• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu

[8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
16.07.2025, 15:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2025, 17:25 przez Laurent Prewett.)  

Niektórzy uważali, że da się panować nad swoją głową. Błąd. Władza nad mózgiem była iluzoryczna i co jakiś czas przekonywaliśmy się o tym, że ta iluzja wabiła, kusiła i potem zdradzała tak, jak zdradzać może ciało wzburzone hormonami. Laurent zdawał sobie sprawę z tego, co się właśnie dzieje. Potrzeba mówienia i słowotoku miała swój cel - zagłuszyć niepewność. Skupienie się na czymkolwiek sprawiało, że myśli o tragediach i chaosie oddalały się tak samo, jak ten dziwny, czarny dym, który wkradł się w jego płuca razem z popiołem.

Rozproszeniem był też dotyk. Szaleństwo pewności w całkowicie niepewnym związku, gdzie samobójstwo i zdrada zdawały się stać na porządku dziennym. Nie, Laurent ciągle nie zdołał tego ułożyć w głowie. Ciągle trzymał go szok tymi nowinami i po raz kolejny dowiadywał się, że z tym, że on pragnie prawdy to wierutne kłamstwo. On nie chciał prawdy. On chciał bajek, w które mógłby uwierzyć i które chociaż na chwilę oderwałyby go od tego okrutnego życia. Nie było bajek - była ponura rzeczywistość.

- Wiem. - Potwierdził. Mógłby mu o nich opowiadać - były zdecydowanie częstszym widokiem niż cukier na salonach. O ich smakach, walorach, ale mógł zrobić też dokładnie to - kupić wszystkie, żeby Wrona mogła ich skosztować. - Ach, tak... wypadło mi to z głowy... - Wiele rzeczy ostatnio wypadało mu z głowy. Jego niewielki, podręczny dziennik, który niemal zawsze nosił przy sobie, nie służył już tylko zapisowi pojedynczych myśli, odkryć, czy próbie naszkicowania anatomii jakiejś kreatury. Teraz służył też temu, by nie zapomnieć o sprawach ważnych. - Shackelboltowie to rodzina żeglarzy. Posiadają wspaniałe oceanarium - ponoć można tam zobaczyć większość znanych kreatur wodnych... Nigdy tam nie byłem, jakoś było mi nie po drodze. - Sam nie bardzo rozumiał, dlaczego. - Nie jest to zbyt liczna rodzina. Ponoć tak zakochali się w syrenach, że sami zyskali możliwość życia pod wodą. - Nie była to do końca prawda, ale niektóre zasłyszane bajki brzmiały dobrze. A i o tej prawdziwe, albo raczej: gdzie ona dokładnie leżała, Laurent zwyczajnie nie miał pojęcia. Nie miał okazji poznać bliżej nikogo z tej rodziny. - Chciałem się do nich udać, bo może będą znali jakieś selkie. Od wielu lat próbuję nawiązać jakiś kontakt z tą częścią mojej rodziny, ale bezowocnie. Poznałem jedną selkie w Windermere, ale ten kontakt... niestety szybko się urwał. Nie mogę się temu dziwić, obcowanie z czarodziejami nie jest dla selkie zbyt bezpieczne... - Gadał więc, skupiając się na tym, zamiast na czarnej drodze przed nimi, która stawała się coraz bardziej mroczna i ponura.

Droga się dłużyła w skali cierpienia opisanego stresem. Stresem łykanym przez powietrze, przez słowa, przez emocje. Rozproszenie było proste - osoba, która siedzi obok ciebie. Myśli przepływały przez jego głowę opatrzone tytułem "jestem mu wdzięczny". Bo był. Wdzięczny za to, że jest, że zadaje pytania, albo że są próby nawiązania JAKIEJŚ komunikacji. Czy z sensem - sam nie był pewien. Nie był pewien do końca tego, co mówi - pozwalał sobie paplać. Mówić. Słowotok - tak łatwiej było przepracowywać niektóre rzeczy. Słowa płynęły jednak szybciej, niż kilometry, jakie mieli przed sobą. W tym... czymś, zwanym dalej samochodem. Lauren był przekonany, że abraksan byłby szybszy. O, na pewno by były. Czy byłby bezpieczniejszy? Tego nie wiedział. I to znów - płynęło swoim tempem. Zbyt szybkim i wolnym jednocześnie. W żadną stronę nie było dobrze: ani się wyciszyć, ani przyśpieszać, by siedzieć w jeszcze większym napięciu. Czuł dudnienie serca w klatce piersiowej tak intensywnie, jakby jego serce było bębnem.

A wszystko zamykało się do modlitwy: oby nie było za późno.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (1506), The Edge (1741)




Wiadomości w tym wątku
[8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez Laurent Prewett - 28.06.2025, 23:43
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez The Edge - 04.07.2025, 00:43
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez Laurent Prewett - 08.07.2025, 17:21
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez The Edge - 09.07.2025, 00:45
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez Laurent Prewett - 16.07.2025, 15:24
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez The Edge - 11.08.2025, 20:39
RE: [8.09.1972] Spalona Noc. Droga do Londynu - przez The Edge - 06.12.2025, 21:20

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa