15.07.2025, 20:39 ✶
Źle trafił. Trafił okropnie i przez ktróki moment poczuł to w kłykciach, kiedy koścista szczęka przeciwnika krzywo się na nich odgniotła. Nie żeby było to jakąś przeszkodą w dalszych działaniu, nie, spłynęło to po nim jak opinia publiczna po polityku. Cofnął się pół kroku przed wymachem na odlew, ale nawet nie musiał się starać. Jego przeciwnik chyba w połowie ataku już zwątpił w sens swojej ofensywy. Widział coś, co Skollowi jeszcze umykało, co nawet nie przedarło się przez szczelną zasłonę bełkotu, jaki tworzyły dźwięki płynące zewsząd. I widząc jak ten zaczyna uciekać, Greyback zwyczajnie ruszył za nim, w pościg, za zdobyczą, bo uciekała, aż po kilku krokach do umysłu dotarło jedno słowo.
Skoll.
Zatrzymał się.
Skoll.
Szum ognia, bezkształtne krzyki. Wzrok przebiegł po bruku, szukał.
Skoll, odbijało się miękko jak w pokoju bez klamek. Skoll Skoll Skoll Skollskollskollskoll.
Nie umiał znaleźć dalszej części. Reszty. Było zbyt wiele reszty, nie umiał dopasować, nie teraz.
Obejrzał się na Monę. Przez ułamek sekundy wlepiał w nią tępo spojrzenie, które starało się być obecne, ale nie wiedziało, na czym stanąć. A zaraz spojrzał na nowe źródło ruchu, faceta, który wygrzebał się spod kaszlącego wspólnika i razem z nim również starał się odtoczyć jak najdalej ich trójki.
Rzucił okiem w stronę, gdzie uciekł jego przeciwnik. Nie wracał. Prawdopodobnie była to jego pierwsza rozsądna decyzja tej nocy.
Greyback splunął na bok, może jemu na pożegnanie, a krew soczyście zabarwiła dywan popiołu na ziemi. Rzeczy powoli składały się ponownie w logiczną całość, kiedy mózg próbował nadążyć za samym sobą. Brak wiedźmy był wymowny.
— Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna — rzucił do Mony, wracając do nich te parę metrów. Dla niego to nadal było głupie narażanie się ze strony Rowle. — Dokąd idziesz? — zapytał zaraz i zerknął na Hatiego. Nie było opcji, że ją teraz zostawią samopas, wiedzieli o tym obaj.
Skoll.
Zatrzymał się.
Skoll.
Szum ognia, bezkształtne krzyki. Wzrok przebiegł po bruku, szukał.
Skoll, odbijało się miękko jak w pokoju bez klamek. Skoll Skoll Skoll Skollskollskollskoll.
Nie umiał znaleźć dalszej części. Reszty. Było zbyt wiele reszty, nie umiał dopasować, nie teraz.
Obejrzał się na Monę. Przez ułamek sekundy wlepiał w nią tępo spojrzenie, które starało się być obecne, ale nie wiedziało, na czym stanąć. A zaraz spojrzał na nowe źródło ruchu, faceta, który wygrzebał się spod kaszlącego wspólnika i razem z nim również starał się odtoczyć jak najdalej ich trójki.
Rzucił okiem w stronę, gdzie uciekł jego przeciwnik. Nie wracał. Prawdopodobnie była to jego pierwsza rozsądna decyzja tej nocy.
Greyback splunął na bok, może jemu na pożegnanie, a krew soczyście zabarwiła dywan popiołu na ziemi. Rzeczy powoli składały się ponownie w logiczną całość, kiedy mózg próbował nadążyć za samym sobą. Brak wiedźmy był wymowny.
— Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna — rzucił do Mony, wracając do nich te parę metrów. Dla niego to nadal było głupie narażanie się ze strony Rowle. — Dokąd idziesz? — zapytał zaraz i zerknął na Hatiego. Nie było opcji, że ją teraz zostawią samopas, wiedzieli o tym obaj.
Koniec sesji