16.07.2025, 20:36 ✶
Julek Bletchley pierwsze co zrobił, kiedy tylko zobaczył w progu nie-swojego, paskudnie luksusowego apartamentu, który w jego głowie raczej miał być w zwyczaju ciasną kawalerką z cieknącym kranem, córkę — westchnął, a następnie przetarł zmarszczone czoło celem wypolerowania z umysłu wszystkich ewentualnych pytań, które miały prawdopodobnie tego dnia paść, a na które sam nie znał jeszcze odpowiedzi.
— Nie wydaję mi się żebyśmy byli w pozycji do narzekania, Hesiu — odparł, powstrzymując, aby nie wycedzić przypadkiem własnych słów. Złość na siebie i cały świat wyjątkowo uwierała go w język. — Mamy dach nad głową, ciepłą wodę i cudze meble, których nikt nam w nocy nie wynosi. Skąd nagle twoje uprzedzenie do czystokrwistych członków tejże cudownej społeczności? — bąk go ugryzł w tyłek. Wiedział, że odwracał kota ogonem i nie była to żadna odpowiedź. Mężczyzna miał w sobie natomiast paskudną nadzieję, że może chociaż ją tym zniechęcił do zadawania dalszych pytań.
Nie miał układów z Ministerstwem — bo niby komu miałby zaufać? Nie miał układów ze Śmierciożercami — bo co mógłby im zaoferować prócz własnej głowy na srebrnej tacy? Dlaczego więc Hestia przedstawiła to tak jakby handlował z Shafiqiem informacjami (bo w istocie to robił), aby następnie sprzedać się za strawę, łóżko i kilka godzin złudnego bezpieczeństwa? Przecież nie układał się z nikim poza nią, jej siostrą oraz ich matką. Tylko dla nich jeszcze składał obietnice, umiał kłamać, klękać, błagać, mimo że duma paliła go od środka. Próbował jakoś je przez to przeprowadzić. On po prostu chciał… Próbował chronić swoją rodzinę. Tylko że najwyraźniej to również robił źle.
— Nie wydaję mi się żebyśmy byli w pozycji do narzekania, Hesiu — odparł, powstrzymując, aby nie wycedzić przypadkiem własnych słów. Złość na siebie i cały świat wyjątkowo uwierała go w język. — Mamy dach nad głową, ciepłą wodę i cudze meble, których nikt nam w nocy nie wynosi. Skąd nagle twoje uprzedzenie do czystokrwistych członków tejże cudownej społeczności? — bąk go ugryzł w tyłek. Wiedział, że odwracał kota ogonem i nie była to żadna odpowiedź. Mężczyzna miał w sobie natomiast paskudną nadzieję, że może chociaż ją tym zniechęcił do zadawania dalszych pytań.
Nie miał układów z Ministerstwem — bo niby komu miałby zaufać? Nie miał układów ze Śmierciożercami — bo co mógłby im zaoferować prócz własnej głowy na srebrnej tacy? Dlaczego więc Hestia przedstawiła to tak jakby handlował z Shafiqiem informacjami (bo w istocie to robił), aby następnie sprzedać się za strawę, łóżko i kilka godzin złudnego bezpieczeństwa? Przecież nie układał się z nikim poza nią, jej siostrą oraz ich matką. Tylko dla nich jeszcze składał obietnice, umiał kłamać, klękać, błagać, mimo że duma paliła go od środka. Próbował jakoś je przez to przeprowadzić. On po prostu chciał… Próbował chronić swoją rodzinę. Tylko że najwyraźniej to również robił źle.