu - co się dzieje?